ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

wtorek, 31 marca 2020

Zagra-Lin, czyli jak polscy terroryści walczyli z hitlerowcami


W akcję poszukiwawczą członków Zagra-Lin zaangażowany był sam Heinrich Himmler.
Wraz z kapitulacją Warszawy pod koniec września 1939 roku, dowódcy Polskich Sił Zbrojnych wcielili w życie projekt stworzenia zakonspirowanej siatki agentur wojskowo-politycznych, które przerodziły się w Polskie Państwo Podziemne – jedną z największych organizacji ruchu oporu na świecie. Jej zadaniem było kontynuowanie walki przeciwko najeźdźcy, szkolenie nowych żołnierzy, organizowanie tajnych szkół, siatki wywiadowczej, szpiegów…
Olbrzymie przedsięwzięcie angażującego dziesiątki tysięcy wojskowych i cywilów. Ich zakonspirowanymi siłami zbrojnymi była Armia Krajowa.
To w strukturach AK zawiązano w maju 1942 roku Organizację Specjalnych Akcji Zbrojnych o kryptonimie „Osa”, wkrótce przemianowaną na „Kosę”. Jej zadaniem była organizacja akcji dywersyjno-sabotażowych na terenach III Rzeszy oraz terenów do niech przyłączonych w wyniku agresji niemieckiej.
O konieczności takiej działalności wspominał na początku 1940 roku Komendant Główny AK gen. Stefan „Grot” Rowecki. W zamierzeniu miała to być odpowiedź na niemiecki terror oraz wszelkie szykany, jakich doświadczała ludność polska.
Na czele oddziału stanął Bernard „Kazimierz” Drzyzga
Jednakże największe akcje dywersyjne przeprowadzała jeszcze głębiej zakonspirowana, niezależna od „Osy”/”Kosy” organizacja o kryptonimie Zagra-Lin (spotykana jest również nazwa Zagra-Lin w Kosie, gdzie „zagra” oznaczał zagraniczny, a „Lin” był kryptonimem Warszawy).
Głównym zleceniodawcą utworzenia tej komórki był dowódca „Osy”, ppłk Józef „Phillips” Szajewski, a na czele Zagra-Lin stanął por. piech. Bernard „Kazimierz” Drzyzga. Utrzymany w pełnym napięciu pamiętnik „Kazimierza” opisuje dzieje grupy, które mogłoby znaleźć się w niejednej mrożącej krew w żyłach i nieprawdopodobnej powieści. Jest to jednak niezbyt znany z kart szkolnych podręczników epizod bohaterskich czynów polskich żołnierzy i agentek.

Elitarni konspiratorzy

W swojej książce Aleksander „Rayski” Kunicki, oficer „Osy” charakteryzował członków Zagra-Lin:
W skład tej komórki, nielicznej, ale bardzo operatywnej, wchodzili żołnierze świetnie znający język niemiecki oraz stosunki panujące w głębi Rzeszy, odważni, zdecydowani na wszystko, należycie przeszkoleni w zakresie posługiwania się materiałami wybuchowymi.
Warto dodać, że w trakcie organizowania struktur Zagra-Lin, planowania zamachów, podróży w głąb III Rzeszy i na każdym innym etapie życia codziennego, jego członkowie oraz łącznicy, pomocnicy czy zwyczajni cywile ryzykowali życie swoje oraz swych bliskich. O tym, jak skuteczny był to oddział, mogą świadczyć przeprowadzone przez nich brawurowe akcje.III Rzesza w ogniu
Pierwszą z nich był zamach bombowy przeprowadzony 13 lutego 1943 roku. Następny atak miał miejsce dnia 24 lutego tego samego roku na zatłoczonym peronie kolejki podziemnej S-Bahn przy Friedrichstrasse. Już po kilku tygodniach, 10 kwietnia Zagra-Lin przeprowadziło kolejną akcję na kolejowym Dworcu Głównym. Wszystkie odbyły się nie gdzie indziej, jak w samym Berlinie. Efekt był piorunujący.
Jak pisał wspomniany Drzyzga:
Odbiły się one głośnym echem w Niemczech i wiadomości o nich dotarły do okupowanej Polski, budząc w ludziach otuchę i świadcząc o tym, jak daleko sięga miecz Polski Walczącej. Na tym też, jak sądzę, przede wszystkim polegał cel tych akcji. Miały one przede wszystkim znaczenie psychologiczne. Polakom, udręczonym hitlerowskim terrorem, przypominały, że Polska walczy i potrafi boleśnie uderzać nawet w Berlinie, wśród Niemców zaś siały panikę wskazując, że nawet u siebie, w ich własnej stolicy, nie mogą czuć się w pełni bezpieczni […].
W pierwszym zamachu zginęły 4 osoby, a rannych zostało 60. Drugi z ataków był najbardziej efektowny, bowiem śmierć poniosło aż 36 osób, a raniono prawie 80. W trzecim ofiar śmiertelnych odnotowano 14, rannych – ok 60. Berlińskie gazety z oczywistych względów nie podawały liczby ofiar, ograniczając się do lakonicznych notek, jednakże polskie dowództwo doskonale zdawało sobie sprawę z realnych strat, jaki ponosił wróg. Miejsca przeprowadzanych ataków również nie były przypadkowe. Doskonałe rozeznanie w topografii terenu oraz rozkładzie jazdy pociągów pozwalało na podkładanie ładunków tak, że szkody ponosili przede wszystkim żołnierze i policjanci.
Zagra-Lin dokonywał zamachów w samym Berlinie
Analogiczną operację przeprowadzono również na dworcu we Wrocławiu, gdzie 23 kwietnia 1943 roku, na skutek eksplozji bomby zginęły co najmniej 4 osoby, a wiele zostało rannych. Ofiarami byli głównie żołnierze wracający z frontu na urlop.
Akcje Zagra-Lin były na tyle poważne, że w śledztwo zaangażowani zostali najwyżsi dygnitarze, w tym szef gestapo Heinrich Müller oraz Reichsführer Heinrich Himmler. Co warte odnotowania, Niemcy nigdy nie dopadli żadnego żołnierza Zagra-Lin.

Kolejne akcje dywersyjne

Zachęceni bezprecedensowymi sukcesami chłopcy z Drzyzgą na czele przystąpili do kolejnych zakończonych sukcesem akcji. Na celownik wzięto kolejowe transporty broni i zaopatrzenia, wysyłane przez Niemców na front wschodni.
W ten sposób 12 maja 1943 roku wysadzono pociąg pod Rygą, który miał przewozić kilkanaście wagonów amunicji, sprzętu wojskowego oraz czołgów. Następnie w podobny sposób rozprawiono się z transportem paszy na linii Bydgoszcz-Gdańsk. Prócz tego w czerwcu i lipcu wysadzono kilka niemieckich pociągów na Litwie i Łotwie.
Ostatnią zakończoną pełnym sukcesem akcją było obrzucenie granatami pewnej ryskiej restauracji o statusie „Tylko dla Niemców”, w której miało zginąć nawet do 100 żołnierzy i essesmanów.Fatalny schyłek Zagra-Lin
Niestety grupę konspiracyjną zgubiła niewyobrażalna głupota dowództwa „Kosy”. Nie można bowiem inaczej nazwać sytuacji, która miała miejsce 5 czerwca 1943 roku w kościele św. Aleksandra w Warszawie. Odbyć miał się wówczas ślub Mieczysława „Marynarza” Uniejewskiego oficera „Kosy”, na którym obecnych było kilkadziesiąt osób, w tym 25 żołnierzy grupy konspiracyjnej.
Na skutek „wsypy” dokonanej przez domniemanego zdrajcę Stanisława „Hela” Jastera, wszyscy uczestnicy ślubu zostali zatrzymani przez gestapo, następnie przesłuchiwani i w trybie doraźnym rozstrzeliwani bądź wywożeni do obozów koncentracyjnych.
Kościół św. Aleksandra w Warszawie, w którym zatrzymano większą część oddziału
Nie do końca wiadomo, jakimi odruchami kierował się dowódca sztabu, Józef „Phillips” Szajewski, zezwalając na ślub. Wszystko zorganizowane było – w porównaniu do przeprowadzanych przez tych żołnierzy akcji – w rażąco amatorski sposób. Nawet ministranci pomagający przy opisywanym wydarzeniu zdawali sobie sprawę, że nie jest to „zwyczajny” ślub. Jedynie kilka osób, w tym wielokrotnie wspominany Edward „Kazimierz” Drzyzga oraz m.in. jego zastępca, Józef „Jur” Lewandowski zdawało sobie sprawę z zagrożenia i na uroczystości się nie zjawili. Podobnie postąpił „Phillips”, dzięki czemu nikt z Zagra-Lin nie został zatrzymany.
Po tym wydarzeniu, które wstrząsnęło Polskim Państwem Podziemnym postanowiono rozwiązać zarówno „Kosę” jak i Zagra-Lin, zabraniając tym samym kontaktowania się pomiędzy dawnymi współpracownikami.

Hitler na celowniku

Jedną z ostatnich akcji zorganizowanych w 1943 roku przez osoby powiązane z „Kosą” oraz Zagra-Lin, była próba zamachu na Adolfa Hitlera. Proszę tylko pomyśleć, gdyby doskonale przygotowana akcja zakończyła się sukcesem, jakie byłoby dalsze losy II Wojny Światowej oraz świata?
Komórka bydgoska wraz z wymienionym wyżej „Jurem” oraz swoimi „wtykami” dotarli do informacji mówiącej o planowanym przybyciu Hitlera specjalnym pociągiem do Bydgoszczy. W skrupulatnie wybranym miejscu, pod torami podłożono silne ładunki wybuchowe i cierpliwie czekano na pociąg… który jednak nigdy się nie zjawił. Nie wiadomo do końca, co spowodowało zmiany planów Führera. Znając jednak pieczołowitość w obsługiwaniu się materiałami wybuchowymi członków Zagra-Lin, możemy domyślać się, że gdyby pociąg pojawił się wówczas w przewidywanym miejscu, wszyscy pasażerowie mogliby zginąć na miejscu.

Bohaterowie czy terroryści?

Trudno jest oceniać ataki terrorystyczne pod kątem moralnym. Większości z nas kojarzą się z fanatyzmem religijnym oraz szerzeniem strachu wśród ludności cywilnej. Ten ostatni czynnik był szczególnie motywujący dla członków Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych, jakimi były „Osa”/”Kosa” oraz Zagra-Lin.
Warto jednakże zwrócić uwagę, że Polacy na swoje cele wybierali głównie obiekty wojskowe bądź takie, w których przebywali niemieccy żołnierze oraz urzędnicy państwowi. Była to też prosta odpowiedź na akty terroru i niewyobrażalne bestialstwo, z jakimi spotykali się Polacy na ziemiach przyłączonych do III Rzeszy oraz okupowanych.

Bibliografia:

  1. B. Drzyzga, Zagra-Lin. Oddział sabotażowo-dywersyjny Organizacji Specjalnych Akcji („Osa, „Kosa”) utworzony do realizacji zamachów na terenie Niemiec
  2. W. Kowalski, Polska dywersja w stolicy III Rzeszy – 75. rocznica zamachu bombowego oddziału „Osa”, w: www.dzieje.pl
  3. A. Kunicki, Cichy front. Ze wspomnień oficera wywiadu dywersyjnego dyspozycyjnych oddziałów Kedywu KG AK
  4. P. Stachnik, Zagra-Lin uderza w Niemców. Terroryzm czy słuszna obrona?, w: www.plus.dziennikpolski24.pl
  5. J. Wilamowski, W. Kopczuk, Tajemnicze wsypy. Polsko-Niemiecka wojna na tajnym froncie

Katastrofa kolejowa w Wolnym Mieście Gdańsku

https://infogdansk.pl/katastrofa-kolejowa-w-wolnym-miescie-gdansku/?fbclid=IwAR0C4pXu2cyd325Fgc4SXoUPZJdPFed9Mq-bpc3YvTEXGneUOJHEfLd4wXQ

I trzymaj mocno.

