ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

piątek, 25 września 2020

Wymuszenie, porwanie, egzekucja dla przykładu. Tak Żydowska Organizacja Bojowa zdobywała pieniądze

Autorzy:  Kamil Janicki, Rafał Kuzak

By zdobyć pieniądze potrzebne do walki z okupantem, członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej sięgali po „metody chicagowskiej mafii”. Ci, którzy przeżyli wojnę otwarcie, bez ogródek o nich wspominali.

Żydowską Organizację Bojową (ŻOB) powołano do życia 15 października 1942 roku – a przynajmniej tę datę zawsze podawał Marek Edelman.Socjalistyczna i syjonistyczna młodzież żydowska z warszawskiego getta połączyła siły pod wodzą Mordechaja Anielewicza. Ich formacja od początku była wąska, w pewnym sensie elitarna. W momencie największego rozkwitu należało do niej raptem kilkuset bojowników.

Początkowo wielkim problemem dla członków ŻOB był brak środków, potrzebnych do zakupu broni i podjęcia walki z Niemcami – tak, by zginąć z honorem, na własnych warunkach. Dla zabezpieczenia funduszy członkowie organizacji sięgali po drastyczne, bezkompromisowe metody.

Według relacji Marka Edelmana Żydowska Organizacja Bojowa powstała 15 października 1942 roku. Na zdjęciu flaga organizacji (Meronim/CC BY-SA 3.0).
Według relacji Marka Edelmana Żydowska Organizacja Bojowa powstała 15 października 1942 roku. Na zdjęciu flaga organizacji (Meronim/CC BY-SA 3.0).

Do wsparcia organizacji starano się skłonić bądź przymusić najlepiej sytuowanych mieszkańców getta. W tym celu przeprowadzano tak zwane „eksy”, czyli akcje ekspropriacyjne.

„»Nie chcesz dać?« – spytaliśmy i zastrzeliliśmy go”.

Organizację „eksów” opisał u schyłku XX wieku Marek Edelman – jedyny z przywódców powstania w getcie, któremu udało się przeżyć zryw i całą wojnę. Na starość bez ogródek przypominał co robiono, by pomóc słusznej, w jego absolutnym przekonaniu, sprawie:Chodziło się do bogatych Żydów, do przemytników czy też żydowskich policjantów, terroryzowało ich i zabierało forsę. Kasę Judenratu ograbiliśmy na setki tysięcy złotych, obrabowaliśmy też przedsiębiorstwo aprowizacyjne. Posunęliśmy się nawet do porwania.

[Marek] Lichtenbaum, przewodniczący Judenratu po Czerniakowie, odmówił nam pieniędzy. Uwięziliśmy więc jego syna. Trzymaliśmy go przez dwanaście godzin. Do Lichtenbauma napisaliśmy, że trzymamy chłopca z nogami w cebrzyku z lodowatą wodą, tak że na pewno nabawi się choroby. Przyszli z pieniędzmi.

Innym razem żydowski policjant, zresztą skurwysyn, nie chciał dać nam pieniędzy. Musieliśmy pokazać, że jesteśmy twardzi. Przyszliśmy do niego około czwartej, gdy termin ultimatum już upłynął. „Nie chcesz dać?” – spytaliśmy i zastrzeliliśmy go. Po tym zdarzeniu wszyscy płacili.

W sumie pieniędzy nam nie brakowało. To my byliśmy prawdziwą władzą w getcie. To my decydowaliśmy, jak mają żyć ludzie, którzy pozostali w getcie. Nazywali nas „partią”. Gdy partia coś kazała, było to wykonywane.

O tym jak wyglądała organizacja "eksów" pisał między innymi Marek Edelman. Tutaj na zdjęciu z okresu II wojny światowej (domena publiczna).
O tym jak wyglądała organizacja „eksów” pisał między innymi Marek Edelman. Tutaj na zdjęciu z okresu II wojny światowej (domena publiczna).

„Jest Polakiem, a tacy, jak wiadomo, z Żydami nie żartują”

Inny bojownik ŻOB – Szymek Ratajzer – także opowiadał o porywaniu dzieci jako skutecznym środku wymuszania posłuszeństwa.

Zdarzało się jednak, że bogaci Żydzi nie chcieli oddawać pieniędzy nawet, kiedy chodziło o życie ich syna lub córki. Wówczas Żobowcy sięgali po swoją tajną broń. Podszywali się pod Polaków. Najlepszy był w tym właśnie Ratajzer, który miał wybitnie „nieżydowskie” rysy twarzy i wielu postronnych brało go za goja.Nietypowa metoda powstała w gruncie rzeczy przypadkowo, podczas jednego z „eksów”. W poświęconej Ratajzerowi książce pt. Bohater z cienia czytamy:

Kiedy napadnięty nie chce wydać kosztowności na hasło „na potrzeby Żydowskiej Organizacji Bojowej”, dowódca Ratajzera w przebłysku geniuszu krzyczy do niego po polsku: „Kazik, zrób z nim porządek”. Że niby Ratajzer, ten chłopak ze słowiańskim wyglądem, jest Polakiem, a tacy, jak wiadomo, z Żydami nie żartują… Więc już nie Szymek, ale Kazik Ratajzer, przykłada lufę rewolweru do brzucha mężczyzny i pcha go w kąt pokoju, sycząc: „Ze mną nie ma żartów”. Od razu dostaje pieniądze.

„Z gojami lepiej nie zadzierać”

Sam Ratajzer też wspominał – na kartach książki Memoirs of a Warsaw Ghetto Fighter – że bogaci Żydzi momentalnie miękli na dźwięk polskiego imienia, bo przecież „z gojami lepiej było nie zadzierać, szczególnie w takich czasach”.

Ulica Leszno w getcie warszawskim (domena publiczna).
Ulica Leszno w getcie warszawskim (domena publiczna).

W biografii Ratajzera (Bohater z cienia) czytamy z kolei o kolejnym przypadku porwania: tym razem młodej dziewczyny, w celu wydobycia pieniędzy od jej ojca. „Bogaty przedwojenny przedsiębiorca” bronił swojej kiesy za wszelką cenę. Wprawdzie przyszedł na spotkanie z Żobowcami, ale odmówił zapłaty, świecie przekonany, że Żydzi Żyda nie zastrzelą.

Znowu do akcji wkracza Ratajzer, który w decydującej chwili, gdy mężczyzna wciąż odmawia, przystawia mu rewolwer do głowy, grożąc, że zaraz strzeli. I znowu udaje polskiego akowca, który współpracuje z ŻOB. Bogaty Żyd godzi się zapłacić. „Ten kto walczy musi jeść”

Czy w nadzwyczajnych okolicznościach wolno sięgać po tak skrajne środki? Pewien amerykański dziennikarz otwarcie pochwalił Żydów z ŻOB-u, za to że mieli odwagę sięgnąć po metody „chicagowskiej mafii”, byle obronić swój honor i pokazać Niemcom, że nie dadzą się zabić bez walki.

Marek Edelman podkreślał, że jeśli zabijano to tylko zdrajców i kolaborantów. I był przekonany, że dzięki stanowczości bojowników „atmosfera w getcie zmieniła się. Piekarze musieli piec dla nas chleb. Bo ten kto walczy musi jeść. A ludzie musieli zachowywać się jak ludzie: żadnej współpracy z Niemcami”.

Przeczytaj również o tym dlaczego Armia Krajowa nie chciała przekazać broni Żydom z getta warszawskiego

Bibliografia

  1. Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Bohater z cienia. Kazik Ratajzer, Świat Książki, 2012.
  2. Krzysztof Burnetko Witold Bereś, Marek Edelman, Życie. Po prostu, Świat Książki, 2008.
  3. Marek Edelman, Rudi Assuntino, Wlodek Goldkorn, Strażnik. Marek Edelman opowiada, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 1999.
  4. Simhah Rotem, Memoirs of a Warsaw Ghetto Fighter: The Past within Me, Yale University Press, 1994.

Brak komentarzy: