Jak minął dzień Herr Botschafter
???
Poznaje Pan to zdjęcie 

14 IX 1943 r. Śp. Ela Konarska za miesiąc skończy 10 lat.
Ale nie będzie żadnych życzeń i tortu...będzie PIEKŁO na Ziemi...które niewinnie nazwaliście :
"Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt".
Ale żeby trafić do tego PIEKŁA...Polskie Dzieci musiały najpierw przejść inne PIEKŁO.
Śp. Maria Bar lat 14 :
„W czasie przesłuchań w Chrzanowie na Gestapo byłam bita i maltretowana, ale nie przyznałam się, skąd pochodziła kartka na cukier, trwało to kilka tygodni. Później wywieziono mnie da Oświęcimia i tam od nowa byłam przesłuchiwana. Siedziałam wówczas w bloku obok Ściany Śmierci. Gestapowcy obiecywali zwolnienie mnie z obozu, jeżeli wydam, skąd pochodziła kartka żywnościowa, ale jak pomyślałam, co czeka całą moją rodzinę i wielu ludzi - wolałam sama cierpieć, Nie wierzyłam zresztą, że mnie zwolnią, i byłam przygotowana na śmierć, tj. na wyjście przez komin - jak mówili esesmani i blokowe”.
Śp. Kazimierz Wadowski lat 13 o katowni Gestapo na Montelupich :
„Tuż za bramą za próbę ucieczki zostałem zbity i skopany. Potem uwięziono nas rzędem na więziennym korytarzu, twarzami do ściany, z rękami do góry, a przechodzący korytarzem Niemcy bili nas w tył głowy, a my twarzami uderzaliśmy w ścianę. Zupę na Montelupich wydawano więźniom w nocnikach".
W tym docelowym PIEKLE, Pana rodacy, skazali na ZAGŁADĘ Dzieci w wieku od 2 do 14 lat.
Śp. Stefan Chachlowski :
„Pamiętam, kiedy zimą 1943 r. przywieziono około 250 dzieci w wieku 2-7 lat i umieszczona w Mädchenlager. Były to dziewczynki i chłopcy, Umierały jedno po drugim".
Warunki w jakich więziono najmłodsze dzieci były PRZERAŻAJĄCE. Dzieci cierpiały ustawicznie głód, nie było dla nich mleka, wyżywienie prawie niczym nie różniło się od wyżywienia dzieci starszych. Do obozowej „waserzupki” dolewano im resztki zupy „wachmańskiej”, czasami dostawały łyżkę marmolady buraczanej i chleb posmarowany margaryną. Śmiertelność była skrajnie wysoka. Codziennie do obozu dostarczano mleko z pobliskiego folwarku, pełne dla załogi i chude...dla świń.
Śp. Krystyna Wieczorkowska :
„Najbardziej zapamiętałam małego chłopca o imieniu Jaś, którego musiałam ubierać. Chłopiec mógł mieć 5 lat i mieszkał za naszym blokiem. Chłopczyka tego zapamiętałam, bo kiedyś powiedział : »to Ty teraz będziesz moją Mamą« i chciał mi dać swoją pajdkę chleba, żebym się zgodziła. Był to bardzo mądry i kochany chłopczyk. Pewnego razu przygarnął pod koc małego zupełnie chłopczyka, który mógł mieć ze 3 latka, przytulił go do siebie, głaskał go po buzi, aż się rozpłakałam ze wzruszenia. Nie wiem co się stało z Jasiem...bo pewnego dnia zniknął i nigdy później go już nie widziałam".
Śp. dr Emil Vogl, Żyd z Pragi, sprowadzony z Litzmannstadt Ghetto, który TROSKLIWIE zajął się Polskimi Dziećmi po wybuchu epidemii tyfusu w "Małym Auschwitz". Po latach wspominał, że :
Widział u ok. 50% Dzieci obrzęki głodowe, wywołane niedoborem białka w pożywieniu, taki stan był progiem do śmierci głodowej, toteż śmiercią głodową ginęło najwięcej dzieci.
Średnia długość życia wynosiła 2 miesiące.
Śp. Henryk Smardz - przeżył 17 dni.
Śp. Jan Hartman - przeżył 30 dni.
Śp. Jurek Rutkowski - przeżył 40 dni.
Śp. Józef Jatczyk - przeżył 5 miesięcy...i został zamordowany bo przekroczył czas w którym miał umrzeć. Z tego Piekła na Ziemi..."ocalało" ok. 1 000 Polskich Dzieci.
Z czego wkrótce część zmarła na skutek przeżyć obozowych a część została w mniejszym lub większym stopniu kalekami. #NiemieckieZbrodnie
Tak SZCZERZE mówiąc to chyba przeliczyłam się siłami.
Sama przeciwko WSZYSTKIM
A moi Uczniowie dobrze pamiętają z naszych lekcji jak kończyli ci którzy głosili PRAWDĘ podczas potopu KŁAMSTWA.
No nic...póki starczy zdrowia i motywacji...będę trwała na Reducie Ordona. buycoffee.to/kasjopea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz