ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

sobota, 24 października 2026

Ten pochodzący spod Ostrowa Wielkopolskiego chłopiec miał 5 lat, gdy wybuchła wojna.

 Przedwojenne fotografie


Z głodu ukradł dwa pomidory. Przez trzy dni leżał nieprzytomny. Miał osiem lat.
Jako sześciolatek stracił matkę, rok poźniej brata. Potem kolejno babcię i dziadka. Wiesiek został sam. W 1941 roku przygarnęła go ciotka Weronika Śnioch z mężem Janem. Miał tam nowy dom, a starsza córka opiekunów, Joanna, codziennie uczyła go czytać i pisać. Nie wiedzieli, że ta umiejętność okaże się później bardzo ważna.
Na początku 1942 roku Niemcy poddali chłopca badaniom. Uznali, że ma odpowiednie cechy rasowe i nadaje się do germanizacji. Został zabrany do ośrodka w Kaliszu, a potem przewożono go między kolejnymi placówkami: Monachium, Oberweis w Austrii, ponownie Kaliszem, Salzburgiem i w końcu Taxenbach.
W Kaliszu uczono dzieci niemieckiego. Za trudności w nauce Wiesław był karany. Jego ciotka próbowała go odnaleźć, ale usłyszała, że ma o nim zapomnieć, bo jest już „niemieckim dzieckiem”. Zagrożono jej nawet wywózką do obozu, jeśli nie przestanie szukać kontaktu.
Wiesław za pośrednictwem polskich robotników wywożących śmieci zdołał wysłać krótki list. Wiadomość dotarła do bliskich. Od tej pory próbowano utrzymywać kontakt, choć każde takie działanie wiązało się z ryzykiem.
W Monachium na obiad najczęściej była żółta brukiew pastewna, a na pozostałe posiłki czarny chleb i marmolada. Dzieci był głodne.
Podczas wyjścia na pola Wiesław zauważył rosnące obok drogi pomidory. Wyskoczył z szeregu i zerwał dwa. Strażnik to zauważył. Chłopiec po powrocie do ośrofka był pobity do nieprzytomności.
Dowiedział się też, że nie jest już Wiesławem Kuligowskim. W dokumentach figurował jako Claus Kugler.
Pod koniec sierpnia 1944 roku przydzielono go do rodziny Bruggerów w Taxenbach. Prowadzili gospodę i gospodarstwo. Pan domu był rannym żołnierzem i szefem miejscowej policji. Wiesław bardzo się go bał. Pani Brugger wymagała, aby chłopiec zwracał się do niej „Frau Brugger”, a za rozmowy po polsku i nieposłuszeństwo spotykały go kolejne kary.
Nie potrafił nazwać jej mamą. Jego własna matka umierała na jego oczach, gdy miał sześć lat. Pamiętał, jak klęczał przy jej łóżku i trzymał zapaloną gromnicę.
7 maja 1945 roku do miejscowości wkroczyli Amerykanie. 13 sierpnia 1945 roku, bez pozwolenia i bez miejsca na liście transportowej, wskoczył do pociągu jadącego do Polski. Przez dwa tygodnie podróży dobrzy ludzie dzielili się z nim jedzeniem i pomagali mu ukrywać się podczas kontroli.
26 sierpnia stanął w domu rodziny w Topoli Wielkiej. Bliscy początkowo go nie poznali. Był tak wychudzony, że wyglądał jak człowiek, który wraca z obozu koncentracyjnego. Rodzina długo płakała nad jego wyglądem i losem.

Brak komentarzy: