ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 31 stycznia 2018

Ta żydowska zbrodniarka zawsze paradowała w wojskowym mundurze i błyszczących oficerkach

Ta żydowska zbrodniarka zawsze paradowała w wojskowym mundurze i błyszczących oficerkach - była przy tym butna, arogancka i przeraźliwie wulgarna. W 1968 r. wyjechała wraz z mężem, żydem marksistą Włodzimierzem Brusem (właś. Beniamin Zylberberg) do Wielkiej Brytanii

Niemcy zamordowali 14- letnią Czesławę Kwokę.


W niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz Niemcy zamordowali 14- letnią Czesławę Kwokę. Obozowy fotograf Wilhelm Brasse tak ją opisał 👇

29.I.43 do Wierzbicy przybywają Niemcy z Żydem Pawłem Wandersmanem.

29.I.43 do Wierzbicy przybywają Niemcy z Żydem Pawłem Wandersmanem...który wcześniej ukrywał się u rodziny Kucharskich...ów Żyd wydaje na śmierć 11 Polaków : ciężarną ,5 letnią dziewczynkę oraz 3 Żydów🤦‍♀️

"O mój Boże…całowałbym go na klęczkach po rękach !

Josef Eyntov ocalony Żyd...o prof.Bolesławie Czuruku który uratował 40 Żydów : "O mój Boże…całowałbym go na klęczkach po rękach ! Przecież oni (Polacy) nie mieli żadnego interesu,żeby pomagać obcym sobie ludziom.Tak byli jednak wychowani.

30.I.89 Komando Śmierci z IV Departamentu MSW morduje Męczennika Śp.Ks.Stanisława Suchowolca

30.I.89 Komando Śmierci z IV Departamentu MSW morduje Męczennika Śp.Ks.Stanisława Suchowolca...Błogosławiony Ks.Jerzy powiedział w 83 : "„Mamo, nie martw się,bo gdyby,nie daj Boże,coś mi się stało,to przecież Staszek mnie zastąpi...”😢😢😢. Bóg wybacza...UB NIGDY !

Pan Dries Riphagen...Król Holenderskich Szmalcowników.

A to Pan Dries Riphagen...Król Holenderskich Szmalcowników...szef grupy "Jodenkloppers" która wydała na śmierć ok. 3 200 Żydów. Za jednego Żyda dostawali od 7 do 40 florenów.Po wojnie podróżował po całym świecie za pieniądze z pomordowanych Żydów...zmarł w 73.

Dlaczego obozy działały w Polsce?

"Dlaczego obozy działały w Polsce? Ponieważ Niemcy wiedzieli, że przynajmniej część lokalnej społeczności będzie im w tym pomagać" - powiedział Jair Lapid szef partii Yesh Atid.
Nie, panie Lapid.... Niech Pan spojrzy na mapę... Rok 1933... Trzy miliony Żydów żyje na terytorium Rzeczpospolitej. Czyli tylu, ilu w Niemczech, Francji, Szwajcarii, Belgii, Holandii, Austrii, Węgrzech, Włoszech, Jugosławii, Bułgarii, Grecji, Danii, Litwie, Łotwie i Estonii razem wziętych.
Zadał Pan sobie pytanie DLACZEGO AKURAT POLSKĘ umiłowała Żydowska Diaspora ??? Bo "wiedziała, że część Polaków będzie ich mordować"??? Pan oszalał ???
Wytłumaczę Panu "dlaczego obozy (NIEMIECKIE!) działały w Polsce". Przede wszystkim dlatego, że Niemcy to bardzo praktyczny Naród i nazistowską, bandycką eksterminację Ludności Żydowskiej realizowali tam, gdzie tej Ludności było najwięcej. Oszczędzili na transporcie. No chyba, że uważa Pan, że w przypadku wywiezienia Polskich Żydów do Niemiec uniknęliby Oni Holokaustu, osłaniani mężnymi piersiami Wehrmachtu, SS i GESTAPO...
W każdej nacji, w każdym Narodzie, panie Lapid, znajdą się bandyci, zwyrodnialcy i dewianci, którzy okres wojny wykorzystają albo po to, by spełniać swe dewiacje, albo po to by się bogacić, albo z innych, obcych mi względów. Czy to wśród Polaków, czy to wśród Żydów. Jest wiele do wyjaśnienia. Po obu stronach. I wszystkich bandytów- bez względu na nację- należy ścigać i surowo karać. Ale generalizowanie i stawianie Polaków na równi z niemieckimi nazistami również jest zbrodnią.
I mówię to ja, Paweł Kukiz, który wybaczył mimo iż Żyd-komunista zamordował mu Dziadka a Ojca wysłał na Syberię. Który uwielbia Singera, kocha twórczość Etgara Kereta a wiersze Brzechwy przypominają mi Tatę, bo zawsze czytał mi je do snu.
Znajmy miarę, Panie Lapid.
Szalom.

Najprawdziwsza historia II wojny światowej ???????



Po prowokacji gliwickiej Niemcy nie miały już innego wyjścia, jak odpowiedzieć siłą na akty przemocy, których nie przerwały nawet działania wojenne, jak dowodzi tego np. bydgoska „krwawa niedziela”.II wojna światowa wybuchła z powodu nieustannych prowokacji, jakich Polacy i polskie władze dopuszczały się wobec lojalnej oraz pokojowo nastawionej mniejszości niemieckiej, a także wobec niemieckiego państwa, rządzonego przez miłującego pokój wybitnego przywódcę socjalistycznego. 
Również władze Związku Radzieckiego, od dawna z niepokojem przyglądające się szalejącemu w Polsce antysemityzmowi oraz prześladowaniom ludności ukraińskiej i białoruskiej na okupowanych przez Polskę Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Białorusi, zdecydowały się wziąć je w opiekę, kiedy było jasne, że wersalski bękart się rozpada.
Pomimo tego, na obszarze tzw. Generalnej Guberni nadal działali bezkarnie polscy naziści, wykorzystując nazbyt łagodny reżim okupacyjny.
Z powodu zaangażowania wojennego władze niemieckie nie były w stanie zapobiec masakrom dokonywanym notorycznie przez polskich nazistów na ludności żydowskiej, jak na przykład w Jedwabnem.
Gęsto zaczęły także powstawać polskie obozy śmierci, w których, wobec niedostatecznej uwagi administracji niemieckiej, bezkarnie dopuszczono się zagłady Żydów.
Z kolei na obszarach etnicznie ukraińskich polscy naziści i wyzyskiwacze ludu ukraińskiego sprowokowali starcia z partyzancką Ukraińską Armią Powstańczą, doprowadzając do niepotrzebnego wzajemnego przelewu krwi.
Nawet kiedy Armia Czerwona wyzwoliła już ziemie pomiędzy Bugiem a Odrą, polscy naziści z faszystowskiego podziemia, wykorzystując to, że władza ludowa jeszcze nie okrzepła, nadal mordowali niedobitki ocalałych z Holocaustu i rabowali ich mienie, zaś inna ich część, podstępnie wkradłszy się w szeregi nowej, demokratycznej administracji, rozpoczęła mordowanie Ślązaków oraz Niemców na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Należy przypominać nieustannie potomkom morderców, że zbrodnie przeciwko ludzkości są nieprzedawnialne.
Tak chyba powinna wyglądać ostateczna wersja historii II wojny światowej w podręcznikach szkolnych, która podobałaby się i Żydom, i Niemcom, i Rosjanom, i Ukraińcom?
Źródło: FB – za zgodą Autora

1000 lat od podpisania pokoju w Budziszynie.

Dziś przypada 1000 lat od podpisania pokoju w Budziszynie. Polecamy wywiad z dr. hab. Pawłem Żmudzkim z IH UW:

Jest to relacja ze spotkania dr Kurek z ówczesnym naczelnym rabinem Polski Pinchasem Menachemem Joskowiczem

Poniżej zamieszczamy fragment książki dr Ewy Kurek pt. „Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie… 18 lat później”. Jest to relacja ze spotkania dr Kurek z ówczesnym naczelnym rabinem Polski Pinchasem Menachemem Joskowiczem, który próbował nakłonić ją do podania mu adresów dzieci żydowskich uratowanych w polskich klasztorach. Dr Kurek miała z nimi kontakt w związku z prowadzonymi badaniami historycznymi. Jest to fragment naprawdę wstrząsający, z którego wynika, że Joskowicz najprawdopodobniej był policjantem polującym na „łebki” w łódzkim getcie.
Książki dr Ewy Kurek to lektura obowiązkowa. Link do internetowej księgarni, w której je znajdziecie TUTAJ.
„Łebki” nie na sprzedaż.
Wiosną 1995 roku napisał do mnie Naczelny Rabin Polski Menachem Pinkas Joskowicz i poprosił o spotkanie. Byłam nieco zdziwiona, ale zaproszenie potraktowałam bardzo poważnie. Wszak naczelny Rabin Polski to tak jak Prymas, a prymasowi – wszystko jedno, katolickiemu czy żydowskiemu – się nie odmawia.
Szczerze powiedziawszy, byłam nieco zdziwiona, gdy w pomieszczeniach synagogalnych w Warszawie przywitał mnie starszy pan w rytualnym żydowskim stroju i nie odpowiedział na wyciągniętą przeze mnie na powitanie rękę. Może nawet więcej niż zaskoczona. Moja wisząca przez chwilę w próżni dłoń uświadomiła mi, że… No tak, nie dość, że jestem kobietą, to jeszcze gojką, czyli istotą z natury rzeczy nieczystą dla tego faceta w chałacie i z pejsami. Śmieszne to wszystko, ale trudno. Poproszona, usiadłam przed rabinem. Zaczęliśmy rozmawiać o moich badaniach nad problemem dzieci żydowskich uratowanych w polskich klasztorach. Rabin Menachem Pinkas Joskowicz znał moje książki. Bardzo szybko przeszedł do meritum sprawy.
– Pani doskonale wie, że część dzieci żydowskich uratowanych w polskich klasztorach nie zostało zwróconych narodowi żydowskiemu. Dla nas to jest bardzo ważne, bo wszystkie żydowskie gałązki powinny były powrócić do żydowskiego drzewa. Pani ma obowiązek nam w tym pomoc i podać adresy wszystkich uratowanych w klasztorach żydowskich dzieci, które żyją wśród nas. Część z nich przecież nawet nie wie, że wywodzi się z żydowskiego narodu – powiedział.
Żydowskie gałązki powracające do żydowskiego drzewa… gdzieś już to słyszałam. Zaraz, zaraz… Tak, to rabin Dawid Kahane w 1987 roku w Izraelu mówił mi, że naród żydowski dąży do tego, aby wszystkie zagubione gałązki powróciły jednak do korzeni. Przyglądałam się starszemu panu, podczas gdy on dawał mi lekcję żydowskiej religii uzasadniającej kierowanie pod adresem polskich zakonnic i Polaków znane mi oskarżenia o tym, że zatrzymując żydowskie dzieci w polskim narodzie, Polacy ukradli im dusze. Słuchałam jego słów i zastanawiałam się, co mu odpowiedzieć, aby dając stanowczą odmowę, jednocześnie nie urazić.
– Panie rabinie, szanuję pańską religię i wypływające z niej zachowania i potrzeby. Liczę jednak na wzajemność. Pan ma swoje zasady, ja mam swoje. Tu nie chodzi nawet o moją religię, ale o pewne zasady. Zakonnice i uratowane przez nie żydowskie dzieci zaufały mi. Tym dzieciom, które wiedzą o swoim pochodzeniu, obiecałam, że nigdy nikomu nie wyjawię prawdy wbrew ich woli. Zakonnicom, które zdradziły mi tajemnicę pochodzenia dzieci, które były zbyt małe, aby znać prawdę, także przyrzekłam dochowanie tajemnicy. Wszystkie dzieci, których pan szuka, są dziś podstarzałymi ludźmi. Mają własne dzieci i prawie zawsze także wnuki. Nikt nie dał mi prawa burzenia ich spokoju. Tak więc nie zdradzę panu nazwisk i adresów uratowanych w klasztorach dzieci żydowskich. I chcę, żeby pan wiedział, że nie tylko panu nie zdradzę tej tajemnicy. Nie mogłabym jej zdradzić nawet Ojcu Świętemu. Dlatego proszę, aby zostawił pan żydowskiemu Bogu, co boskie, bo myślę, że On poradzi sobie lepiej z duszami żydowskich dzieci uratowanych w klasztorach – zakończyłam.
Rabin patrzył na mnie spod jarmułki i milczał dłuższą chwilę. Nagle zaproponował.
– Ja nie chcę nic za darmo. Może pani oczywiście na tym zarobić. Dostanie pani 500 dolarów „od łebka”.
Zamarłam. W złożonej mi propozycji rabin użył określenia używanego w czasie zagłady Żydów w Polsce przez żydowskich policjantów. Zgodnie z rozkazem Niemców i żydowskich zarządów gettowych, czyli Judenratów, każdego dnia żydowscy policjanci mieli wyznaczony ludzki kontyngent, czyli obowiązek dostarczenia Niemcom określonej liczby Żydów do wagonów wiozących schwytanych ludzi na śmierć. W policyjnym żargonie mówiło się na przykład, że „dziś muszą dostarczyć pięć łebków”. Dla policjantów żydowskich człowiek, czyli Żyd, był „łebkiem”. Spojrzałam na naczelnego rabina Polski Joskowicza i wyobraziłam go sobie w mundurze żydowskiego policjanta. Ile mógł mieć lat w czasie wojny? Może dwadzieścia, może trzydzieści? Dobry wiek dla policyjnej służby.
– A pan, panie rabinie, gdzie pan był w czasie wojny? – zapytałam na pozór od rzeczy.
– W łodzi. Wojnę przeżyłem w łódzkim getcie – odparł zaskoczony.
-Niewielu Żydów przeżyło łódzkie getto. Zginęły prawie wszystkie żydowskie dzieci. Rumkowski [przewodniczący Judenratu w Łodzi – przyp. redakcji] oddał Niemcom na pewną śmierć niemal wszystkie żydowskie dzieci …
– Co pani wie?! Polacy stali w oknach i patrzyli na naszą śmierć! – przerwał mi rabin z nutką agresji w głosie.
– Panie rabinie, wie pan lepiej niż ja, że do żydowskiego państwa w Łodzi Polacy w ogóle wpuszczani nie byli, że w getcie w Łodzi to wy, Żydzi, chwytaliście chrześcijan i oddawaliście Niemcom na śmierć, że łódzkich Żydów na śmierć prowadzili żydowscy policjanci… – powiedziałam i zamilkłam.
Chciałam jeszcze zapytać rabina Joskowicza, skąd wobec tego zna termin „łebki”. Chciałam zapytać, czy może w czasie wojny był żydowskim policjantem. Zrezygnowałam. Siedział wszak przed mną naczelny rabin Polski. Po chwili dość ciężkiego milczenia powiedziałam tylko, że nie interesują mnie żadne pieniądze, że za żadną cenę nie będą dla niego łapać żydowskich „łebków”, bo nie znajduję moralnego, ani żadnego innego prawa, które usprawiedliwiałoby takie działanie. Może to było niegrzeczne z mojej strony, ale pożegnałam się i wyszłam.

I według żydowskiego prawa jest niewinny.

 · 
ELYTA ... 

wtorek, 30 stycznia 2018

Żydowska policja w gettach.

Jeśli ktoś był gorszy od Niemców, to ta "wesoła gromadka". Żydowska policja w gettach. Gorsi od Gestapo.

Zietek-wielomska-wielomski

"Narody (…) są czymś względnie nowym w historii. Starożytność nie znała ich: Egipt, Chiny, starożytna Chaldeja nie były wcale narodami. Były to wielkie gromady ludzi, rządzone przez syna Słońca lub syna Nieba. Nie istnieli obywatele egipscy, tak samo jak nie istnieją obywatele chińscy. Starożytność klasyczna posiadała republiki i miejskie królestwa, związki republik lokalnych, cesar­stwa – nie miała natomiast zupełnie narodów w naszym tego słowa znaczeniu. (…)Nie było nigdy patriotów asyryjskich (…).Ani jeden naród nie wyprowadza swoich początków od zdumiewających przygód Aleksandra, które wywarły przecież tak potężny wpływ na ogólny bieg dziejów cywilizacji" (E.Renan)
https://konserwatyzm.pl/zietek-wielomska-wielomski-co-to-j…/

Polskie dzieci więzione w obozie koncentracyjnym dla dzieci w Łodzi.

Więziono w nim ok. 12 000 małych Polaków. Końca wojny dożyło zaledwie 900 dzieci. Z powodu wycieńczenia i chorób większość z nich zmarła niedługo po wyzwoleniu. Niemieckie ludobójstwo.

Chaim Rumkowski, który w ręce niemieckich okupantów wydal trzy razy więcej swoich pobratymców Żydów jak wszyscy "polscy szmalcownicy" razem wzięci.

Hej - przedstawiamy Wam postać osobnika narodowości żydowskiej Chaima Rumkowskiego, który w ręce niemieckich okupantów wydal trzy razy więcej swoich pobratymców Żydów jak wszyscy "polscy szmalcownicy" razem wzięci.

Cynizm czy zadziwiająca szczerość? George #Soros w wywiadzie sprzed lat...

https://www.facebook.com/pl.sputnik/videos/1684071888303404/

"Kolaboranci wśród Polaków rekrutowali się z marginesu społecznego, mętów, natomiast wśród Żydów na kolaborację poszły żydowskie elity"

Tożsamość żydowska nie pomieściłaby samonienawiści. Wina spadła na Polaków

H. Arendt
H. Arendt

Filozof Hannach Arendt pisała: "Kolaboranci wśród Polaków rekrutowali się z marginesu społecznego, mętów, natomiast wśród Żydów na kolaborację poszły żydowskie elity". Problem rozumienia odpowiedzialności jest centralny w stosunkach z Izraelem.

Pierwszym terminem - wytrychem jest holokaust. Z definicji odnosi się on do szeroko zakrojonej akcji logistycznej niedostępnej dla jednostki. Żydzi posługują się nim niekonsekwentnie. I to samo dotyczy kategorii odpowiedzialności.
Arendt porządkując definicyjnie odpowiedzialność sprawczą za unicestwienie narodu wybranego podczas wojny wyróżnia przede wszystkim tę jednostkową i zbiorową, historyczną, moralną i państwową. 
Rozgraniczając odpowiedzialność instytucjonalną organizmu państwowego od jednostkowej wysuwa istotny z punktu widzenia całej dyskusji o holokauście wniosek, że "kolaboranci wśród Polaków rekrutowali się z marginesu społecznego, mętów, natomiast wśród Żydów na kolaborację poszły żydowskie elity" (elity polskie nie zdołały przetrwać). W Berlinie najbardziej osławionym Greiferem ("łapaczem") wcale nie był fanatyczny nazista ani nawet Niemiec, lecz... Żydówka - Stella Kübler. Dodać należy, że kolaboracja żydowska pozostała zasadniczo bezkarna, miała zakorzenienie w żydowskim prawie i mentalności, przejęła władzę nad dyskursem historycznym a przede wszystkim kolaboranci wyszli cało z okupacji. Z getta uratowali się policjanci judenratów. A historię piszą przecież "zwycięscy". W 1950 roku Kneset przyjął ustawę zwalniającą z odpowiedzialności karnej tych Żydów, którzy ratowali swoje życie kosztem życia innych Żydów.
- "Eichmann wspominał a nie ma powodów, by mu nie wierzyć że Żydzi znajdowali się nawet wśród szeregowych członków SS. Choć sam fakt żydowskiego pochodzenia takich ludzi jak: Heydrich, Milch, Hans Frank in. był sprawą ściśle poufną wiedziała o tym jedynie garstka ludzi…" (Hannah Arendt, Eichmann w Jerozolimie, ZNAK, Kraków 1987, s.228) – pisała filozofka. Arendt została usunięta na boczny tor narodowego dyskursu. Uznano ją za niebezpieczną. Odtąd holokaust zaczął obrastać mitologią. Był budowany z nieprecyzyjnych pojęć torowanych bardziej przez subiektywne odczucia niż logikę historyczną.
Żydzi – w większości – nie mogli się pogodzić, że na masową skalę ginęli z rąk współbraci przebranych w skrojone przez Niemców mundury dlatego w miejsce wypartej historii faktograficznej wpuścili  i rozwinęli kompletnie skonfabulowaną historię literacką jak "Malowany ptak" Jerzego Kosińskiego, "Wybór Zofii", pozycje Grossa a ostatnio wydaną w Polsce książkę Mikołaja Grynberga "Rejwach".
O Polakach ocaleni mówią źle, chociaż nie dzięki komu innemu, jak tylko polskim chłopom i mieszczanom zawdzięczają życie. Polska wieś, która z narażeniem życia chowała sąsiadów gniecie się dziś na ławie oskarżonych razem z hitlerowcami, posadzona tam przez Grossa, Lanzmanna i Kosińskiego.
Gdy Żydzi w duchu postmodernizmu na dobre zdynamizowali zasadnicze desygnaty martyrologiczne znaczyły już one to, co chce się uzyskać w danej chwili. Notorycznym zabiegiem literackim i psychologicznym, goszczącym także we wspomnieniach żyjących żydowskich ofiar lub ich potomków jest przeniesienie złości ze swoich morderców na obcych wybawicieli. Tożsamość żydowska nie pomieściłaby tyle samonienawiści, żeby ścierpieć taką jak choćby ta relację:
"Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi - przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) - sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź (...). Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy. Niejedna kryjówka została 'nakryta' przez policję żydowską, która zawsze chciała być plus catholique que le pape, by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które znikły z oczu Niemca, wyłapywał policjant żydowski (...). Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej, dzikiej brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zabójców, którzy na ulicach łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag? Do powszechnych po prostu zjawisk należało, że ci zbójcy za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy (...). Każdy Żyd warszawski, każda kobieta i dziecko mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości policji żydowskiej" (E. Ringelblum: "Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 - styczeń 1943", Warszawa 1988, s. 426, 427, 428).
W "Rejwachu" Grynberg dotyka losu Żydówki wykorzystywanej seksualnie przez Polaka, któremu "uciekinierka" odpłacała się w ten sposób za udzielaną z narażeniem życia pomoc. Autor "rytualnie" przegania odpowiedzialność z niegodziwej jednostki na cały naród, w końcu na polskie państwo. Twierdzi: Polacy to zrobili, choć procentowy udział kolaboracji nad Wisłą był niższy w porównaniu do innych stolic europejskich, gdzie wydawanie Żydów wpisane było w postępowanie aparatu państwowego. Polskie podziemie surowo karało szmalcowników. W getcie czy we Francji to władze wysyłały "współobywateli" na śmierć.Naświetlony stan rzeczy uwiarygadnia Kościół katolicki w Polsce. Po odsunięciu Hanny Arendt od głównego nurtu refleksji nad  holokaustem - opierającej się o klasyczne myśl i kategoryzację - troska o pielęgnowanie dyskursu chrześcijańsko-żydowskiego, który obejmuje rozumienie tragedii żydowskiej, spadła na Kościół katolicki. Ten jednakże nie wykazał inicjatywy intelektualnej, ograniczył wzajemność w kontaktach ze stroną żydowską, zredukował i zbanalizował pracę zespołów roboczych. Dialog chrześcijańsko-żydowski to monolog o pokrzywdzeniu, któremu od lat potakiwano albo wręcz któremu czołobitnie kłaniano się. Nic dziwnego, że zblakł on, zdziczał, stał się samolubny i odrealniony. W konwersacji z wyznawcami judaizmu nie ma już wymiany myśli a klimat z odcinka komisji i komitetów religijnych zstąpił w jakiś sposób na polityków.
Bezkrytyczny udział episkopatu min. w obchodach rocznicowych w Jedwabnem to jedna z tych przyczyn, dla których Żydzi zaczęli manipulować fundamentalnymi pojęciami. Było im wolno. Kościół przyzwolił na żonglowanie odpowiedzialnością za holokaust.
Biskupi, ostatnio Rafał Markowski, nie wiadomo czy w imieniu całego episkopatu czy swoim własnym, czy może w zastępstwie narodu wystają pokutniczo na wszelkich uroczystościach typu jedwabnieńskiego z pojednania odnoszącego się do faktów i reguł historycznych (nie ma ekshumacji, szacunku demograficznego ofiar) czyniąc farsę. Dlaczego duchowni nie domagają się - w ramach cywilizacyjnego porządku - ekshumacji? A jeśli nie ma rzetelnego zbadania tej rzeczywistości zbrodni i brak jest pełnych, wystarczających podstaw do wysuwania zbiorowego oskarżenia przeciwko Polakom, to dlaczego je sygnują. Biskupi mogliby powiedzieć przedstawicielom rządu i Żydom: chcemy wiedzieć co skrywa stodoła w Jedwabnem, dajcie pozwolenie na przeprowadzenie ekshumacji. Tak buduje się porozumienie, nie omijając prawdy.
Literacką wersję tej historii wzmacnia też marginalizacja polskiej narodowej perspektywy dziejowej. Zjawisko to bierze się stąd, że postrzeganie itinerarium Żydów i relacji polsko-żydowskich przekazuje się w ręce ośrodków żydowskich, które występują jako polskie w efekcie czego polskie spojrzenie na historię jest skracane i kierowane w inną stronę. Prof. Andrzej Żbikowski, pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego, profesor w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i współzałożyciel Centrum Badań nad Zagładą Żydów przekonuje, że w czasie wojny więcej Żydów zginęło z rąk Polaków niż zostało przez nich uratowanych. Z kolei prof. Barbara Engelking, kierowniczka Centrum Badań nad Zagładą Żydów i przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, wylicza, że "mniej więcej dwoje na każdych troje Żydów, którzy chcieli się ratować, zginęło, najczęściej przy współudziale Polaków". Nie wiadomo już, czy historia jest pisana z planu żydowskiego czy polskiego. Takie zmieszanie perspektyw, których autonomia i konfrontacja w światowej nauce są bezwzględnie koniecznym warunkiem metodologicznym, doprowadziło do przyzwolenia na agresję kulturową wobec Polaków. Agresję odziedziczoną po systemie komunistycznym zdominowanym przez żydowskich komunistów, którzy z ojczyzną niewiele się identyfikowali, zatem jakiejś szczególnej perspektywy nie podzielali.
Kryzys w stosunkach polsko-izraelskich wykipiał z rondla. Kilkadziesiąt lat zaniechania - opracowywania i popularyzowania własnej narracji spustoszyło wzajemność w relacjach polsko-żydowskich. Jak mogliśmy się łudzić, że to nie Żydzi stoją za rozpowszechnieniem i legitymizowaniem frazy "polskie obozy koncentracyjne"?

Mec.Jerzy Zakulski...związany z ONR


Mec.Jerzy Zakulski...związany z ONR,szef Kontrwywiadu Komendy O.Kraków NSZ.W czasie okupacji ukrywał w swoim mieszkaniu Żydówkę Marię Bernstein z córeczką...obie przeżyły.W 46 katowany przez Żyda Humera w 47 wydany na śmierć przez Żyda Goldberga

"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba Podnoszą z ziemi przez uszanowanie Dla darów Nieba.... Tęskno mi, Panie...


https://www.facebook.com/PatriaeFidelis/videos/935219679923446/

poniedziałek, 29 stycznia 2018

ŻYDZI - POLACY 8 min warto posłuchać! Historyk dr Ewa Kurek, fragment...

Pomnik Ofiar Obozu KL Warschau

Polityka zagraniczna to jedno, ale również brak polityki historycznej daje o sobie znać. Największym sk.....twem jest zablokowanie w 2004 r. upamiętnienia Ofiar Obozu KL Warschau, gdzie Niemcy więzili i zamordowali ok. 200 000 mieszkańców Warszawy i okolic. Zamordowali ich tylko dlatego, że byli oni Polakami.
Upamiętnienie miejsc kaźni na terenie KL Warschau uświadomiłoby ludziom na całym świecie, że Polacy byli tak samo jak Żydzi przedmiotem holokaustu. I to jest główny powód niechęci rządzących III RP, do tej sprawy.
Blokada w sprawie KL Warschau była i jest bardzo duża. W 2005 r. prezydent Warszawy zaryzykował nieotrzymanie absolutorium za 2004 r. a mimo to nie chciał umożliwić budowy pomnika.
Zapraszam na strony KL Warschau
Poniżej Pl Pawełka na Woli, miejsce które wskazała Rada m. st. Warszawy pod Pomnik Ofiar Obozu KL Warschau. W 2004 r. Polacy ustawili Krzyż, Tablicę i serce z kamieni.

Brystygierowa wsadzała mu przyrodzenie do szuflady biurka

Maltretowany przez Lunę, Szafarzyński, stanowił widok przerażający - opuchnięte jądra miał na wysokości kolan. Brystygierowa wsadzała mu przyrodzenie do szuflady biurka i następnie je mocno zatrzaskiwała, a także bez opamiętania biła więźnia - doprowadzając go w efekcie do śmierci.

Szacunek dla Ten Pani.

Szacunek dla Ten Pani. Odróżnić należy syjonistów od Żydów...po czynach ich poznacie...!

Wspomnijmy więźnia niemieckiego obozu Auschwitz księdza Leona Poeplau.

Nie wolno zapomnieć!
Wspomnijmy więźnia niemieckiego obozu Auschwitz księdza Leona Poeplau.
We wrześniu 1939 r. służył ochotniczo jako kapelan w oddziałach Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga. Następnie działał w konspiracji. 3 lipca 1940 r. został aresztowany przez Niemców. Nie ugiął się, gdy Niemcy usiłowali go zmusić do podpisania volkslisty. 14 sierpnia 1940 r. wywieziono go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.
Postać Księdza przypominała katolicka pisarka Zofia Kossak-Szczucka, inicjatorka powstania Rady Pomocy Żydom „Żegota”. (Kossak-Szczucka aresztowana przez Niemców w 1943 r. także trafiła do Auschwitz-Birkenau.) O Księdzu tak pisała:
„ (…) młodziutki ks.Poeplau z diecezji pomorskiej, nie zważając na razy, wychodził w czasie apelu z szeregu, by pochylić się nad konającym towarzyszem, udzielić mu absolucji. Oprawcy odpychali go i tłukli, nie mogli jednak przeszkodzić wypowiedzeniu sakramentalnych słów: „Indulgentiam, absolutionem et remissionem peccatorum …” – spływających na umierającego smugą przebaczenia (…) I najmniej wrażliwi nawet czuli powagę rozgrywającej się sceny. Ksiądz i moribundus zdawali się usuwać w sferę wieczności, gdzie złość i przemoc ludzka nie sięgają (…) Naprzeciw brutalnej przemocy stawała moc wyższa, nie dająca okiełznać się, ani zahamować. Oprawcy mogli księdza i penitenta zabić, ale nie mogli jednak sparaliżować tajemniczego skutku słów: Indulgentiam … (…) łatwo zrozumieć, skąd wypływała nienawiść żywiona przez katów do wszystkiego, co tchnęło Bogiem, albo służbą Bożą (…)”
„ (…) Ulubioną rozrywka Esesów jest przymuszanie księży do śpiewania bluźnierczych, pornograficznych piosenek. Niejednokrotnie, by zachować życie dla ważniejszych potrzeb, księża udawali, że wykonują ten rozkaz, mrucząc coś niewyraźnie lub podkładając pod melodię inne słowa. (…) Ksiądz Poeplau odmówił śpiewu: „Jestem księdzem i podobnych słów nie wypowiem”. Niewykonanie rozkazu w obozie nie może mieć innej konsekwencji niż śmierć. W obecności wszystkich zaczęła się egzekucja. Kilku rosłych, silnych drabów biło zagłodzonego chudzinę. Na tle ich tęgich postaci jakże się zdawał słaby i bezbronny! Jednak z nieugiętą mocą powtarzał: „Śpiewać nie będę”. A oni nalegali. Chcieli nie tylko go zabić, ale przed śmiercią załamać. Bili bykowcami, pałkami gumowymi, kopali podkutymi obcasami. Uczynili z jego ciała jedną ranę, połamali żebra, odbili wnętrzności. Po każdej nawałnicy uderzeń stawiali go pod ścianą i podpierając bezwładny strzęp ciała drągiem, krzyczeli: „Śpiewaj!” – Nie mógł już mówić i trząsł tylko głową przecząco. Tak zginął.” 28 sierpnia 1940 w obozie koncentracyjnym Auschwitz
Wczoraj minęło siedemdziesiąt trzy lata od wyzwolenia Auschwitz-Birkenau.

Ile osób „zlikwidowały” izraelskie służby przez ostatnie 70 lat?

Ile osób „zlikwidowały” izraelskie służby przez ostatnie 70 lat? Liczba robi wrażenie

fot: pixabay.com
fot: pixabay.com

W ciągu 70 lat swego istnienia izraelskie służby specjalne "zlikwidowały" co najmniej 2700 osób. Tylu operacji likwidacyjnych doliczył się Ronen Bergman, dziennikarz śledczy izraelskiej gazety Yediot Aharonot, który przeprowadził ponad tysiąc wywiadów z funkcjonariuszami Shin Bet i Mossadu.
Rozmowy te wsparte dokumentami stały się podstawą publikowanej właśnie książki "Rise and Kill First". Jej tytuł wywodzi się z zalecenia Talmudu: "jeśli ktoś przychodzi cię zabić, to wstań i zabij go pierwszy".
Izrael eliminował potajemnie przeciwników na różne sposoby. Zatrutą pastą do zębów, śmiercionośnymi dronami, ładunkami wybuchowymi umieszczonymi w telefonach komórkowych, zdalnie odpalanymi bombami w kołach zapasowych samochodów. Każdy skuteczny sposób był dobry.
Bergman sugeruje, że palestyński przywódca Yasser Arafat został "usunięty" przez podłożony izotop promieniotwórczy. Innymi sposobami zlikwidowano kilku najważniejszych naukowców kierujących irańskim programem nuklearnym.
Nie wszystkie operacje przebiegały zgodnie z planem. Program likwidacji terrorystów palestyńskich, którzy w czasie Olimpiady w Monachium w 1972 roku zaatakowali reprezentację Izraela zakończył się śmiercią kilku niewinnych osób wskutek mylnego rozpoznania i identyfikacji. O jednym przypadku było głośno, a reszcie nie.

Tylko dla ludzi o mocnych nerwach


Adam Bielecki znalazł ciała alpinistów. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach

Adam Bielecki oraz Denis Urubko są teraz na ustach wszystkich. Cała Polska okrzyknęła ich mianem nieustraszonych bohaterów. To oni uratowali życie Francuzce, Elisabeth Revol.
Na portalu msn.com pojawił się wywiad z Bieleckim. Opowiedział z czym musi zmagać się himalaista podczas wejścia na szczyt. Wyznał również co czuł gdy podczas wspinaczki natrafił na ciała himalaistów…
Opowiada jakie uczucia towarzyszą podczas wspinaczki oraz co jest największym wrogiem alpinisty.

– To, że w górach leży tyle ciał jest dla mnie niepokojące. Na Elbrusie i Kanczendzondze natrafiłem na martwych alpinistów. To było dla mnie szokujące, ale szedłem dalej. Wiesz, nawet jak o tym opowiadam to czuje się dziwnie. Gdybym dziś znalazł ciało w parku to byłoby to dla mnie straszne przeżycie w górach reaguję trochę inaczej. Chciałbym to wytłumaczyć, ale nie znajduję oczywistej odpowiedzi. W górach mam swoje zadanie do wykonania, skupiam się na żywych. Prawdopodobnie wychodząc na Mount Everest miałbym problem, ze świadomością, że idę po cmentarzu. Póki co jednak tam nie wchodziłem – powiedział Bielecki podczas wywiadu w msn.com
Bielecki zdradził również co jest największy wrogiem himalaisty
– Twoim największym przeciwnikiem jest wiatr i my boimy się go najbardziej. To on potęguje odczuwanie zimna. Poradzisz sobie, przy -40 stopniach, gdy wiatr wieje z prędkością 10 m/h, ale przy -20 i z wiatrem, który wieje 60 kilometrów na godzinę możesz naprawdę wpaść w kłopoty. Gdy temperatura odczuwalna osiąga -60, to będąc nieuważnym i na moment ściągając np. jedną rękawicę, już po kilku sekundach możesz się odmrozić – wyjaśnił mężczyzna.
Polak podkreśla, że najważniejsze jest bardzo dobre przygotowanie fizyczne. Zdradził, że na odpowiedniej wysokości organizm męczy się nawet podczas snu. Samo wejście na szczyt to tak naprawdę połowa sukcesu. Należy pamiętać żeby tak gospodarować energią, by starczo jej bez problemu na bezpieczny powrót., który potrafi być równie wyczerpujący jak wejście na szczyt.

Niemcy znów stracili okazję, żeby siedzieć cicho

Niemcy znów stracili okazję, żeby siedzieć cicho

W ramach wdzięczności za uratowanie tysięcy Żydów słyszymy, że jesteśmy faszystami

W ramach wdzięczności za uratowanie tysięcy Żydów słyszymy, że jesteśmy faszystami. Nasze babcie i dziadkowie jak to słyszą to przewracają się w grobach.