ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

wtorek, 31 grudnia 2019

List rodziców 15 letniej córki

Daniel Rak

Na jednej z angielskojęzycznych stron internetowych znalazłem list rodziców 15 letniej córki, którzy z dobroci serca postanowili pomóc swojemu dziecku w naprawianiu zepsutego przez nich świata.
Może stanie się inspiracją dla was?
„Kiedy nasza córka w wieku 15 lat została poruszona i rozpłakała się po przemowie Grety Thunberg podczas zjazdu ONZ, rozgniewała się na nasze pokolenie, „które przez trzydzieści lat nic nie robiło”.
Postanowiliśmy więc pomóc jej w zapobieganiu temu, co dziewczyna w telewizji ogłosiła „masową eradykację i zanikanie całych ekosystemów”.
Jesteśmy teraz zobowiązani do zapewnienia naszej córce przyszłości, robiąc wszystko, aby pomóc ochłodzić planetę o cztery stopnie.
Od teraz będzie jeździć na rowerze, ponieważ jazda samochodem wymaga paliwa, a paliwo powoduje emisję do atmosfery. Oczywiście, że niedługo będzie zima, a potem będzie chciała jechać autobusem, ale jazda na rowerze przez mróz buduje odporność.
Oczywiście, teraz prosi o rower elektryczny, ale pokazaliśmy jej dewastację spowodowaną na obszarach planety w wyniku wydobycia litu i innych minerałów używanych do produkcji akumulatorów do rowerów elektrycznych, więc będzie pedałować lub chodzić.
Co nie zaszkodzi jej ani planecie. Jeździliśmy też na rowerze i chodziliśmy do szkoły.
Ponieważ dziewczyna w telewizji zażądała „musimy pozbyć się naszej zależności od paliw kopalnych”, a nasza córka się z nią zgodziła, odłączyliśmy otwór wentylacyjny z nawiewem w jej pokoju. Temperatura spada teraz wieczorem do dwunastu stopni, a zimą spadnie poniżej zera, obiecaliśmy jej kupić dodatkowy sweter, czapkę, rajstopy, rękawiczki i koc.
Z tego samego powodu zdecydowaliśmy, że odtąd bierze tylko zimny prysznic. Umyje ubrania ręcznie drewnianą tarą, ponieważ pralka jest po prostu konsumentem energii, a ponieważ suszarka korzysta z gazu ziemnego, zawiesi swoje ubrania na linie, aby wyschły, tak jak kiedyś moi rodzice i dziadkowie robili.
Mówiąc o ubraniach, wszystkie te, które obecnie ma, są syntetyczne, a więc wykonane z ropy naftowej. Dlatego w poniedziałek przyniesiemy całą jej markową odzież do sklepu z odzieżą używaną.
Znaleźliśmy sklep ekologiczny, w którym jedyne sprzedawane przez nich ubrania są wykonane z niebarwionej i niebielonej bielizny z juty. Nie można też mieć ubrań wykonanych z wełny, ponieważ emisje z pierdzących owiec prawdopodobnie powodują złą pogodę.
Nie powinno mieć znaczenia, czy dobrze na niej wygląda lub czy będą się z niej śmiać, gdy ubiera się w bezbarwne, nijakie ubrania , ale to cena, którą musi zapłacić za korzyść Klimatu.
Bawełna nie wchodzi w rachubę, ponieważ pochodzi z odległych krain i używa się do niej pestycydów. Bardzo szkodliwe dla środowiska.
Właśnie zobaczyliśmy na jej Instagramie, że jest na nas zła. To nie była nasza intencja.
Odtąd o godz. 19:00 wyłączymy Wi-Fi i włączymy je dopiero następnego dnia po obiedzie na dwie godziny. W ten sposób zaoszczędzimy na elektryczności, dzięki czemu nie będzie ona niepokojona przez stres elektryczny i będzie całkowicie odizolowana od świata zewnętrznego. W ten sposób może skoncentrować się wyłącznie na pracy domowej. O jedenastej wieczorem pstrykniemy wyłącznik, aby wyłączyć zasilanie jej pokoju, żeby wiedziała, że ciemność jest naprawdę ciemna. Pozwoli to zaoszczędzić dużo CO2.
Nie będzie już brać udziału w sportach zimowych w ośrodkach narciarskich, nie będzie też wyjeżdżać z nami na wakacje, ponieważ nasze miejsca na wakacje są praktycznie niedostępne na rowerze.
Ponieważ nasza córka w pełni zgadza się z dziewczyną w telewizji, że emisje CO2 i życie pokoleń po jej pradziadkach jest winne „zabicia naszej planety”, to wszystko to po prostu oznacza, że ona również musi żyć jak pradziadkowie którzy nigdy nie mieli wakacji, samochodu ani nawet roweru.
Nie rozmawialiśmy jeszcze o śladzie węglowym żywności.
Zero śladu CO2 oznacza brak mięsa, ryb i drobiu, ale także brak substytutów mięsa opartych na soi (w końcu rośnie na polach rolników, które używają maszyn do zbioru fasoli, ciężarówki do transportu do zakładów przetwórczych, gdzie zużywa się więcej energii, a następnie przewozi samochodem do pakowalni / konserw i ponownie przewozi do sklepów), a także nie importuje żywności, ponieważ ma to negatywny wpływ ekologiczny. I absolutnie bez czekolady z Afryki, bez kawy z Ameryki Południowej i bez herbaty z Azji.
Tylko domowe ziemniaki, warzywa i owoce, które były uprawiane w miejscowej chłodnej glebie, ponieważ szklarnie działają na kotłach wyrzucających CO2 i sztucznym świetle. Najwyraźniej te rzeczy są również złe dla Klimatu. Nauczymy ją, jak uprawiać własne jedzenie.
Chleb jest nadal możliwy, ale masło, mleko, ser i jogurt, twarożek i śmietana pochodzą od krów i emitują CO2. Na patelni nie będzie już więcej margaryny i olejów, ponieważ tłuszczem jest olej palmowy z plantacji na Borneo, gdzie są niszczone lasy deszczowe.
Latem nie ma lodów. Bez napojów bezalkoholowych i bez napojów energetycznych, ponieważ bąbelki są CO2.
Zablokujemy również wszystkie tworzywa sztuczne, ponieważ pochodzą one z fabryk chemicznych. Wszystko wykonane ze stali i aluminium również musi zostać usunięte. Czy kiedykolwiek widziałeś ilość energii, którą zużywa wielki piec lub huta aluminium? Wszystko szkodzi klimatowi!
Zastąpimy jej materac piankowy z pamięcią górną, jutową torbą wypełnioną słomą, poduszką z włosia końskiego.
I w końcu nie będzie już używać makijażu, mydła, szamponu, kremu, balsamu, odżywki, pasty do zębów i leków. Pędzle będą lniane, które będzie mogła prać ręcznie drewnianą tarą, tak jak robili to jej przodkowie, zanim spowodowali zmiany klimatu, przez co była na nas zła za zniszczenie jej przyszłości.
W ten sposób pomożemy jej udzielać się, aby zapobiec masowemu wyginięciu, podnoszeniu się poziomu wody i zanikaniu całych ekosystemów.
Jeśli naprawdę wierzy i chce z nami dyskutować o dziewczynie w telewizji, chętnie zaakceptuje i z radością przyjmie nowy styl życia.
Pozdrowienia,
(Nazwisko zastrzeżone)

Obóz pracy w Świętochłowicach-Zgodzie

Jak powstał obóz pracy w Świętochłowicach-Zgodzie?
Przed II wojną światową Świętochłowice znajdowały się w granicach państwa polskiego. Zakłady „Zgoda” znajdujące się w tym mieście zajmowały się głównie produkcją maszyn na potrzeby przemysłu górniczego i hutniczego. We wrześniu 1939 roku Niemcy zmienili ich nazwę na „Eintrachthütte” i przystosowali je do produkcji dział przeciwlotniczych. Dla obsadzenia wszystkich powstałych miejsc pracy w 1942 roku założono nieopodal obozu pracy przymusowej, w którym osadzono około 200 Żydów ściągniętych zarówno z pobliskich miejscowości, jak i samych Świętochłowic. Wobec wciąż rosnącego zapotrzebowania na uzbrojenie, zakłady wymagały dostarczenia nowych pracowników, co spowodowało, że w 1943 roku podjęto decyzję o zatrudnieniu w Świętochłowickiej fabryce więźniów z obozu koncentracyjnego Auschwitz. Jako hitlerowski obóz pracy świętochłowicka placówka funkcjonowała do grudnia 1944 roku, kiedy to rozpoczęto ewakuację około 1200 przebywających tam osób. Ostatni więźniowie opuścili placówkę 23 stycznia 1945 roku.


Huta „Zgoda” w Świętochłowicach przed wojną (fot. Józef Holas, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-1329)

Po ewakuacji placówki na jej miejscu pozostała idealnie zachowana infrastruktura obozowa, czyli podwójne ogrodzenia z drutu kolczastego pod napięciem, cztery wieże strażnicze, baraki dla więźniów, budynki administracji i ochrony. Kompletna zabudowa obozowa i dogodne położenie w centrum okręgu przemysłowego, stosunkowo blisko centrum Katowic (około 10 kilometrów) umożliwiały przytrzymywanie i sprawny transport osób nieodpowiednich dla nowej władzy. Zatrzymywani w Katowicach byli prowadzeni do obozu w pieszych kolumnach z Katowic, bądź dowożeni tramwajami z okolicznych miejscowości.

Obóz pracy w Świętochłowicach-Zgodzie rozpoczął swoją działalność po krótkiej tylko przerwie, bo już w lutym 1945 roku, stając się miejscem zesłania dla Górnoślązaków. Cały personel obozowy stanowili funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa przywiezieni z innych terenów Polski. Jako pierwsze trafiły do obozu osoby zatrzymane przez milicję i NKWD tuż po przejściu frontu. Zgodnie z założeniem osadzeni w Świętochłowickim obozie mieli pracować w pobliskich zakładach przemysłowych. Część osadzonych w obozie „Zgoda” miała przeczekać tam do chwili uruchomienia mniejszego podobozu położonego przy kopalni „Polska”. Początkowo na kierowników obozu wyznaczono Aleksego Kruta, który pełnił tą funkcję od lutego do maja 1945 roku, oraz usuniętego z personelu więzienia w Lublinie Salomona Morela, który do maja zarządzał obozem wraz z Krutem, a następnie do końca istnienia obozu samodzielnie pełnił funkcję kierowniczą.

Nowe porządki
Nowe władze po przejęciu kontroli nad „wyzwalanymi” terenami zaczęły porządkować kwestie narodowościowe na Śląsku, opierając się głównie na zawartości volkslisty. Osoby wpisane do I i II grupy uznano od razu za Niemców lub zdrajców narodu. Wzorowano się przy tym na decyzjach podejmowanych wobec osób wpisanych na volkslistę w Generalnym Gubernatorstwie. Opierając się na dekrecie Krajowej Rady Narodowej z 28 lutego 1945 roku, należący do II grupy mieli zostać osadzeni w obozach pracy do czasu rehabilitacji, a ich majątek ulegał konfiskacie.

Dekret ten nie wszedł ostatecznie w życie, ale został zastąpiony ustawą z 6 maja, według której „wrogi element” miał być izolowany. Zgodnie z nowymi postanowieniami członkowie III i IV grupy mieli złożyć deklarację wierności narodowi polskiemu, a ci, którym przyznano II grupę, byli zobowiązani ubiegać się o rehabilitację. Jeśli sąd odrzucił wniosek danej osoby, trafiała ona czas nieokreślony do obozu pracy, zostając przy tym pozbawioną praw publicznych. Zgodnie z zarządzeniem wojewody śląskiego z lutego 1945 roku, Niemcy i osoby znajdujące się na volksliście miały zarejestrować się w celu podjęcia pracy, co skutkowało zatrzymaniami i kierowaniem do prac przymusowych. Ponadto wiele osób zostało zamkniętych w obozach z racji nieposiadania dokumentów potwierdzających tożsamość.

Trzeba tutaj dodać, że na Górnym Śląsku wypełnienie ankiety, na podstawie której niemieccy urzędnicy przydzielali do konkretnej grupy volkslisty (nikt jej nie podpisywał), było przymusowe, a uchylanie się od tego obowiązku wiązało się z represjami obejmującymi zesłanie do obozu koncentracyjnego. Zdecydowana większość Górnoślązaków (ok. 70% mieszkańców regionu, głównie polskojęzycznych, w tym powstańców śląskich) została przydzielona do III grupy i – inaczej niż w Generalnym Gubernatorstwie – było to społecznie (a także np. przez rząd londyński) akceptowane jako sposób uniknięcia fizycznej zagłady.

Na początku marca 1945 roku sformowano kolumny i poprowadzono je z Katowic do obozu na Zgodzie. W celach propagandowych, jako że do obozu mieli trafić Niemcy i wrogowie narodu, na czele każdej kolumny była prowadzona osoba z nazistowską flagą.


Brama przed terenem dawnego obozu Eintrachthütte w Świętochłowicach (fot. Paweł Drozd, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Większość osadzonych w obozie pracy w Świętochłowicach-Zgodzie stanowili mieszkańcy Górnego Śląska, ale znaleźli się wśród nich również obywatele innych państw, jak na przykład Czesi, Jugosłowianie, Francuzi, Holendrzy, Ukraińcy i Austriacy, którzy w wyniku wojennej zawieruchy znaleźli się na Śląsku. Wielu z obcokrajowców zostało pojmanych przez czerwonoarmistów i przekazanych bezpośrednio do obozu pracy. Niemcy stanowili znaczącą grupę osadzonych, w sierpniu 1945 roku było ich 1733, co stanowiło 1/3 wszystkich więźniów, przy czym za Niemców uznawano również Górnoślązaków mieszkających przed wybuchem wojny w granicach Rzeszy.

Spośród Polaków, poza osobami wpisanymi na volkslistę, w obozie znaleźli się członkowie Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych, a w pierwszych miesiącach jego funkcjonowania trafiali do niego również jeńcy wojenni. Według władz placówki miała ona pomieścić do 1500 osób. Już w marcu 1945 roku liczba osadzonych wyniosła 1062 jeńców, natomiast wspomniany limit więźniów został przekroczony w maju, kiedy to przetrzymywano w obozie było już ponad 2 tysiące ludzi. Dwa miesiące później przebywało w nim o 1200 osób więcej niż pierwotnie zakładano. Doprowadziło to do wybuchu epidemii tyfusu, która sprawiła, że do końca lata 1945 roku liczba osadzonych drastycznie zmalała. Zgodnie ze statystykami, 1 sierpnia 1945 roku w obozie znajdowało się 5048 więźniów, a już w końcu września było ich 3929.


Cel istnienia obozu
Zgodnie z założeniem obóz w Świętochłowicach miał być obozem pracy, jednak dla wielu więźniów był obozem karnym, jako że trafiali oni do niego bez wyroków i nie byli odsyłani do pracy w żadnej z okolicznych hut czy kopalń. Osadzeni w świętochłowickiej placówce byli wysyłani do pracy w pobliskiej kopalni „Polska”, a także do mieszczącej się naprzeciw obozu huty „Zgoda”, gdzie byli odpowiedzialni za demontaż maszyn. Ponadto więźniowie pracowali w umieszczonych na terenie obozu warsztatach stolarskich, szewskich czy krawieckich. Oczywiście nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia.


Pozostałości po kopalni „Polska” w Świętochłowicach (fot. Krzysztof Duda, na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.0 Generic)

Warunki panujące w obozie
W świętochłowickim obozie od samego początku jego funkcjonowania borykano się z problemem głodu. Wielu osadzonych przez kilka dni z rzędu nie otrzymywało posiłku, który stanowiła kromka chleba i wodnista zupa. Głód prowokował wielu z więźniów do wyjadania resztek trawy porastającej obozowy plac. Jako że przetrzymywani nie mogli posiadać naczyń ani sztućców, jedli ze starych puszek po konserwach, przy czym z jednej puszki musiało korzystać kilka osób. Jeśli dodać do tego bardzo niski poziom higieny (spowodowany między innymi brakiem jakichkolwiek środków czystości), zrozumiałe staje się, dlaczego w obozie wyjątkowo szybko rozprzestrzeniały się epidemie czerwonki i tyfusu zarówno brzusznego jak i plamistego. Personel obozowy w obawie o własne zdrowie zdołał się przeciwko tyfusowi zaszczepić, jednak nie zadbano w żaden sposób o więźniów. Nikt nie przeprowadził odwszenia, ani tym bardziej nie starał się odizolować chorych. Dodatkowo rozwojowi epidemii sprzyjała wszechobecna ciasnota.

Zgodnie z aktami zgonów więźniów epidemie zaczęły zbierać swoje obfite żniwo 26 lipca 1945 roku. Wysoka liczba zgonów, od 15 do 34 dziennie, powtarzała się aż do 8 września. Morel podjął tylko jeden krok w celu powstrzymania rozwoju epidemii, a mianowicie wstrzymał przyjmowanie nowych więźniów. Mimo to jesienią 1945 roku chorowało 1419 osadzonych. Zgodnie z zapisami z parafii ewangelicko-augsburskiej, w 8 zbiorowych mogiłach pochowano około 1855 więźniów zmarłych wskutek epidemii, z czego tylko 1584 zgonów było zarejestrowanych w świętochłowickim Urzędzie Stanu Cywilnego.

Odpowiedzialność za tak znaczącą śmiertelność zrzucono na komendanta obozu, który nie zapewnił osadzonym podstawowych warunków sanitarnych. Morel został przez zwierzchników obciążony utratą połowy pensji i trzydniowym aresztem domowym, jednak według niego samego rozwojowi epidemii winne było przepełnienie obozu i sam stan osadzonych, z których znakomitą większość stanowili starcy i kalecy nie nadający się do pracy w zakładach przemysłowych. Jednak wyjaśnienia przedstawione przez Salomona Morela nie zgadzają się z prowadzoną w obozie ewidencją, według której od 1 lipca w obozie przybywało około 390 osób niezdatnych do pracy, czyli starszych, niepełnosprawnych i dzieci.

Nie było to pierwsze wykroczenie Morela jako komendanta obozu. W listopadzie 1945 roku zastępca Dyrektora Departamentu Więziennictwa i Obozów Stanisław Pizło zwrócił uwagę na takie zaniedbania jak: brak cel przejściowych, brak cel do izolowania chorych, brak odwszawiania i nie karmienie więźniów. Komendant świętochłowickiego obozu nie przestrzegał żadnych praw, które przysługiwały więźniom i miały regulować życie obozowe. Osadzeni, na których spoczywał wyrok sądowy, nie byli przekazywani do więzień, do których powinni trafiać, nikt nie mógł wysyłać listów do domu, aczkolwiek Morel zrobił od tego jeden wyjątek i zaraz po opanowaniu epidemii tyfusu zezwolił osadzonym wysłać do domów listy zawierające informacje o stanie zdrowia i miejscu pobytu. Wszelkie paczki z żywnością dostarczane do obozu przez rodziny osadzonych były rekwirowane przez strażników. Podobnie działo się z mieniem odebranym przy przyjęciu do obozu. Jako że nie było ono w żaden sposób ewidencjonowane, stawało się łupem obozowego personelu. Po ujawnieniu tych nadużyć ze stanowiska kierownika działu gospodarczego świętochłowickiej placówki został zwolniony Karol Zaks.

Polityka terroru
W Obozie Pracy w Świętochłowicach wysoka śmiertelność spowodowana była nie tylko kolejnymi epidemiami, ale również sposobem traktowania osadzonych przez personel obozowy. Nowo przybyłe grupy więźniów zmuszane były do wielogodzinnego stania na placu obozowym bez jedzenia i wody, niezależnie od warunków pogodowych. Do tego dochodziło częste bicie, zwłaszcza osób ulokowanych w baraku numer 7, do którego trafiali oskarżeni o przynależność do NSDAP czy Hitlerjugend. Przemoc fizyczna była w świętochłowickiej placówce wręcz zorganizowana. Bito nie tylko rękoma, ale również kolbami pistoletów, kijami, gumowymi pałkami, „żyłami” (czyli rurkami powleczonymi gumą), metalowymi drążkami czy taboretami. Ponadto wielokrotnie zmuszano więźniów do ustawiania się parami naprzeciw siebie i wzajemnego zadawania ciosów.

Drastyczną torturą było zmuszanie przetrzymywanych do tworzenia piramid składających się z kilkunastu mężczyzn leżących na sobie warstwami. Podstawę tworzyło trzech czy czterech mężczyzn leżących obok siebie, na których układali się prostopadle kolejni. Powstawał w ten sposób stos o wysokości dorosłego człowieka. W międzyczasie więźniowie byli cały czas bici, co prowadziło do rozległych urazów wewnętrznych szczególnie u więźniów stanowiących podstawę piramidy.

Inną formą znęcania się nad osadzonymi było umieszczanie ich w karcerze, czyli celi, w której musieli stać przez wiele godzin w wodzie sięgającej piersi, co w wielu przypadkach kończyło się utopieniem. Czasami strzelano więźniom w plecy, co zgłaszano potem jako uniemożliwienie próby ucieczki. Trudne warunki, głód i znęcanie się doprowadzały więźniów do załamania psychicznego, przez co wielu z nich rzucało się na druty pod napięciem.

Likwidacja
Likwidacja obozu zaczęła się 15 września 1945 roku w związku z wydaniem przez ministra Stanisława Radkiewicza rozkazu dotyczącego uregulowania sytuacji osób osadzonych w obozach pracy bez nakazu sądowego. Praktycznie wszyscy przetrzymywani w „Zgody” znaleźli się tam bez wyroku. W celu usprawnienia zwalniania więźniów, do obozu przyjechała trzyosobowa komisja, która po rozmowach z osadzonymi wydawała opinie dotyczące zgody na ich wypuszczenie. Ostatnie formalności związane z likwidacją obozu zostały dopełnione 23 listopada 1945 roku, kiedy Kierownik Wydziału Więziennictwa i Obozów w Katowicach Henryk Studencki zameldował Dyrektorowi Departamentu o przekazaniu ostatnich więźniów nie kwalifikujących się do zwolnienia, czyli około 300 osób, do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie.

Bibliografia
Adam Dziurok, Śląskie rozrachunki. Władze komunistyczne a byli członkowie organizacji nazistowskich na Górnym Śląsku w latach 1945–1956, PMK Paweł Kaczmarski, Warszawa 2000.
Gerhard Gruschka, Zgoda-miejsce zgrozy. Obóz koncentracyjny w Świętochłowicach, Wyd. „Wokół nas”, Gliwice 1998.
Obozowe dzieje Świętochłowic Eintrachthütte-Zgoda, red. Aadam Dziurok, Katowice–Świętochłowice 2002.
Franciszek Piper, Podobóz Eintrachthütte, „Zeszyty Oświęcimskie”, nr 17 (1975).
Redakcja: Roman Sidorski

Czytaj więcej: https://histmag.org/Oboz-pracy-w-Swietochlowicach-Zgodzie-6391?fbclid=IwAR3FwWZ535_aHpd9Kn-U6gJ9_8hDmUiiwJPVN5G7UuETBoJdkLJ4HplLcgM

O stodole pod Gardelegen wiedzą tylko nieliczni.

Historia, o której się nie mówi
O mordzie w Jedwabnem mówi cały świat. O spaleniu żywcem Polaków i innych więźniów w stodole pod Gardelegen wiedzą tylko nieliczni.
13 kwietnia 1945 roku niemieccy żołnierze wraz z miejscową ludnością i wyrostkami z Hitlerjugend zagnali do stodoły niedaleko miejscowości Gardelegen 1016 więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego Mittelbau-Dora. Dnia następnego miejscowość tę zajęli amerykańscy żołnierze ze 102 Dywizji Piechoty. 25 kwietnia 1945 roku odbył się pochówek ofiar. Pułkownik wojsk amerykańskich, George Lynch w trakcie pochówku wygłosił pod adresem mieszkańców Gardelegen (których zmuszono do udziału w pochówku) następujące oświadczenie:
"Wmawiano wam, że niemieckie zbrodnie wojenne to wymysł alianckiej propagandy. Teraz sami widzicie. Niektórzy będą mówić, że to dzieło nazistów, inni wskazywać będą na Gestapo. Nieprawda. Odpowiedzialność ponoszą wszyscy Niemcy... Wasza tak zwana rasa panów pokazała, że panować może tylko w zbrodniach, okrucieństwach i sadyzmie. Sami pozbawiliście się szacunku cywilizowanego świata".
Dlaczego niemiecki Gross, ani niemiecki Pasikowski nie pokażą światu stodoły w Gardelegen?
15 kwietnia 1945 żołnierze posuwającej się na wschód 102 Dywizji Piechoty IX Armii Stanów Zjednoczonych natknęli się w miejscowości Gardelegen na wypaloną murowaną stodołę. Okazało się, że znajdują się w niej spalone i osmalone zwłoki 1016 jeńców wojennych i więźniów obozów koncentracyjnych. Co się tam wydarzyło? Dnia 13 kwietnia 1945 jednostka SS umykająca przed Sowietami i prowadząca ich w "marszu śmierci" ze wschodu, natknęła się na amerykańskie czołówki i postanowiła usunąć zbędny "balast". Ok 1100 więźniów spędzono do stodoły z sianem, podlano benzyną i podpalono. Na wprost wrót stodoły ustawili się SS-mani z bronią maszynową, granatami, panzerfaustami i dobijali tych, którym udało się jakimś cudem wydostać z płonącego budynku. Oprócz SS w akcji brali również udział żołnierze Luftwaffe, Fallschirmjager, Hitlerjugend, Volkssturm. Kolejny przyczynek do legendy o "rycerskim" niemieckim żołnierzu.
Amerykanom tylko w 4 przypadkach udało się ustalić tożsamość ofiar. Dla 301 ofiar ustalono zaledwie ich numery obozowe. 711 wieźniów w ogóle nie zidentyfikowano. Udało się ustalić narodowość 186 poległych: 60 Polaków, 52 Rosjan, 27 Francuzów, 17 Węgrów, 8 Belgów, 5 Niemców, 5 Włochów, 4 Czechów, 4 Jugosłowian, 2 Holendrów, 1 Meksykanina (?) i 1 Hiszpana.
Amerykanie zmusili mieszkańców okolicznych miejscowości do kopania grobów i grzebania zwłok. Amerykańscy żołnierze opowiadali, iż widoczne było jak na dłoni, że Niemcy tylko udawali skruchę i wyrzuty sumienia - w rzeczywistości byli zadowoleni z takiego obrotu spraw. Czuli ulgę, że nie dane im było dostać sie w ręce uwolnionych więźniów. SS-mani "rozwiązali" ten palący "problem" likwidując potencjalnych mścicieli.
Człowiek przypuszczalnie bezpośrednio odpowiedzialny za masakrę, to niejaki Gerhard Thiele - wysoko postawiony nazistowski cywilny urzędnik na obszarze dystryktu Gardelegen (nie mylić z niemieckim astronautą o tym samym nazwisku). Nigdy go nie schwytano - pewnie zmarł w jakimś małym miasteczku w Ameryce Płd., jako szacowny starszy pan. Schwytano i uwięziono innego "ważnego" - SS-Untersturmführera Erharta Brauny'ego, który zmarł w 1950 r. Oprócz tego zatrzymano "płotki", które potem na skutek sojuszniczego porozumienia, w liczbie 21 osób, przekazano pod sowiecką jurysdykcję. Odsiadywali kary w specjalnych obozach na terenie Wschodnich Niemiec.
Dziękuję komentatorowi Detoxic za trop do stodoły w Gardelegen. Wstyd się przyznać, ale o niej nie słyszałem. Żaden Gross nie napisał o tym książki, żaden Pasikowski nie nakręcił o tym filmu. Na stronie internetowej miasteczka wyczytałem, że jest podobno pomnik w Gardelegen, ale nie słyszałem, żeby tam pochylali głowy prezydenci, premierzy, oficjalne delegacje państwowe, tak jak pochylają się w Jedwabnem.
A warto dodać, że stodołę w Gardelegen polało niemiecką benzyną i podpaliło niemieckimi zapałkami niemieckie państwo rękami niemieckich funkcjonariuszy. I funkcjonowała tam, podobnie zresztą jak w Jedwabnem, niemiecka jurysdykcja niemieckiej władzy.
O Jedwabnem wie dziś cały świat, a pies z kulawa nogą nie wie dziś o Gardelegen. Ilu ludzi w Polsce wie o tej stodole, choć to głównie Polacy się w niej smażyli...
Nie oczekujmy jednak filmu o Gardelegen. Dziś jest już inny trend. Pianista, Lista Schindlera... dziś trzeba pokazywać Niemców sprawiedliwych, najsprawiedliwszych wśród narodów świata. Choć trudno będzie o nowe arcydzieła, bo ławka niemieckich sprawiedliwych dość krótka była niestety.
Można za to do woli mnożyć dzieła o złych i niesprawiedliwych Polakach, nawet jeśli nie jest do końca udowodnione i pewne, że byli niesprawiedliwi.
Uprzedzając komentarze – do współczesnych Niemców nie mam żadnych pretensji o Gardelegen. Ktoś tam parę lat posiedział, postawili pomniczek, zamieścili jakieś wzmianki – więcej od nich nie wymagam. Ile się można biczować za dziadka z zapałkami.
Mam pretensję do nas samych, do moich rodaków i do siebie, że własnymi rękami, własnymi piórami, własnymi pieniędzmi z własnego, polskiego budżetu wspieramy budowę krok po kroku fałszywego, zakłamanego obrazu minionej wojny. Tego obrazu, w którym będzie istnieć i kłuć w oczy upiorne Jedwabne, a nie będzie w nim miejsca dla mizernej, cichej stodoły w Gardelegen...
Pal sześć, że w ten obraz wierzą już Niemcy. Ale że my, Polacy zaczynamy wierzyć – to już jest jest prawdziwy problem. To już jest narodu duch zatruty...

Komentarz Tygodnia: Szpila rodem z KGB



Po 20 minucie mówi o 5G

Bogusław Radziwiłł – czarny charakter Sienkiewicza

Bogusław Radziwiłł
Bogusław RadziwiłłFoto: autor nieznany/Wikipedia/domena publiczna
Początkowo blisko związany z dworem królewskim Jana Kazimierza. Później prowadził życie awanturnika, libertyna i rozpustnika. W końcu nie zawahał się podpisać układu o rozbiorze Polski
31 grudnia 1669 zmarł Bogusław Radziwiłł, magnat, wielokrotny poseł, wielki chorąży litewski, a od 1657 roku generalny namiestnik Prus Książęcych. Protektor protestantyzmu na Litwie i Podlasiu. Jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych przedstawicieli rodu Radziwiłłów w XVII wieku. Czarny charakter "Potopu" Henryka Sienkiewicza.
Hulaka i awanturnik
Bogusław Radziwiłł słynął z zagranicznych podróży. Jeździł po Europie, w poszukiwaniu wojny i nieustannie pakował się w kłopoty. Wstąpił do zaciężnej armii francuskiej, z której szybko musiał uchodzić z powodu długów. Aresztowany pod zarzutem szpiegostwa i przemytu. Spędził nawet noc w Bastylii za próbę pojedynku z hrabią de Rieux.
Cyniczny zdrajca
Człowiek wykształcony, ale mający wszystkie podpisane układy za świstek papieru, który można zmienić. Krążył między królem Szwecji, a elektorem brandenburskim. Nie dotrzymał wierności Jerzemu Rakoczemu. Wreszcie zdradził Rzeczpospolitą.
W czasie potopu szwedzkiego w 1655 roku, wraz z bratem stryjecznym Januszem Radziwiłłem, przyjął protekcję Szwedów i walczył po ich stronie pod Warszawą i Prostkami, gdzie dostał się do niewoli.
6 grudnia 1656 w Radnot podpisał z królem Szwecji Karolem X Gustawem, elektorem brandenburskim Fryderykiem Wilhelmem Hohenzollernem, księciem Siedmiogrodu Jerzym II Rakoczym i Bohdanem Chmielnickim pierwszy w dziejach traktat o rozbiorze Rzeczpospolitej. Sygnatariusze układu zobowiązali się do wspólnego ataku na Polskę i podziału jej ziem. Do rozbioru nie doszło, gdyż do wojny przeciwko Szwecji włączyły się Austria i Dania.
Cyniczny, bezczelny polityk, który myślał tylko o wykrojeniu dla siebie, jak pisał Sienkiewicz, kawałka płótna, które okrywa Rzeczpospolitą. Nigdy nie został osądzony, a po potopie szwedzkim nadal piastował wysokie stanowiska państwowe.
Roli obrońcy Bogusława Radziwiłła i jego brata Janusza podjął się w rozmowie z Hanną Marią Gizą prof. Janusz Tazbir. Posłuchaj audycji z cyklu "Klub ludzi ciekawych wszystkiego".
mjm

Syjonizm i III Rzesza – Mark Weber


Aktualizacja: 2018-03-7 9:36 pm
Dodano: 2012-02-12 9:36 pm
Na początku 1935 r., statek pasażerski płynący do Hajfy w Palestynie opuścił niemiecki port Bremerhaven. Na sterburcie, hebrajskimi literami wypisana była nazwa statku – „Tel Awiw” – a na maszcie powiewała flaga ze swastyką. Mimo że statek był w posiadaniu syjonistów, kapitan był członkiem partii narodowosocjalistycznej. Wiele lat później, jeden z pasażerów przebywających na pokładzie, przypomniał tę kombinację jako „metapsychiczny absurd”.(1) Absurd czy nie, jest to scena z mało znanego rozdziału historii: szeroko zakrojonej współpracy między syjonistami a III Rzeszą pod przewodnictwem Hitlera.
Wspólne cele
Po latach, ludzie w wielu krajach borykają się z „kwestią żydowską” tj. z pytaniem o właściwą rolę żydów w nieżydowskim społeczeństwie. W latach 30. XX w., syjoniści żydowscy i niemieccy narodowisocjaliści mieli podobny pogląd na rozwiązanie tej kłopotliwej kwestii. Zgadzali się, że żydzi i Niemcy są zupełnie innymi narodami i że żydzi nie są częścią Niemiec. Zatem żydzi mieszkający w Rzeszy nie są „Niemcami wyznającymi judaizm”, ale raczej członkami oddzielnej społeczności. Syjonizm (żydowski nacjonalizm) implikował także obowiązek wobec syjonistycznych żydów do przesiedlenia się do Palestyny – „żydowskiej ojczyzny”. Potrafili uparcie obstawać przy twierdzeniu, że są szczerymi syjonistami, a jednocześnie domagać się równych praw w Niemczech i jakimkolwiek innym „zagranicznym” kraju.
Pamiątkowa moneta wypuszczona przez wpływowy berliński dziennik “Der Angriff”
Teodor Herzl (1860 – 1904), założyciel nowoczesnego ruchu syjonistycznego, utrzymywał, że antysemityzm nie jest żadną aberracją, ale naturalną i zupełnie zrozumiałą reakcją nieżydów wobec obcych żydowskich zachowań i stosunków. Jedynym rozwiązaniem, argumentował, jest uznanie przez żydów rzeczywistości i zamieszkanie w oddzielnym, własnym państwie. „Kwestia żydowska powstaje gdziekolwiek żydzi zamieszkują w zauważalnej liczbie”, pisał w swojej najważniejszej książce „The jewish state”. „Tam gdzie jej nie ma, zostanie przyniesiona przez przybywających żydów… Sądzę, że zrozumiałem antysemityzm, który jest bardzo złożonym problemem. Rozważyłem jego rozwój jako żyd, bez uprzedzeń i nienawiści.” Uważał, że kwestia żydowska nie jest problemem społecznym, czy religijnym. „Jest to kwestia narodowości. Aby ją rozwiązać musimy, przede wszystkim, zrobić z niej międzynarodowe polityczne zagadnienie…” Bez względu na ich obywatelstwo, twierdził Herzl, żydzi to nie tylko społeczność religijna, ale także narodowa, naród, Volk.(2) Syjonizm, pisał Herzl, oferuje światu oczekiwane „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej.”(3)
Sześć miesięcy po dojściu do władzy Hitlera, Niemiecka Federacja Syjonistyczna (jak dotąd największa syjonistyczna grupa w kraju) przedłożyła szczegółowe memorandum nowemu rządowi. Przedstawiła w nim relacje niemiecko – żydowskie i formalnie zaoferowała wsparcie w „rozwiązaniu” drażniącej „kwestii żydowskiej.” Pierwszym krokiem, sugerowanym w memorandum, powinno być szczere rozpoznanie fundamentalnych różnic narodowościowych:(4)
Syjonizm nie ma złudzeń co do problematycznych żydowskich kondycji, na które składają się przede wszystkim nienormalny wzorzec zawodowy, karygodne moralne i religijne postawy wyrosłe z własnych tradycji. Syjonizm dekady temu rozpoznał, że w rezultacie asymilacyjnych trendów pojawią się symptomy pogorszenia…
Syjonizm uważa, że odrodzenie życia narodowego, które obecnie postępuje w Niemczech poprzez akcentowanie chrześcijańskiego i narodowego charakteru, wpłynie także na żydów. Także dla żydów pochodzenie nacyjne, religia, wspólne przeznaczenie oraz zrozumienie własnej wyjątkowości powinny stanowić decydujące składniki ich egzystencji. Oznacza to, że egocentryczny indywidualizm liberalnej ery musi zostać porzucony i zastąpiony poczuciem wspólnoty oraz kolektywnej odpowiedzialności…
Wierzymy, że właśnie nowe (narodowosocjalistyczne) Niemcy mogą przyczynić się do tego, poprzez odważne podjęcie kwestii żydowskiej, podjęcie stanowczych kroków rozwiązania problemu, który w rzeczywistości musi zostać rozwiązany przy udziale większości Europejczyków…
Nasz szacunek wobec żydowskiej społeczności gwarantuje jasne i szczere relacje wobec niemieckiego narodu i jego otoczenia. Szczególnie dlatego, że nie chcemy fałszować tych fundamentalnych zasad, bo my także jesteśmy przeciwni mieszanym małżeństwom, chcemy zachować czystość żydowskiego społeczeństwa i odrzucamy każde wtargnięcie w naszą kulturową domenę, my – będący przeniesieni do niemieckiego języka i niemieckiej kultury – możemy okazać zainteresowanie w pracy dla niemieckiej kultury wraz z podziwem i wewnętrzną sympatią…
Dla swoich praktycznych celów, syjoniści mają nadzieję wygrać na współpracy nawet z wrogo nastawionym rządem, ponieważ rozwiązanie kwestii żydowskiej nie jest jakimś sentymentem, ale realnym problemem, którego rozwiązanie leży w interesie wszystkich ludzi, a w tym momencie szczególnie w interesie Niemców…
Propaganda bojkotu – która obecnie jest prowadzona przeciwko narodowi niemieckiemu na wiele sposobów – w rzeczywistości jest antysyjonistyczna, ponieważ syjoniści nie chcą walczyć lecz przekonywać i budować…
Nie jesteśmy ślepi na fakt, że kwestia żydowska istnieje i będzie istniała. Poczynając od nienormalnych, przykrych rezultatów dla żydów, a także trudnych do zaakceptowania warunków dla pozostałych ludzi.
Gazeta Federacji, „Jüdische Rundschau” („Przegląd żydowski”), ogłosiła takie samo przesłanie: „Syjonizm rozpoznaje istnienie żydowskiego problemu i pragnie dalekosiężnego i konstruktywnego rozwiązania. W tym celu syjoniści chcą otrzymać wsparcie wszystkich ludzi, bez znaczenia pro czy antyżydowsko nastawionych, ponieważ naszym zdaniem dzielimy wspólny, realny problem i wszyscy są zainteresowani rozwiązaniem.”(5) Młody berliński rabin, Joachim Prinz, który później osiedlił się w Stanach Zjednoczonych i został przywódcą Amerykańskiego Kongresu Żydów, napisał w 1934 r. w swojej książce pt. „Wir Juden” („My żydzi”), że rewolucja narodowosocjalistyczna w Niemczech oznaczała: „Żydów dla żydów”. Tak to wyjaśniał: „Żadne matactwa nie mogą nas już uratować. Zamiast asymilacji żądamy nowego pomysłu: uznania istnienia narodu żydowskiego i żydowskiej rasy.”(6)
Aktywna współpraca
Wskutek podobnych ideologii dotyczących etniczności i narodowości, narodowisocjaliści oraz syjoniści współpracowali ze sobą; obie grupy uważały, że taka współpraca leży w ich własnym, narodowym interesie. Rezultatem tego było duże wsparcie udzielane przez rząd Hitlera syjonistom w żydowskiej emigracji do Palestyny od 1933 r. aż do lat 1940 – 1941, kiedy druga wojna światowa przeszkodziła tej intensywnej kolaboracji.
Nawet gdy III Rzesza została okrążona, wielu niemieckich żydów, prawdopodobnie większość, nadal uważała się za, często z dumą, w pierwszej kolejności Niemców [to chyba przypomina dzisiejszą sytuację między Odrą i Bugiem, a Bałtykiem i Tatrami :/ – T. N.]. Niektórzy byli entuzjastami akcji osiedleńczej w Palestynie i rozpoczęcia tam nowego życia. Jednakże w tym okresie coraz więcej i więcej niemieckich żydów zostawało syjonistami. Od końca 1938 r. syjonizm w Niemczech pod panowaniem Hitlera rozkwitał. Nakład dwutygodnika „Jüdische Rundschau”, gazety wydawanej przez Federację Syjonistyczną, rósł kolosalnie. Publikowano liczne syjonistyczne książki. „Syjonistyczna robota była w pełnym rozkwicie” w Niemczech w tamtych latach – podaje „Encyklopedia Żydowska”. Konwencja syjonistyczna zwołana do Berlina w 1936 r. odzwierciedlała „w swojej kompozycji żywiołowość niemieckich syjonistów.”(7)
SS była szczególnie entuzjastycznie nastawiona do wspierania syjonizmu. W czerwcowym numerze z 1934 r. wewnętrznej gazety SS, domagano się aktywnego, szeroko zakrojonego wsparcia dla syjonistów od rządu i partii, jako najlepszego sposobu do popierania emigracji niemieckich żydów do Palestyny. Wymagało to wzrostu żydowskiej samoświadomości. Żydowskie szkoły, żydowskie ligi sportowe, żydowskie organizacje kulturalne – wszystkiego co zwiększyłoby żydowską samoświadomość – powinno być promowane, rekomendowała gazeta.(8)
Oficer SS Leopold von Mildenstein i działacz Federacji Syjonistycznej Kurt Tuchler podróżowali razem po Palestynie przez pół roku w celu oszacowania tam syjonistycznego rozwoju. Bazując na swoich obserwacjach, von Mildenstein napisał serię dwunastu ilustrowanych artykułów dla ważnego berlińskiego dziennika „Der Angriff”, które pojawiły się pod koniec 1934 r. w serii zatytułowanej „Podróż nazistów do Palestyny”. Artykuły wyrażały wielkie uwielbienie dla pionierskiego ducha i osiągnięć żydowskich osadników. Syjonistyczna ewolucja, pisał von Mildenstein, wydała nowego żyda. Chwalił syjonizm jako wielkie osiągnięcie zarówno dla żydów jak i dla całego świata. Żydowska ojczyzna w Palestynie, pisał w podsumowującym artykule, „jest lekarstwem na uleczenie wielowiekowej blizny na ciele świata: kwestii żydowskiej.” „Der Angriff” wypuścił specjalny medal, ze swastyką z jednej strony i z gwiazdą Dawida z drugiej, w celu upamiętnienia syjonistyczno – esesmańskiej wizyty. Kilka miesięcy po ukazaniu się artykułu, von Mildenstein został mianowany szefem ds. żydowskich w departamencie bezpieczeństwa SS; miał za zadanie wspierać syjonistyczną migrację do Palestyny oraz jej rozwój na miejscu.(9)
Oficjalna gazeta SS, „Das Schwarze Korps”, ogłosiła swoje poparcie dla syjonizmu w maju 1935 r. w okładkowym artykule: „Być może bliski jest czas, kiedy Palestyna ponownie przyjmie swoich synów, którzy byli zagubieni przez ponad tysiąc lat. Składamy im szczere życzenia wraz z życzeniami od czynników rządowymi, niech idą wraz z nimi.”(10) Cztery miesiące później podobny artykuł pojawił się w gazecie SS:(11)
Uznanie żydów za społeczeństwo rasowe oparte na krwi a nie na religii skłania rząd niemiecki do zagwarantowania bez uprzedzeń rasowej odrębności tej grupy. Rząd w zupełności rozumie ten wielki duchowy ruch, tzw. syjonizm, zgadza się z jego założeniami – solidarność żydów na całym świecie – oraz z odrzuceniem przez nich wszelkich asymilatorskich pomysłów. Niemcy podejmą starania, które w przyszłości z pewnością staną się znaczące w kwestii rozwiązania żydowskiego problemu na całym świecie.
W październiku 1933 r. wiodąca niemiecka linia promowa otworzyła bezpośrednie połączenie z Hamburga do Hajfy w Palestynie zapewniając „w pełni koszerne jedzenie na pokładzie, pod nadzorem hamburskiego rabinatu.”(12)
Korzystając z oficjalnego wsparcia, syjoniści niestrudzenie pracowali nad „reedukacją” niemieckich żydów. Francis Nicosia, amerykański historyk, w 1985 r. w „The Third Reich and the Palestine Question” zanotował: „Zachęcano syjonistów, by ci zalecali żydowskiej społeczności zbieranie pieniędzy, oglądanie filmów o Palestynie i w ogóle edukowanie się w kwestii Palestyny. Odczuwało się poważną presję, by uczyć żydów zaprzestania identyfikowania się z Niemcami, a budzić w nich nową żydowską samoświadomość.”(13)
Były szef Niemieckiej Federacji Syjonistycznej, dr Hans Friedenthal, w wywiadzie udzielonym po wojnie, tak podsumował sytuację: „W tych dniach Gestapo czyniło wszystko, by promować emigrację, szczególnie do Palestyny. Często otrzymywaliśmy od nich wsparcie, gdy jakieś inne władze odmawiały nam pomocy w sprawie emigracji.”(14)
We wrześniu 1935 r. Reichstag uchwalił tzw. prawa norymberskie, które zabraniały małżeństw i relacji seksualnych między żydami a Niemcami, w efekcie czego, uczyniły żydów obcą mniejszością „narodową”. Kilka dni później, syjonistyczna „Jüdische Rundschau” tak powitała nowe porządki:(15)
Niemcy… wychodzą naprzeciw żądaniom Światowego Kongresu Żydowskiego deklarując, że żydzi zamieszkujący w Niemczech uzyskują status mniejszości narodowej. Kiedy tylko żydzi uzyskali status mniejszości narodowej, możliwe staje się ułożenie normalnych relacji między narodem niemieckim a żydami. Nowe prawa dają mniejszości żydowskiej w Niemczech własne życie kulturalne, własne życie narodowe. W przyszłości będą mogli zakładać własne szkoły, teatry, związki sportowe. Szybko będą mogli stworzyć własną przyszłość we wszelkich narodowych aspektach…
Niemcy dają mniejszości żydowskiej szansę zupełnie swobodnego życia i oferują ochronę państwową; proces ich rozwoju w naród będzie teraz dopingowany a establishment będzie zachęcany do tolerowania relacji między dwoma narodami.
Georg Kareski, szef „rewizjonistycznej” Syjonistycznej Organizacji Państwowej i Żydowskiej Ligii Kultury, były szef Berlińskiej Społeczności Żydowskiej, w wywiadzie z końca 1936 r. dla berlińskiego dziennika „Der Angriff” zadeklarował:(16)
Przez wiele lat uznawałem zupełną separację w stosunkach kulturalnych między dwoma grupami ludzi (Niemcami i żydami) jako warunek bezkonfliktowego współistnienia… Przez długi czas wspierałem taką separację zapewniając, że wiąże się ona z respektowaniem obcych sobie narodowości. Prawa norymberskie… według mnie poza oficjalnym znaczeniem, mają dostosować warunki życia do żądania oddzielnego współistnienia u którego podstaw leży wzajemny respekt… Ta przerwa w procesie rozkładu wielu żydowskich społeczności, który powstał poprzez mieszane małżeństwa, jest dla żydów, z ich punktu widzenia, bardzo pożądana.
W innych krajach przywódcy syjonistyczni podzielali ten pogląd. Stephen S. Wise, prezes Amerykańskiego Kongresu Żydów i Światowego Kongresu Żydów, na wiecu w Nowym Yorku w czerwcu 1938 r. powiedział: „Nie jestem amerykańskim obywatelem wyznania żydowskiego. Jestem żydem… Hitler miał rację w jednym. Nazywa żydów rasą, my jesteśmy rasą.”(17)
Dr Bernard Lösener, minister spraw wewnętrznych i specjalista od spraw żydowskich, wyraził poparcie dla syjonizmu w „Reichsverwaltungsblatt”, w artykule z listopada 1935 r.:(18)
Jeśli w końcu żydzi posiądą na własność państwo w którym będą stanowili większość, wtedy kwestia żydowska zostanie uznana za zupełnie rozwiązaną, także przez samych żydów. Minimalne oznaki opozycji wobec zasadniczych idei praw norymberskich są okazywane przez syjonistów, ponieważ uzmysławiają sobie iż te ustawy są jedynym dobrym rozwiązaniem dla żydów. Każdy naród musi posiadać własne państwo jako uzewnętrznienie swojego poszczególnego pochodzenia.
Przy współpracy z władzami niemieckimi, syjonistyczne grupy zorganizowały sieć około czterdziestu obozów i centrów rolniczych na terenie Niemiec, gdzie przyszli osadnicy byli zaprawiani do swojego nowego życia w Palestynie. Chociaż prawa norymberskie zabraniały żydom paradowania z niemieckimi flagami, to żydzi mogli wywieszać swoją białoniebieską flagę „narodową”. Flaga, która pewnego dnia zostanie przyjęta przez Izrael, powiewała nad obozami syjonistów w hitlerowskich Niemczech.(19)
Służba bezpieczeństwa, której szefował Himmler, kooperowała z organizacją o nazwie Haganah – podziemną organizacją w Palestynie. SS płaciło jej członkowi – Feivel’owi Polkes’owi – za informacje o sytuacji w Palestynie i za pomoc w prowadzeniu emigracji żydów w tamtym kierunku. Tymczasem Haganah była bardzo dobrze poinformowana o planach Niemców, dzięki zainstalowaniu szpiega w berlińskiej kwaterze SS. Współpraca ta dotyczyła nawet tajnego przerzutu niemieckiej broni dla żydowskich osiedleńców w Palestynie w celu zwalczania Palestyńczyków, arabów.(21)
W następstwie nocy kryształowych noży (listopad 1938 r.), wybuchu przemocy i zniszczenia, SS pomogło syjonistycznym organizacjom szybko stanąć na nogach i kontynuować prace w Niemczech jednak już pod zwiększonym nadzorem.(22)
Oficjalne zastrzeżenia
Niemieckie wsparcie dla syjonizmu nie było nieograniczone. Członkowie rządu i partii byli niezwykle pomni wobec prowadzonych kampanii przez wpływowe społeczności żydowskie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i innych krajach, w których mobilizowano rządy i obywateli przeciwko Niemcom. Jak długo żydzi na całym świecie pozostawali nieubłaganie wrogo nastawieni wobec Niemiec narodowosocjalistycznych, tak długo ogromna większość żydów na całym świecie okazywała nikłe zainteresowanie na osiedlenie się w syjonistycznej „ziemi obiecanej”, toteż suwerenne państwo żydowskie w Palestynie w rzeczywistości nie może „rozwiązać” międzynarodowej kwestii żydowskiej. Natomiast niemieccy oficjele uważali, że wydatnie zwiększy niebezpieczną antyniemiecką kampanię. Niemieckie wsparcie dla syjonistów było przeto ograniczone do wspierania żydowskiej ojczyzny w Palestynie pod kontrolą brytyjską, nie jako suwerennego państwa żydowskiego.(23)
Żydowskie państwo w Palestynie, informował w czerwcu 1937 r. dyplomatów minister spraw zagranicznych, nie jest w interesie Niemiec, ponieważ nie będzie w stanie zaabsorbować żydów z całego świata, a jedynie posłuży do zwiększenia wpływu międzynarodówki żydowskiej w taki sam sposób jak Moskwa służy za bazę dla międzynarodowego komunizmu.(24) Rozważając pewne przesunięcia w oficjalnej polityce, niemiecka prasa wyrażała w 1937 r. dużo większą sympatię dla palestyńskich arabów niż dla syjonistów, w czasie gdy konflikt między żydami i Palestyńczykami szybko przybierał na sile.(25)
Okólnik ministerstwa spraw zagranicznych z 22 VI 1937 r. zjadliwie ostrzegał, że wsparcie dla żydowskiego osadnictwa w Palestynie „wszelako będzie błędem jako że zostanie uznane za wsparcie niemieckie dla formowanie państwa w Palestynie pod pewną formą kontroli żydowskiej. Ze względu na przekaz antyniemieckiej propagandy międzynarodowego żydostwa, Niemcy nie mogą zgodzić się z poglądem, że formowanie żydowskiego państwa palestyńskiego wspomoże pokojowy rozwój narodów na świecie.”(26) „Proklamacja państwa żydowskiego lub Palestyny pod administracją żydowską”, ostrzegała w wewnętrznym memorandum wydanym przez sekcję SS ds. żydowskich, „wytworzy Niemcom nowego wroga, który będzie dysponował szerokim wpływem na rozwój relacji na Bliskim Wschodzie”. Kolejna agenda SS przestrzegała, że żydowskie państwo „podejmie prace na rzecz specjalnej protekcji mniejszości żydowskiej w każdym kraju, przeto legalizując wykorzystywanie przez żydowską międzynarodówkę.”(27) W styczniu 1939 r. nowy minister spraw zagranicznych, Joachim von Ribbentrop, podobnie ostrzegał w wydanym biuletynie, że „Niemcy muszą uznać formowanie żydowskiego państwa w Palestynie za zagrożenie”, ponieważ „przyniesie ono wzrost wpływów żydostwa na całym świecie.”(28)
Hitler osobiście przyjrzał się temu problemowi na początku 1938 r. i, wobec swojego głębokiego sceptycyzmu wobec syjonistycznych ambicji oraz obaw wobec tworzenia państwa żydowskiego, zdecydował się udzielić jeszcze większego poparcia migracji żydowskiej do Palestyny. Perspektywa pozbycia się żydów z Niemiec, myślał, jest zbyt kusząca i przeważa możliwe zagrożenia.(29)
Tymczasem rząd brytyjski nakazał bardzo drastycznie ograniczenia wobec żydowskiej emigracji do Palestyny w 1937, 1938 i 1939 r. W odpowiedzi SS sfinalizowało sekretny sojusz z tajną syjonistyczną agencją Mossad le-Aliya Bet w celu szmuglowania żydów do Palestyny. W rezultacie tej aktywnej współpracy kilka konwojów statków dobiło do Palestyny pod bokiem brytyjskich okrętów wojennych. Żydowska migracja, legalna i nielegalna, z Niemiec (włączając Austrię) do Palestyny wzrosła gwałtownie w 1938 i 1939 r. Kolejne 10000 żydów planowo odjechało w październiku 1939 r., lecz wybuch wojny we wrześniu 1939 r. przyniósł koniec tych wysiłków. Te same władze niemieckie kontynuowały promowanie pośredniej żydowskiej migracji do Palestyny w latach 1940 i 1941.(30) Nawet jeszcze w marcu 1942 r. ostatni autoryzowany przez syjonistów kibuc – obóz szkoleniowy dla potencjalnych emigrantów – prowadził działalność w hitlerowskich Niemczech.(31)
Porozumienie transferowe
Centralnym punktem współpracy niemiecko – syjonistycznej w czasach Hitlera było porozumienie transferowe, pakt umożliwiający dziesiątkom tysięcy niemieckich żydów migrować do Palestyny z całym swoim majątkiem. Porozumienie, zwane także Haavara (z hebrajskiego „transfer”), zostało zawarte w sierpniu 1933 r. w czasie rozmów między niemieckimi oficjelami a Chaimem Arlosoroffem, sekretarzem Agencji Żydowskiej oraz palestyńskim centrum Światowej Organizacji Syjonistycznej.(32)
Dzięki tej niezwykłej umowie każdy żyd mógł złożyć pieniądze na specjalne konto w Niemczech. Pieniądze były używane na zakup towarów niemieckiej produkcji – narzędzi rolniczych, materiałów budowlanych, pomp, nawozów oraz wielu innych eksportowanych następnie do Palestyny i sprzedawanych w Tell Awiwie przez żydowską spółkę. Dochód ze sprzedaży przekazywany był żydowskim imigrantom przybywającym do Palestyny w proporcji odpowiedniej do depozytu złożonego w Niemczech. Niemieckie dobra spływały do Palestyny poprzez porozumienie Haavara; w krótkim czasie doszło do tego porozumienie handlowe na podstawie którego palestyńskie pomarańcze były wymieniane na pochodzące z Niemiec drewno budowlane, samochody, maszyny rolnicze i inne produkty. Zatem porozumienie służyło syjonistom pomocą jako wsparcie żydowskich osadników w Palestynie oraz w przenoszeniu tam kapitałów żydowskich, a równocześnie służyło Niemcom, którzy chcieli pozbyć się ze swojego kraju niechcianej, obcej grupy obywateli.
Delegaci na kongres syjonistyczny w Pradze w 1933 r. żywiołowo debatowali o zaletach porozumienia. Kilku obawiało się, że pakt podkopie międzynarodowy żydowski bojkot ekonomiczny wymierzony w Niemcy. Jednak syjonistyczni oficjele uspokoili kongres. Sam Cohen, kluczowa figura stojąca za porozumieniem Haavara, podkreślał, że porozumienie nie jest ekonomicznie korzystne dla Niemiec. Arthur Ruppin, specjalista emigracyjny z Organizacji Syjonistycznej który pomagał negocjować pakt, spuentował, że „porozumienie transferowe w żaden sposób nie zakłóci bojkotu, dopóki żadna nowa waluta nie wpłynie do Niemiec jako jego rezultat…”(33) Na spotkaniu kongresu syjonistycznego w Szwajcarii w 1935 r. większość uczestników zaaprobowała umowę. W 1936 r. Agencja Żydowska (syjonistyczny „rząd cieni” w Palestynie) przejęła kontrolę nad Ha’avarą, która w wyniku drugiej wojny światowej została zapomniana.
Niektórzy niemieccy urzędnicy sprzeciwiali się porozumieniu. Np. Hans Döhle, niemiecki konsul generalny w Jerozolimie, kilka razy ostro je skrytykował w 1937 r. Podkreślał, że przynosi ono straty niemieckiej wymianie handlowej – produkty eksportowane do Palestyny mogłyby być sprzedane gdzie indziej. Monopol Haavary na sprzedaż niemieckich dóbr do Palestyny przez żydowskie spółki słusznie denerwuje niemieckich i arabskich przedsiębiorców. Oficjalne wsparcie Niemiec dla syjonizmu może prowadzić do utraty przez nie rynku w całym arabskim świecie. Rząd brytyjski również był oburzony porozumieniem.(34) W czerwcu 1937 r. wewnętrzny biuletyn niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych odniósł się do „poświęceń w wymianie zagranicznej” które były rezultatem Haavary.(35)
Wewnętrzne memorandum wydane w grudniu 1937 r. przez niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych recenzowało wpływ porozumienia transferowego: „Nie ma wątpliwości, że porozumienie Haavara znacząco przyczyniło się do szybkiego rozwoju Palestyny od 1933 r. Porozumienie ściągnęło do Palestyny nie tylko mnóstwo pieniędzy (z Niemiec!), ale również inteligencką imigrację oraz towary niezbędne do rozwoju przemysłowego.” Główną zaletą paktu, według memorandum, była emigracja dużej części żydów do Palestyny, najlepszego kraju – celu pożądanego przez Niemcy. Jednak dokument wspominał także o poważnych mankamentach o których mówił konsul Döhle i inni. Minister spraw wewnętrznych, kontynuowano w dokumencie, stwierdził, że ujemne strony porozumienia przeważyły już strony dodatnie zatem należy już skończyć z porozumieniem.(36)
Tylko jedna osoba mogła zakończyć kontrowersje. Hitler osobiście w lipcu i wrześniu 1937 r. oraz w styczniu 1938 r. badał problem. Za każdym razem decydował o kontynuowaniu współpracy. Cel jakim było usunięcie żydów z Niemiec, twierdził, niwelował ujemne strony umowy.(37)
Minister finansów Rzeszy pomagał organizować kolejną spółkę transferową International Trade and Investment Agency, zwaną też Intria, dzięki której żydzi z całego świata mogli pomagać niemieckim żydom w emigracji do Palestyny. Prawie 900000 $ zostało przelane poprzez Intria do kieszeni niemieckich żydów w Palestynie.(38) Inne europejskie kraje pragnące wspierać żydowską emigrację zawarły porozumienia z syjonistami wzorowane na Ha’avara. W 1937 r. Polska autoryzowała spółkę transferową Halifin (z hebrajskiego „wymiana”). Późnym latem 1939 r. Czechosłowacja, Rumunia, Węgry i Włochy podpisały podobne umowy. Jednak wybuch wojny we wrześniu 1939 r. zapobiegł wprowadzeniu ich w życie na dużą skalę.(39) [Przypadek? – T. N.]
Osiągnięcia Haavary
Między 1933 a 1941 r. około 60000 niemieckich żydów emigrowało do Palestyny dzięki porozumieniu Ha’avara i innym syjonistyczno – niemieckim porozumieniom; inaczej mówiąc dziesięć procent całej żydowskiej populacji w Niemczech z 1933 r. (Ci niemieccy żydzi stanowili około piętnaście procent żydowskiej populacji Palestyny w 1939 r.) Niektórzy emigranci przenieśli znaczne osobiste bogactwa z Niemiec do Palestyny. Żydowski historyk Edwin Black napisał: „Dla wielu z tych ludzi, szczególnie pod koniec lat 30. XX w., pozwolono transferować repliki ich domów i fabryk – w rzeczy samej niewybredne kopie ich prawdziwego życia.”(40)
Całkowita suma przetransferowana z Niemiec do Palestyny poprzez Ha’avarę między sierpniem 1933 a końcem 1939 r. wyniosła 8.1 miliona funtów lub 139.57 milionów marek niemieckich (ekwiwalent 40 milionów dolarów). Suma uwzględnia 33.9 miliona marek niemieckich (13.8 miliona dolarów) dostarczonych przez Reichsbank w związku z porozumieniem transferowym.(41)
Black oszacował, że do Palestyny mogło wypłynąć dodatkowo 70 milionów dolarów poprzez komercyjne umowy i specjalne międzynarodowe transakcje bankowe. Niemieckie kapitały wywarły wielki wpływ na rozwój powstającego państwa w Palestynie w końcu lat 30. XX w., podsumowuje historyk. Kilka wielkich przemysłowych kompanii zostało zbudowanych dzięki kapitałom pochodzącym z Niemiec, np. wodociągi Mekoroth, czy tekstylna spółka Lodzia. Napływ dóbr i kapitałów Ha’avary, wnioskuje Black, „wywołał ekonomiczny rozkwit żydowskiej Palestyny” i był „nieodzownym czynnikiem utworzenia państwa Izrael.”(42)
Porozumienie Ha’avara wielce przyczyniło się do żydowskiego rozwoju w Palestynie tak więc i bezpośrednio do założenia państwa Izrael. Biuletyn niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych ze stycznia 1939 r. głosił z pewnymi obawami, że „transfer żydowskiej własności z Niemiec (poprzez porozumienie Ha’avara) przyczynił się w niemałym stopniu do budowania państwa żydowskiego w Palestynie.”(43)
Byli oficjele ze spółki Ha’avara w Palestynie podzielali ten pogląd w szczegółowym studium na temat umowy transferowej z 1972 r.: „Ekonomiczna aktywność wywołana poprzez impuls niemieckich kapitałów oraz transferów Haavary do sektora prywatnego i publicznego była najistotniejszym czynnikiem dla rozwoju państwa. Wiele nowych fabryk i przedsiębiorstw założono w żydowskiej Palestynie; także wiele spółek nadzwyczaj ważnych nawet dla dzisiaj ekonomii Izraela zawdzięcza swoje istnienie Haavarze.”(44) Dr Ludwig Pinner, będący urzędnikiem spółki Ha’avary w Tell Awiwie w latach 30. XX w., skomentował później, że nadzwyczaj kompetentni imigranci Ha’avary „zdecydowanie przyczynili się” do ekonomicznego, społecznego, kulturalnego i edukacyjnego rozwoju żydowskiej społeczności w Palestynie.”(45)
Porozumienie transferowe jest najbardziej dalekosiężnym przykładem współpracy Niemiec hitlerowskich i międzynarodowego syjonizmu. Poprzez ten pakt, III Rzesza Hitlera zrobiła więcej niż jakikolwiek inny rząd w latach 30. XX w. dla popierania żydowskiego rozwoju w Palestynie.
Syjoniści oferują Hitlerowi sojusz wojskowy
Na początku stycznia 1941 r. mała lecz ważna organizacja syjonistyczna oficjalnie zaoferowała niemieckim dyplomatom w Bejrucie sojusz wojskowo – polityczny, mimo trwającej wojny. Oferta została złożona przez radykalne, podziemne ugrupowanie „Wojownicy o wolność Izraela”, szerzej znana jako Lehi lub Gang Sterna. Ich lider, Abraham Stern, niedawno zerwał z radykalną Narodową Organizacją Wojskową (Irgun Zvai Leumi) ze względu na Brytyjczyków, którzy co faktycznie zerwali ze wsparciem dalszego osadnictwa w Palestynie. Stern uznawał Brytyjczyków za największych wrogów syjonizmu.
Ta pamiętna propozycja syjonistów „rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie przy aktywnym udziale Narodowej Organizacji Wojskowej (Lehi) w wojnie po stronie Niemiec” warta jest zacytowania:(46)
W swoich mowach i oświadczeniach mężowie stanu Niemiec narodowo-socjalistycznych często podkreślają, że Nowy Porządek w Europie wymaga, jako warunku wstępnego, radykalnego rozwiązania kwestii żydowskiej poprzez ewakuację. („Europa wolna od żydów”)
Ewakuacja mas żydowskich z Europy jest warunkiem wstępnym rozwiązania kwestii żydowskiej. Jednakże jedynym sposobem na osiągnięcie tego jest osiedlenie tych mas w ojczyźnie żydów, Palestynie, i założenie żydowskiego państwa w historycznych granicach.
Celem politycznej aktywności i lat walki Izraelskiego Ruchu Wolności i Narodowej Organizacji Wojskowej w Palestynie (Irgun Zvai Leumi) jest rozwiązanie problemu żydowskiego w taki sposób by zupełnie wyzwolić na zawsze żydów.
NOW, która zgadza się z dobrą wolą rządu Rzeszy niemieckiej i jego urzędnikami wobec syjonistycznej aktywności wewnątrz Niemiec i syjonistycznego programu emigracji, podziela pogląd:
1. Wspólne interesy mogą istnieć między Europejskim Nowym Porządkiem opartym na konceptach niemieckich a prawdziwymi aspiracjami narodowymi żydów ucieleśnianymi przez NOW.
2. Możliwa jest kooperacja między Nowymi Niemcami a odnowionym narodowo – folklorowo żydostwem.
3. Założenie historycznego państwa żydowskiego na narodowych i totalitarnych podstawach i związanego sojuszem z Rzeszą niemiecką, będzie stało w interesie Niemiec – umocni niemiecką pozycję na Bliskim Wschodzie.
Na podstawie tych rozważań i pod warunkiem, że rząd Rzeszy niemieckiej uzna narodowe aspiracje Izraelskiego Ruchu Wolności wspominanego powyżej, NOW w Palestynie oferuje swój aktywny udział w działaniach wojennych po stronie Niemiec.
W skład oferty NOW może wchodzić militarna, polityczna i wywiadowcza aktywność wewnątrz Palestyny, a po szczegółowych ustaleniach, również poza Palestyną. Równocześnie żydzi europejscy będą odbywali szkolenie wojskowe i będą z nich tworzone oddziały wojskowe pod przywództwem NOW. Wezmą one udział w operacjach wojennych mających na celu podbicie Palestyny.
Pośredni udział Izraelskiego Ruchu Wolności w Nowym Porządku Europy, już w fazie początkowej wraz z pozytywnie radykalnym rozwiązaniem problemu europejskich żydów, wydatnie zwiększy moralne fundamenty Nowego Porządku w oczach całej ludzkości.
Współpraca Izraelskiego Ruchu Wolności będzie zgodna również z przesłaniem ostatniej przemowy kanclerza Rzeszy niemieckiej, w której zaakcentował iż zetrze każdą koalicję w celu izolowania i zniszczenia Anglii.
Nie zachowała się niemiecka odpowiedź. Jednakże akceptacja tej oferty była bardzo mało prawdopodobna, ponieważ w tym czasie niemiecka polityka była zdecydowanie pro – arabska.(47) Szum uczyniony przez grupę Sterna w celu zawarcia paktu z III Rzeszą, gdy jednocześnie krążyły historie o tym jakoby Hitler eksterminował żydów, dotarł do szerokiej publiczności. Najwyraźniej Stern nie wierzył w te historie lub, w celu utworzenia żydowskiego państwa, wolał współpracować ze śmiertelnym wrogiem swojego ludu.(48)
Yitzhak Shamir był ważnym członkiem Lehi, w czasie gdy ta przedstawiła swoją ofertę. Był on później ministrem spraw zagranicznych Izraela oraz premierem w latach 80. XX w.; z premierostwem na dobre rozstał się w czerwcu 1992 r. Po śmierci Sterna w 1942 r. został szefem operacyjnym Lehi. Shamir zorganizował wiele operacji terrorystycznych, włączając w nie zamordowanie w listopadzie 1944 r. lorda Moyna (brytyjskiego ministra ds. Bliskiego Wschodu) oraz zabójstwo we wrześniu 1948 r. hrabiego Bernadotte (szwedzkiego mediatora z Narodów Zjednoczonych). Po latach, gdy zapytano Shamira o ofertę z 1941 r., potwierdził iż wiedział o propozycji sojuszu z Niemcami wysuniętego przez jego organizację.
Konkluzja
Na przekór pozornej wrogości między reżimem Hitlera a międzynarodowym żydostwem, przez kilka lat interesy żydowskich syjonistów i niemieckich narodowychsocjalistów były ze sobą w koincydencji. We współpracy z syjonistami dla obopólnych celów, dla znalezienia ludzkiego rozwiązania złożonego problemu, III Rzesza była gotowa ponieść wiele poświęceń, nadwątlić relacje z Brytyjczykami oraz rozwścieczyć arabów. Faktycznie w latach 30. XX w. żadne inne państwo nie zrobiło tak wiele dla poparcia żydowsko – syjonistycznych celów jak Niemcy Hitlera.
Dr Mark Weber
Przekład: Tomasz Nowakowski

Promienne Słowo na Nowy Rok | o. Wojciech Jędrzejewski OP

Przypadki


https://www.facebook.com/tatiana.szomachova/videos/2758886777533909/

Niesamowity pomnik Bitwy o Anglię w Londynie

https://twitter.com/StefanTompson/status/1211931655604199424?s=20

Mniszek lekarski

Najlepsze w mniszku lekarskim jest to, że wszystkie jego części mają właściwości lecznicze

MNISZEK LEKARSKI (a zwłaszcza KORZEŃ) ma długą historię zastosowania terapeutycznego. Niektórzy mylą go z mleczem polnym (choć łatwo jest je odróżnić, co widać na zdjęciu mniszka)
Mniszek lekarski (ang. dandelion), to bardzo korzystna dla zdrowia roślina, która posiada wspaniałe właściwości:
– ma zdolność leczenia alergii,
– obniżenia poziomu złego cholesterolu,
– stymuluje produkcję żółci i detoksykację wątroby
– łagodzi problemy żołądkowe,
– stymuluje funkcje pęcherzyka żółciowego,
– reguluje przemianę materii i oczyszcza krew.
Przez cały rok można stosować specjalny koncentrat z ekstraktów krzeli.

MNISZEK LEKARSKI A MLECZ

Porównaj też MNISZEK LEKARSKI A MLECZ i zobacz jak się nie pomylić. Mlecz polny (po lewej stronie zdjęcia – na jednej łodydze wyrastającej z korzenia widać wiele liści) jest trujący a mniszek lekarski (po prawej stronie zdjęcia – wiele łodyg z liśćmi wyrastających z korzenia) ma właściwości leczniczo-terapeutyczne.