Maciej Wiszniewski
W życiu ludzie przychodzą i odchodzą. Gdy spotkasz człowieka, który sprawia, że ponownie się uśmiechasz, zatrzymaj go w swoim życiu i trzymaj mocno.
Maciej Wiszniewski

Stefan Banach – matematyczny samouk

Nigdy nie ukończył studiów, matematyki nauczył się sam. Stefan Banach, jako autor ponad 60 prac naukowych i twórca wielu twierdzeń, w sposób fundamentalny wpłynął na wiele działów królowej nauk.
Pomnik Stefana Banacha w Krakowie
Pomnik Stefana Banacha w KrakowieFoto: Wikimedia Commons/domena publiczna
30 marca 1892 roku urodził się Stefan Banach, wybitny polski matematyk.
Ukończył gimnazjum klasyczne, w którym doskonale poznał łacinę i grekę. Później zwykł mawiać, że to logika, precyzja i doskonałość gramatyki łacińskiej uczyniły z niego matematyka. O programie matematyki w szkole wyrażał się jak najgorzej. Twierdził, że przypominała używanie bagnetu zamiast wykałaczki.
Niemniej ów nielubiany program szkolny miał w przysłowiowym małym palcu. Sam przyswoił sobie elementy matematyki wyższej, której arkana odkrywał w języku francuskim. Do dziś pozostaje zagadką, skąd znał wówczas ten język.
W 1910 roku Stefan Banach zdał maturę. Studiów nie ukończył. Mimo to w wieku 29 lat był już asystentem na Politechnice Lwowskiej, a także otrzymał stopień doktora. W 1928 roku uzyskał tytuł profesora zwyczajnego Uniwersytetu Lwowskiego, będąc już od trzech lat członkiem Akademii Umiejętności.              
Wykładał doskonale, nigdy nie gubił się w szczegółach. Nie lubował się w dociekaniach logicznych, choć rozumiał je doskonale. Nie pociągały go także praktyczne zastosowania matematyki, choć z pewnością mógłby się nimi zająć.
Wybuch II wojny światowej zastał prof. Banacha na dworcu w Kijowie. Powrócił do Lwowa, gdzie w czasie okupacji niemieckiej, pozbawiony możliwości pracy w zawodzie, był karmicielem wszy. Taka praca dawała skuteczną ochronę przed niemieckimi represjami.
Po zajęciu Lwowa przez Sowietów wrócił na uniwersytet. Jednak uczonego zawiodło zdrowie. 31 sierpnia 1945 genialny matematyk umarł na raka oskrzeli.
Stefan Banach jako autor ponad 60 prac naukowych i twórca wielu twierdzeń, w sposób fundamentalny wpłynął na wiele działów matematyki. Był jednym z założycieli Lwowskiej Szkoły Matematycznej. Ciężko laikowi wytłumaczyć, na czym polegała genialność odkryć Banacha. Tego zadania podjął się prof. Stefan Rolewicz w audycji Krystyny Mar. 
mjm

Paradis Judaeorum? – tolerancja i antysemityzm po staropolsku

https://tytus.edu.pl/2018/08/07/paradis-judaeorum-tolerancja-i-antysemityzm-po-staropolsku/?fbclid=IwAR22iur7aIgd0xxk6wymjwQva-LkEpJEVQpqCo5pkHmJJp1CC12Y7Pw-5dk

30 marca 1782 roku miała miejsce bitwa pod Moho, odbyła się w ramach powstania Tupaca Amaru II


10171125_811128485583819_432208886_n
Sam Tupac Amaru II został zamordowany rok wcześniej. Bitwa  była jednym z ostatnich większych starć tego powstania. 

Było to powstanie przeciwko hiszpańskiemu panowaniu wzniecone przez miejscowych Indian (w Peru, trwające w latach 1780-1783). Przywódcą powstania był Tupac Amaru II (Gabriel Condorcanqui).

Powstanie rozpoczeło się w dniu czwartym listopada, 1780 roku, kiedy to Tupac Amaru II stanął na czele 10.000 ludzi pomaszerował do Tinty .Doszło tam do stracenia Hiszpańskiego urzędnika, który był okrutny dla Indian i często łamał ich prawa. Drugim powstańczym wystąpieniem była bitwa z Hiszpanami okopanymi w Kościele w Sangararze. Indianie zwyciężyli, a wieść o zwycięstwie docierała do ich rodaków z całego kraju, co poskutkowało antyhiszpańskimi nastrojami. Tupac udał się armią na południe, by zebrać kolejne oddziały. Powstania zbrojne w La Paz, Moquequa, Arequipa, Tacna, Arica, Puno, Oruro i innych miejscowościach na terenie Peru, Boliwii i Chile okazały się sukcesami, mimo to Tupac nie zdołał zebrać odpowiednio licznych oddziałów. Jego marsz na południe dał szansę Hiszpanom na zebranie lduzi, więc gdy w styczniu 1781 r. rozpoczęło się oblężenie Cuzco hiszapńskie posiłki były już w drodze.

W bitwie pod Tinta w dniach 5-6 kwietnia 1781 r. Tupac został chwytany a potem osądzony i skazany na śmierć przez rozerwanie końmi (które ostatecznie nie dały rozerwać Indianina). Nim nastąpiła jego egzekucja zmuszony był przyglądać się egzekucji swojej żony i najstarszego syna, a także wuja, szwagra i kilku innych powstańców. Wyrok na nim samym usiłowano wykonać na placu Plaza de Armas w Cuzco (w tym samym miejscu, gdzie stracono Tupaca Amaru, również antyhiszpańskiego powstańca, z tym, że 200 lat wcześniej, którego uważa się za przodka Tupaca Amaru II). Ponieważ koniom nie udało się rozerwać skazańca – egzekucję wykonano poprzez ćwiartowanie. Jego najmłodszy syn został przewieziony do Hiszpanii, gdzie był więziony aż do śmierci. Pomimo śmierci Tupaca powstanie było kontynuowane aż do roku 1783.

(Źródło zdjęcia: wikimedia commons / na zdjęciu Tupac Amaru II )

Walka pod Huciskiem

"Gdy otwieramy ogień, robi się sądny dzień – dla Niemców. Prujemy jak na strzelnicy – relacjonował po wojnie wachmistrz Romuald Rodziewicz ps. Roman – Idą w ruch granaty. Wyskakujemy na szosę, plujemy z pistoletów do chroniących się Niemców. Mnie zacina się pistolet, gdy składam się do oficera niemieckiego. „Sęp” kładzie go trupem u moich stóp".
Problemów z bronią nie miał za to plutonowy Józef Pruski ps. Ułan: "[…] otwieramy huraganowy ogień, mój rkm spisuje się na piątkę, bo ani razu się nie zaciął, tylko na króciutko przerywał swoją melodię kiedy mu zmieniałem magazynek. "
Dokładnie 8️⃣0️⃣ lat temu, 30 III 1940 roku, doszło do największego starcia Oddziału Wydzielonego WP mjra Hubala z siłami niemieckiej policji. Walka pod Huciskiem zakończyła się zwycięstwem strony polskiej.
Hubalczycy zniszczyli 4 samochody, zadając przy tym przeciwnikowi starty liczone w kilkudziesięciu zabitych i kilkunastu rannych.
W najnowszym wpisie na stronie znajdziecie dokładny przebieg walki, tak na odcinku piechoty, jak i kawalerii, mnóstwo relacji Hubalczyków oraz - po raz pierwszy ❗️ - niemieckie opisy walki.

Szarża regimentu Savoia pod wsią Izbuszenskij 24.08.1942r.


Dwudziestego trzeciego sierpnia około siedmiuset włoskich kawalerzystów rozłożyło się,we wsi, na noc . Rankiem rozesłane podjazdy włoskie zauważyły oddział piechoty radzieckiej w sile dwóch tysiecy żołnierzy(812 pułk syberyjski), który próbował ich otoczyć . Otwarto ogień, na co strielcy ruszyli do ataku wspierani ogniem broni maszynowej i moździerzy 82mm . Widzac przewagę Rosjan, włoski dowódca, pułkownik Allesandro Cazzago, rozkazał przeprowadzić szarżę na szable i granaty. II szwadron w sile około stu ludzi okrążył lewe skrzydło wojsk radzieckich i uderzył w nie, kompletne zaskakując Rosjan .Do tego stopnie że nie zdążyli nawet zmienić kierunku ostrzału moździerzy . Pomimo tego szarża była bardzo kosztowna , prawie polowa żołnierzy była niezdolna do walki . Do frontalnego ataku ruszył w tym momencie spieszony IV szwadron co pozwoliło na przegrupowanie resztek II szwadronu który wraz z III ruszył do ponownej szarży . Rosjanie zostali zmuszeni do odwrotu a następnie praktycznie rozbici stracili około 150 zabitych, 300 rannych, 500-600 dostało się do niewoli . Włosi stracili 32 zabitych , 52 rannych i ponad 100 koni . Zdjęcie wykonał kapitan Silvano Abba olimpijczyk z 1936r. Przedstawia pierwszą szarże II szwadronu . Aparat odnaleziony przy zwłokach Kapitana został odesłany jego matce, która wywołała znajdujący się w nim film. W ten oto sposób powstało i przetrwało do dziś zdjęcie dokumentujące jedną z ostatnich szarż kawaleryjskich .

Stanisław Maczek, generał broni Wojska Polskiego.

128 lat temu, 31 marca 1892 roku urodził się w Szczercu pod Lwowem Stanisław Maczek, generał broni Wojska Polskiego.
Stanisław Maczek studiował filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W czasie I wojny światowej powołany do armii austro-węgierskiej. Walczył na froncie rosyjskim, w Karpatach oraz na froncie włoskim w Alpach. W 1918 roku zdezerterował, a następnie wstąpił w Krośnie do Wojska Polskiego.
W okresie budowy państwa polskiego otrzymał przydział do 4. Dywizji Piechoty, w której został dowódcą tzw. kompanii lotnej. Wraz ze swymi żołnierzami walczył z Ukraińcami o Drohobycz i Stanisławów. W październiku 1938 roku płk Stanisław Maczek objął dowództwo nad stacjonującą w Bielsku 10. Brygadą Kawalerii – jednostką motorową będącą zalążkiem polskich sił pancernych.
Na początku wojny w 1939 roku przed płk. Maczkiem stanęło zadanie opóźniania Niemców atakujących od strony Słowacji

10. Brygada Kawalerii jako szybki obwód Armii Kraków walczyła z powodzeniem m.in. pod Jordanowem i Mszaną Dolną. Po agresji Sowietów na Polskę jednostkę skierowano na Węgry.
Stanisław Maczek trafił do Francji, gdzie został awansowany na stopień generała. Po kapitulacji Francji trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie powierzono organizację 1. Dywizji Pancernej. Jednostka ta przeszła do historii dzięki bohaterskim walkom w Normandii w 1944 roku. Polscy żołnierze zamknęli w okrążeniu Niemców pod Falaise, a następnie walczyli w Belgii i Holandii, kończąc swój marsz bojowy w Wilhelmshaven w Niemczech.
Generał Maczek po wojnie pozostał w Wielkiej Brytanii. Komunistyczne władze w Polsce pozbawiły go obywatelstwa. Pozostawiony sam sobie, bez uprawnień do emerytury pracował m.in. jako barman.
W 1992 roku został odznaczony Orderem Orła Białego. Za swój wkład w wyzwolenie Bredy nadano mu honorowe obywatelstwo Holandii. Zmarł w 1994 roku w Edynburgu. Został pochowany obok swoich żołnierzy na cmentarzu w Bredzie.
fot. gen. Stanisław Maczek oraz słowa generała wyryte na warszawskim pomniku 1. Dywizji Pancernej (źródło Wikimedia Commons)

II wyprawa krzyżowa (1147-1149)


31.03.1146 r.
Działający na polecenie papieża Eugeniusza III francuski filozof i teolog Bernard z Clairvaux wygłosił w Vézelay kazanie wzywające do II krucjaty, które spotkało się z ogromnym odzewem w zachodniej Europie.

Papież Eugeniusz III zasłynął głównie ze zorganizowania II wyprawy krzyżowej (1147-1149), jednak tak naprawdę „ojcem chrzestnym” tej wyprawy był sławny Bernard z Clairvaux. Papież w tym czasie głównie próbował dostać się do Rzymu, z którego był regularnie wypędzany przez mieszkańców i jego autorytet trochę niedomagał.

Główną przyczyną zorganizowania wyprawy było zdobycie efemerycznego hrabstwa Edessy przez muzułmanów, na czele których stał Zanki Imad ad-Din. W odróżnieniu od pierwszej, druga krucjata była prowadzona już przez królów - Francji Ludwika VII i niemieckiego Konrada III. Były to zatem dwie potężne armie.

Ta wyprawa jest o tyle ciekawa, że idealnie pokazuje rozbiezność interesów trzech stron, teoretycznie sojuszniczych. Krzyżowcy, Bizancjum i mieszkańcy Outremer, wszyscy oni prowadzili własną grę, bez skrupułów starając się wykorzystać pozostałych.

Podczas swojego przemarszu, wojsko Konrada dopuszczało się nieustannych grabieży i pogromów żydowskich (to już było tradycją). To właśnie w 1147 roku do Polski, która była zwolniona z udziału w tej wyprawie, dotarła fala Żydów, uciekających w panice przed krzyżowcami.

Po dotarciu do granicy węgiersko-bizantyjskiej, Konrad III spotkał się z poselstwem cesarskim. Bizancjum miało złe doświadczenia z krzyżowcami i zmusiło ich do złożenia przysięgi, że nie podejmą żadnych działań przeciwko cesarstwu i jego poddanym. Jak się szybko okazało, Konrad III słowa nie dotrzymał (wiarołomstwa dopuścili się także krzyżowcy podczas I krucjaty, poza Rajmundem z Trypolisu) i jego armia nieustannie plądrowała i grabiła wsie i miasta. Doprowadziło to do tego, że pod Konstantynopolem niemal doszło do starcia z wojskami Bizancjum. Spór z trudem zażegnano, jednak Konrad III miał wówczas zagrozić, że to Konstantynopol wkrótce stanie się celem wypraw krzyżowych. Jego słowa, jak się w przyszłości okazało, były prorocze.

Samo Bizancjum, które utworzenie państw krzyżowych przywitało jak najgorzej, robiło co mogło, by krzyżowcom obrzydzić życie. Nie ma żadnych wątpliwości, że cesarz Manuel I Komnen informował Turków o zbliżaniu się armii, a obiecane zapasy w Nikei okazały się zwykłym kłamstwem. Jednak na usprawiedliwie Bizancjum należy przytoczyć fakt ataku króla Rogera II Sycylijskiego na tereny greckie, splądrowanie Korfu, Teb i Koryntu, oraz uprowadzenie tysięcy chrześcijańskich niewolników (przez chrześcijańskiego władcę w czasie świętej krucjaty!) Cesarz nie miał wyjścia i nawiązał rozmowy pokojowe z Turkami, całkiem słusznie obawiając się bardziej problemów z krzyżowcami niż z muzułmanami.

Po przeprawie i wkroczeniu na tereny Anatolii armia Konrada III została pobita pod Doryleum przez Turków i praktycznie przestała istnieć. Niedobitki (około 1/10 stanu początkowego) przyłączyły się do Francuzów. Nie jest prawdą, że reszta armii poległa. Jednak rycerstwo straciło w większości swe poczty, broń, tabory oraz zapsowe konie, co uczyniło z nich jedynie mało wartościowy tłum obdartusów (do tego bez pieniędzy). Dlatego też wielu radośnie przyjęło ofertę cesarza Bizancjum i zaciągnęło kredyty, których cesarz udzielił im na powrót do domów.

Wojsko Ludwika VII było dużo bardziej karne i lepiej przygotowane. Jednak nie ulega wątpliwościom, że próbowano przekonać krzyżowców (za sprawą biskupa Gotfryda z Langres, papieskiego legata) do ataku na Konstantynopol. Co prawda większość możnowładców stanowczo odmówiła, jednak doskonale pokazuje to kierunek polityki, jaką będą odtad podążać organizatorzy wypraw krzyżowych.

Po zwycięskiej bitwie pod Antiochią Pizydyjską doszło do kolejnej scysji – bizantyjska załoga Antiochii udzieliła schronienia pokonanym Turkom. Ten zaskakujący przejaw litości (ale też i skalkulowane posunięcie polityczne) wywołał wściekłość krzyżowców, którym odebrano okazję do pełnego zwycięstwa (czyli wyrżnięcia przeciwnika do nogi).

Ludwik VII wkrótce popełnił swój pierwszy błąd - podzielił swoją armię na dwie części. Sam ze swoim dworem załadował się na statki, a resztę armii wysłał przez terytorium tureckie, gdzie została zdziesiątkowana i dotarła do celu ledwo żywa. Opuszczenie przez głównodowodzącego swoich żołnierzy miało też ogromny wpływ na spadek morale.

Po przybyciu wojsk do Jerozolimy (wciąż stanowiły one poważną siłę), podjęto następną zadziwiającą decyzję (jak to często podczas krucjat bywało) – zamiast zaatakować Aleppo rządzone przez Nur ad-Dina, syna Zankiego (który podbił hrabstwo Edessy, co miało być głównym powódem II krucjaty), krzyżowcy za cel obrali … Damaszek! Było to wyjątkowo głupie, ponieważ emirat Damaszku jako jedyny pragnął zachować neutralność wobec państw krzyżowców.

Za tak absurdalnym celem ataku najgorliwiej optowało duchowieństwo i baronowie Królestwa Jerozolimskiego, którzy już od dawna tęsknili za skarbami tego miasta. Zarówno hrabia Joscelin z Edessy, jak i książę Rajmund z Antiochii, stanowczo to odradzali. Jednak krzyżowcy, których sama podróż do tej krainy niemal zrujnowała, dali się przekonać obietnicą splądrowania bogatego miasta. Wobec ich ataku, neutralne dotąd władze Damaszku nie miały wyjścia i zwróciły się o pomoc do okolicznych państewek, także do samego Nur ad-Dina.

Nieudolnie prowadzone oblężenie (obozowisko w efekcie ustawiono na otwartym terenie, bez wody i pod lejącym się z nieba żarem) w krótkim czasie doprowadziło do katastrofy – gdy pojawiły się pogłoski o zbliżającym się wojsku Nur ad-Dina, zarządzono odwrót, który szybko przekształcił się w bezładną ucieczkę. Krzyżowcy ponieśli duże straty w ludziach, głównie od strzał lekkiej tureckiej konnicy (wysłanej z miasta) i mit o niezwyciężonych chrześcijanach prysł. Przed Nur ad-Dinem już wkrótce mieszkańcy Damaszku otworzą bramy miasta.

Ta porażka oznaczała gwałtowny spadek autorytetu (który i tak nie był zbyt wielki) papieża i sławnego Bernarda z Clairvaux, który był jej gorącym orędownikiem. Ukazała też otwarty konflikt łacinników z Bizancjum, oraz zupełny brak zrozumienia między fanatycznymi, świeżo przybyłymi krzyżowcami, a pullanami (od poulain - źrebak), czyli potomkami pierwszych krzyżowców.

II wyprawa słusznie nazywana jest niesławną – żadna wyprawa krzyżowa nie miała tak świetnej oprawy, a jej przeciwnikami był jedynie zlepek turkoetnicznych oddziałów (wojsko Nur ad-Dina nawet nie wzięło udziału w walce). Tymczasem krucjata poniosła straszliwą i haniebną porażkę, przy okazji odsłaniając swe prawdziwe intencje – chciwość i brudną politykę.

Roby Facchinetti - Rinascerò, Rinascerai

poniedziałek, 30 marca 2020

27 marca 1809 roku rozegrała się bitwa pod Ciudad Real


2
Położony w Kastylii Ciudad Real był miejscem starcia sił francusko – polskich gen. Sebastianiego (12 000) oraz wojsk hiszpańskich hr. Cartojala (9 000), które broniły dostępu do mostów na rzece Gaudiana. Dzięki przepłynięciu wpław i obejściu pozycji hiszpańskich przez polskich ułanów płk. Konopki udało im się zaskoczyć wroga i zmusić go do odwrotu.

(January Suchodolski, wikimedia.org)