Jej ciało wrzucą na wóz i zakopią w lesie. Dotarły tu z matką po aż pięć tygodni trwającej podróży. W wagonach towarowych. Nie wszyscy jednak przetrwają. Najpierw jednak pożegnają ojca.
Była noc z 20 na 21 marca 1940 roku. Do mieszkania Didyków wkroczyli funkcjonariusze NKWD. Stefan Didyk, listonosz Poczty Głównej we Lwowie, wiedział, że przyszli po niego. Mieszkanie znajdowało się na parterze, więc próbował uciec przez okno, ale budynek był już otoczony.
Żona Maria została z córkami, ale również jej nie oszczędzono. Wiosną 1940 roku Maria, Adela i Łucja zostały deportowane w głąb Związku Sowieckiego. Podróż na zesłanie trwała pięć tygodni. Najpierw były wagony towarowe, ogromny tłok, brak jedzenia, brak wody i brak jakiejkolwiek toalety. Pociąg co pewien czas zatrzymywał się, a z wagonu mogła wyjść po wodę tylko jedna osoba. Wybierano taką, której powrotu można było być pewnym, bo w środku zostawało jej małe dziecko albo chora matka.
Później rodzina płynęła statkiem, a następnie barkami rzekami Ob i Irtysz. Co kilka kilometrów wysadzano na brzeg kolejną polską rodzinę. Marię z córkami wysadzono dopiero na końcu tej drogi. Trafiły do Kargasoku w obwodzie tomskim. Nie wiedzą, ze spędzą tam 6 lat.
Maria została zatrudniona w fabryce zapałek. Jednak głód, mróz i wycieńczenie sprawiły, ze Maria zachorowała na serce i na nerki. Zmarła w styczniu 1944 roku. Miała 38 lat.
Jej ciało wrzucono na wóz i wywieziono do lasu, gdzie pochowano je razem z innymi zmarłymi Polakami. Było -40 stopni mrozu.
Adela i Łucja zostały zupełnie same trafiły do sierocińca w Tomsku, a później do polskiego sierocińca w Afipskiej na Kaukazie. Świat głodu, chorób i niedostatku. Dzieci dostawały między innymi śledzie wyciągane prosto z beczki, często brudne i bardzo słone. Chorowały, a przy czyrakach stosowano prymitywne leczenie – starsze dzieci musiały przytrzymywać młodsze, podczas gdy felczer usuwał zmiany bez znieczulenia.
Zapamiętają chłopca, Józia, który ucieknie by pieszo i wozami z chłopami dostać się do Polski. Po kilku miesiącach chłopak przyśle do sierocińca kartkę, że osiągnął swój cel.
Dziewczynki wrócą do Polski dopiero w 1946 roku.
Po przyjeździe trafiły na kwarantannę do szpitala w Gostyninie, ponieważ były chore i miały świerzb oraz wszy. I nie miały rodziców. Po kilku miesiącach odnajdzie je siostra dziadka. Po latach córki dowiedzą się, ze ojciec został stracony w Katyniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz