https://www.facebook.com/share/v/19TtRARQF7/
Dziś na Ukrainie stawia się mu pomniki i dedykuje stadiony (m.in. w Tarnopolu). Prawda o Romanie Szuchewyczu (ps. Taras Czuprynka) brutalnie jednak weryfikuje ten bohaterski mit. Historia pokazuje, że ten rzekomy "wielki wódz" wykazywał się odwagą wyłącznie wobec słabszych i bezbronnych.
Szuchewycz był przede wszystkim oportunistą. Kiedy III Rzesza była potęgą, chętnie założył niemiecki mundur, składając przysięgę na wierność Wehrmachtowi (w batalionie Nachtigall), a następnie jako oficer 201. Batalionu Schutzmannschaft brutalnie pacyfikował wsie na Białorusi. Jego "wierność" skończyła się, gdy Niemcy zaczęli przegrywać – wtedy porzucił służbę i uciekł do lasu.
Gdy przejął pełnię władzy w UPA, nie powstrzymał Rzezi Wołyńskiej (zainicjowanej przez Kłyma Sawura), lecz usankcjonował ją, rozkazując wymordowanie tysięcy bezbronnych polskich kobiet, dzieci i starców w Galicji Wschodniej. Banderowcy byli niezwykle skuteczni w mordowaniu cywilów, ale ich "odwaga" znikała w starciu z regularną armią.
Największą hipokryzją Szuchewycza było to, co zrobił po wojnie. Gdy tysiące zwykłych Ukraińców było zsyłanych przez NKWD do gułagów, a resztki oddziałów UPA zamarzały i wykrwawiały się w lasach, "niezłomny wódz" przez 5 lat ukrywał się w wygodnym, tajnym bunkrze pod Lwowem. Dopiero w 1950 roku sowiecka bezpieka namierzyła jego kryjówkę i zlikwidowała go podczas obławy.
Dlaczego dziś Ukraina czci go jako herosa? Wyłącznie dlatego, że chował się po lasach i zginął w obławie NKWD. Współczesnej narracji wystarczył sam fakt uciekania przed Sowietami, by ulepić z niego męczennika. Prawda jest jednak taka, że był to człowiek, który do zbrodniczej roboty wysyłał innych, a sam ratował własną skórę.
#historia #iiwojnaświatowa #szuchewycz #bandera #upa #kresy #wołyń #faktyhistoryczne #ciekawostkihistoryczne #drugawojnaświatowa #tarnopol #zsrr #tchórz #ak #rzeźwołyńska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz