Mało kto pamięta, że na długo przed Grunwaldem Polska i Litwa potrafiły już wystąpić razem przeciwko wspólnemu przeciwnikowi. Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów takiej współpracy była wyprawa brandenburska z 1326 roku.
Europa była wtedy areną wielkiego konfliktu politycznego. Papież Jan XXII pozostawał w ostrym sporze z Ludwikiem IV Bawarskim, którego ostatecznie ekskomunikował. Władysław Łokietek miał natomiast własne rachunki do wyrównania na zachodzie i interes w osłabieniu Brandenburgii.
Polski król zaledwie rok wcześniej zawarł sojusz z wielkim księciem litewskim Giedyminem. Przymierze przypieczętowano małżeństwem następcy polskiego tronu, przyszłego Kazimierza Wielkiego, z córką Giedymina Aldoną Anną.
W 1326 roku miało się okazać, że nie był to jedynie sojusz zapisany na pergaminie.
Łokietek ruszył przeciwko Brandenburgii, a Giedymin przysłał mu na pomoc około 1200 litewskich jeźdźców. Dowodził nimi jeden z najsłynniejszych litewskich wodzów tamtej epoki – Dawid Grodzieński.
Sytuacja była niezwykła. Katolicki król Polski, działający z aprobatą papieską, wyruszał na ziemie chrześcijańskiego przeciwnika wspólnie z wojownikami pogańskiej jeszcze Litwy.
Na początku lutego zawarto rozejm, który miał umożliwić Litwinom bezpieczne przejście i udział w wyprawie po stronie Łokietka. Krzyżacy nie zdecydowali się interweniować.
Połączone siły polsko-litewskie wkroczyły do Brandenburgii.
I rozpoczął się niszczycielski rajd.
Wojska posuwały się przez ziemie przeciwnika, zdobywając łupy, paląc i pustosząc napotkane miejscowości. Wyprawa dotarła w okolice Frankfurtu nad Odrą i Berlina. Według średniowiecznych przekazów skala zniszczeń była ogromna.
Brandenburczycy nie zdołali skutecznie zatrzymać najeźdźców.
Szczególnie łupieżczy charakter miały działania oddziałów litewskich. Kronikarze pisali o niszczeniu osad, kościołów i klasztorów oraz uprowadzaniu mieszkańców.
Według części przekazów w niewolę zabrano około 6000 ludzi.
Dzisiaj liczby podawane przez średniowiecznych kronikarzy należy traktować ostrożnie, ale jedno nie ulega wątpliwości – wyprawa pozostawiła po sobie ogromne zniszczenia i wywołała silne wrażenie w ówczesnej Europie.
Dla Władysława Łokietka wyprawa miała jednak również wymierny efekt polityczny i terytorialny. Polska odzyskała kasztelanię międzyrzecką, a Brandenburgia została na pewien czas osłabiona jako przeciwnik polskiego monarchy.
Była jednak również druga strona zwycięstwa.
Współpraca chrześcijańskiego władcy z pogańskimi Litwinami wywołała oburzenie w części Europy. Szczególnie że kroniki szeroko opisywały okrucieństwa i grabieże dokonane podczas najazdu. Fakt, że wyprawa odbywała się przy politycznym poparciu papieża, tylko czynił całą sytuację bardziej niezwykłą.
Dramatyczny był również finał dla dowodzącego Litwinami Dawida Grodzieńskiego.
Podczas powrotu z wyprawy został zamordowany. Źródła wiążą jego śmierć z mazowieckim rycerzem, jednak szczegóły i motywy zabójstwa obrosły później opowieściami, których nie sposób dzisiaj w pełni zweryfikować.
Sama wyprawa pokazała natomiast coś, co kilkadziesiąt lat później miało całkowicie zmienić układ sił w tej części Europy.
Polacy i Litwini potrafili walczyć razem.
W 1326 roku nie istniała jeszcze unia polsko-litewska. Do chrztu Litwy pozostawało sześćdziesiąt lat, a do bitwy pod Grunwaldem – ponad osiemdziesiąt.
A jednak już wtedy wojska obu państw wspólnie ruszyły na zachód i dotarły aż w okolice Berlina.
Co ciekawe, polityczne skutki wyprawy nie były jednoznaczne. Z jednej strony Łokietek wypełnił zobowiązania wobec papieża i wzmocnił współpracę z Litwą, z drugiej brutalność najazdu zaszkodziła wizerunkowi Polski i dawała jej przeciwnikom argument, że chrześcijański król walczy przeciw chrześcijanom ramię w ramię z poganami.
Był to więc sukces militarny, ale znacznie bardziej skomplikowany sukces polityczny.
⚔️ Wyprawa brandenburska z 1326 roku pozostaje jednym z mniej znanych epizodów panowania Władysława Łokietka – i jednym z pierwszych wielkich przykładów współdziałania wojsk polskich i litewskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz