Była granatowa policja, była Armia Krajowa, była polska młodzież i mieszkańcy Warszawy.
To kogo teraz opluć ? Aha...już wiem !
Czy są tutaj jacyś mieszkańcy Polskich Wsi ???
Proszę bardzo ⬇
Pani prof. Barbara Engelking - "Jest taki piękny słoneczny dzień. Losy polskich Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-45".
I cytacik z książki Pani profesor.
Ada Schwerdt o swoich DOBROCZYŃCACH :
"Był to między innymi też człowiek zupełnie prymitywny. Był prymitywny jak zwierzę. Chlubek bił i maltretował swoją żonę oraz dwie córki. To było istne zwierzę. Od rana dom cały trząsł się od krzyków. Łamano deski, meble, kłócono się i bito. Poza tym nikt w tym domu, przez miesiące całe, nie mył się. Wszyscy i wszystko było tu brudne".
A teraz pani od historii o mieszkańcach polskich wsi :
9 IX 1943 r. Połomia koło Dębicy.
„Zbudziły mnie odgłosy strzałów. Przez okno obserwowałem, gdzie strzelają i zauważyłem obok domu Rębisiów stojące dwie obce furmanki oraz chodzących koło nich Niemców w mundurach. Kilku Niemców wyprowadziło przed dom Rębisiów żonę Józefa Rębisia - Annę, dwie ich córki - Zofię i Wiktorię, oraz Karola Rębisia - syna. Szli oni rzędem jedno za drugim. Niemiec oddał z automatu serię strzałów i cała rodzina Rębisiów padła na ziemię. Kiedy wszedłem na podwórze Rębisiów, zobaczyłem na nim rozrzucone zwłoki dziewięciu Żydów, mężczyzn w wieku 40-50 lat. Obok nich stali Niemcy i jeden z nich kazał mi wejść do schronu pod stodołą, w którym ukrywali się ci Żydzi. Kiedy wychodziłem już z obejścia Rębisiów, widziałem na drodze za ich stodołą leżącego na ziemi i mocno pobitego, ale żywego, Józefa Rębisia. Obok niego leżał również na ziemi żywy narzeczony jednej z jego córek. Kiedy zaprzęgałem konie do wozu usłyszałem strzały”.
buycoffee.to/kasjopea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz