ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 21 marca 2019

Zbrodnia w Mokranach


Marynarze wewnątrz monitora rzecznego Flotylli Pińskiej
Marynarze wewnątrz monitora rzecznego Flotylli Pińskiej / Źródło: Wikimedia Commons
Żołnierze Flotylli Pińskiej byli jednymi z pierwszych ofiar Sowietów. Oficerowie i podoficerowie zostali oddzieleni od szeregowych żołnierzy i rozstrzelani. Pozostałych wywieziono w głąb Związku Sowieckiego. Przez ponad pół wieku prawda o Mokranach nie mogła wyjść na jaw.
Zbrodnia w Mokranach przez lata była jednym z zapomnianych epizodów tragicznej historii Polski w czasie II wojny światowej. Przemilczana, nieudokumentowana, czekała na historyków, którzy przypomną o dramacie polskich marynarzy pomordowanych przez Sowietów jeszcze w 1939 roku. Ze względu na okoliczności zbrodni Mokrany zostały określone "małym Katyniem" lub też "marynarskim Katyniem", co jasno wskazuje na podobieństwa między miejscami kaźni polskich oficerów oraz winnych przeprowadzenia egzekucji. Po 70 latach, głównie dzięki zaangażowaniu Mariusza Borowiaka oraz Instytutu Pamięci Narodowej, Mokrany pojawiły się w świadomości historycznej Polaków, pozwalając na uczczenie bohaterów pomordowanych przez Sowietów w ostatnich dniach kampanii wrześniowej.

Mokrany - miejsce zbrodni

Mokrany są dzisiaj niewielką wsią wchodzącą w skład białoruskiego obwodu brzeskiego. Przed II wojną światową znajdowały się na terytorium II Rzeczpospolitej i były administracyjnie przyporządkowane do województwa poleskiego. W latach 30. tereny te były brane pod uwagę w ramach planowania systemu obrony przed ewentualną agresją Związku Radzieckiego. Podmokłe, bogate w dopływy rzeczne rejony stanowiły świetne pole do organizacji jednostek rzecznych mogących poruszać się w dorzeczu Prypeci z rzekami Pina i Strumień.
Po odzyskaniu niepodległości utworzona została najpierw Flotylla Wiślana na Prypeci, a po kolejnych reorganizacjach ostatecznie Flotylla Pińska podporządkowana formalnie Polskiej Marynarce Wojennej. Liczebność flotylli zmieniała się w czasie. W przededniu kampanii wrześniowej jednostka borykała się z problemami kadrowymi. Dowódca komandor Witold Zajączkowski został wiosną oddelegowany na wybrzeże, a jego obowiązki przejął zastępca komandor por. Henryk Eibel.
Monitory Flotylli Pińskiej
Monitory Flotylli Pińskiej / Źródło: Wikimedia Commons

Po powrocie Zajączkowski zdawał sobie sprawę, że flotylla nie jest przygotowana do wydatnej obrony przed Sowietami. Problemy dotyczyły wyposażenia oraz myśli taktycznej. Ostatecznie w sierpniu 1939 roku flotylla składała się z trzech dywizjonów bojowych, w skład których wchodziło 40 jednostek bojowych i 50 statków pomocniczych. Wśród nich 6 monitorów i 3 kanonierki. Siła niewielka, ale wystarczająca do prowadzenia aktywnych działań w dorzeczu Prypeci. W gruncie rzeczy jednoczesnego zagrożenia ze strony III Rzeszy i Związku Radzieckiego nie brano poważnie pod uwagę.

Kampania wrześniowa

Pierwsze dni kampanii wrześniowej upłynęły marynarzom z Flotylli Pińskiej we względnym spokoju. Dopiero w drugim tygodniu działań realne wydało się zagrożenie z kierunku północnego, gdzie niemieckie armie pancerne osiągnęły znaczące sukcesy. Do marynarzy docierały informacje o przegranych Wojska Polskiego i strategicznym odwrocie. W tym czasie Niemcy zbliżali się już do Warszawy. Trudno się zatem dziwić, że komandor Zajączkowski miał problem z utrzymaniem morale załogi na odpowiednio wysokim poziomie.
17 września był momentem przełomu. Wschodnią granicę Rzeczpospolitej przekroczyły bowiem wojska sowieckie. Pretekst stanowiła próba ochrony mniejszości ukraińskiej i białoruskiej. Mętne tłumaczenia nie odzwierciedlały rzeczywistości - Związek Radziecki wykonywał bowiem zobowiązania względem sojuszniczej III Rzeszy. Sytuacja flotylli była tragiczna. Co gorsza, jej zdolność manewrowa uległa znacznemu zmniejszeniu ze względu na niski stan wód spowodowany długotrwałą suszą. Uniemożliwiło to odwrót w kierunku zachodnim. Ciężkie jednostki nie były bowiem w stanie przepłynąć odcinków płycizny. W konsekwencji już 17 września dowództwo zaczęło rozważać możliwość zniszczenia jednostek, aby te nie dostały się w ręce wroga.
Od 18 września polscy marynarze zaczęli ewakuować się z Pińska, gdzie lada dzień spodziewano się oddziałów Armii Czerwonej. Nad okrętami flotylli pojawiały się już radzieckie samoloty. W tym czasie rozpoczęto zatapianie poszczególnych jednostek pływających, począwszy od największych okrętów. Rozkaz wydał gen. Franciszek Kleeberg, w praktyce dowódca sił operujących w rejonie Polesia.
Jako jedne z pierwszych na dno poszły monitory ORP "Pińsk" i ORP "Toruń". Dla obsługujących je marynarzy był to czas prawdziwego dramatu. Oto piękne polskie jednostki szły na zniszczenie bez choćby jednego wystrzału. Na pododcinku "Sytnica" zatopiono ORP "Admirał Sierpinek". Tymczasem marynarze z flotylli dołączali do formowanego pospiesznie batalionu, nad którym dowództwo objął komandor Eibel. Mariusz Borowiak starał się odtworzyć szlak polskich żołnierzy w książce "Zapomniana flota. Mokrany", zwracając uwagę na niskie morale piechurów, liczne dezercje oraz utrudnienia ze strony ukraińskich nacjonalistów, którzy teraz coraz śmielej atakowali Polaków.
25 września we wsi Krymno do grupy Eibela dołączyły oddziały pułkownika Mikosia i kapitana Lepeckiego. Część marynarzy flotylli dotarła do zgrupowania gen. Kleeberga, wchodząc później w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie". Warto podkreślić, że wiele relacji z marszruty członków rozwiązanej flotylli jest niepewnych i nawet pomimo starań historyków nie udało się odtworzyć wszystkich szczegółów przebiegu kampanii wrześniowej w tym rejonie. Pewne jest natomiast, że 26 września znaczna grupa Polaków została zatrzymana i rozbrojona przez wojska sowieckie.

Dramat oficerów

Wzięty do niewoli oddział mógł liczyć od 130 do 200 żołnierzy. Żołnierze Armii Czerwonej nakazali Polakom marsz w rejon wsi Mokrany. Nikt nie spodziewał się, że na miejscu czeka na nich śmierć. Także w tym miejscu relacje i dokumenty wykazują rozbieżności. Niezależne śledztwa prowadzone przez polskich historyków oraz Instytut Pamięci Narodowej pozwoliły ustalić przybliżony przebieg zdarzeń. Wydaje się, że zbrodnię w Mokranach najlepiej udokumentował wspominany Borowiak, który bezpośrednią odpowiedzialnością za śmierć Polaków obciążył Organizację Ukraińskich Nacjonalistów dowodzoną w tym rejonie przez Artiemija Sadza.
Z grupy Polaków wydzielono oficerów i podoficerów. Dariusz Nawrot opisuje to tymi słowami: "Niewątpliwie podział ten przeprowadzony został w oparciu o przygotowane wcześniej przez sowieckie władze wojskowe listy proskrypcyjne dotyczące kadry zawodowej Flotylli Rzecznej. Na ich podstawie utworzono liczącą około 30 oficerów i podoficerów starszych grupę, którą po rozebraniu z płaszczy i pozbawieniu wszelkiego rodzaju ekwipunku wojskowego natychmiast popędzono w dalszą drogę do pobliskich Mokran. Po dotarciu na miejsce zmęczonych forsownym marszem jeńców skierowano na teren szkoły, gdzie zmuszeni zostali do zdjęcia mundurów" (za: "Zbrodnia katyńska w dziejach Polskiej Marynarki Wojennej"). Z grupy wydzielono mniejszy oddział, który następnie został przez Sowietów, względnie Ukraińców, rozstrzelany. Ciała pomordowanych złożono w zbiorowej mogile. Pozostałych przy życiu odwieziono w głąb Związku Radzieckiego, skąd następnie trafili do obozów jenieckich. Wielu z nich zginęło później w Katyniu.
Przez ponad pół wieku prawda o Mokranach nie mogła wyjść na jaw. Komunistyczne władze nie sprzyjały jakimkolwiek badaniom sowieckich zbrodni. Dopiero po 1989 roku rozpoczęto starania o upamiętnienie zabitych Polaków. Wtedy też wznowiono badania historyków. W efekcie udało się ustalić, że w Mokranach zginęli (lista za M. Borowiak): Bronisław Bończak, Władysław Jasik, Edmund Jodkowski, Jan Stanisław Kierkus, Władysław Józef Kwińciński, Narcyz Małuszyński, Janusz Julian Marciniewski, Jan Mieczysław May, Roman Mendyka, Marian Jan Radziejewski, Bogusław Rutyński-Roth, Mieczysław Sierkuczewski-Lubicz, Wacław Leon Schwartz, Arkadiusz Zahorański-Kisiel. Należy wziąć poprawkę, że lista ta może zawierać drobne błędy za względu na niemożność ustalenia ponad wszelką wątpliwość tożsamości zamordowanych. Oprawcy pozbawili ich elementów identyfikujących, aby utrudnić ewentualne zidentyfikowanie ofiar.
Po ponad 50 latach w miejscu kaźni polskich oficerów stanął pomnik upamiętniający pomordowanych. W inskrypcji na odsłoniętym w 1991 roku monumencie oddano hołd Polakom. Pamięć o nich przetrwała mimo usilnych prób jej wymazania najpierw przez Sowietów, a później przez komunistyczne władze. Dzięki wysiłkom polskich historyków i instytucji bezimienni niegdyś bohaterowie zostali przywróceni narodowi.

Brak komentarzy: