Chciał tylko pokazać, na co stać jego nowe auto. Kilka minut później jeden z najwybitniejszych polskich pianistów walczył o życie, a sprawca wkrótce wyjechał z kraju.
W lipcu 1986 roku Wacław Kisielewski, współtwórca legendarnego duetu Marek i Wacek, spędzał czas w daczy pod Wyszkowem. Po wspólnym obiedzie i wycieczce nad rzekę wracali saabem należącym do gospodarza. Początkowo za kierownicą siedział sam Kisielewski, ale jechał spokojnie. Właściciel samochodu uznał, że zbyt ostrożnie prowadzi, przejął kierownicę i postanowił pokazać możliwości swojego nowego auta.
Na zakręcie, jadąc około 120 km/h, stracił panowanie nad samochodem. Saab kilka razy koziołkował. Kisielewski wypadł przez przednią szybę i doznał bardzo ciężkich obrażeń. Lekarze walczyli o jego życie przez dwa dni. Rozważano nawet transport do specjalistycznej kliniki w RFN, ale jego stan był zbyt ciężki. 12 lipca 1986 roku pianista zmarł.
Kierowca nie odniósł poważniejszych obrażeń. Uciekł z miejsca wypadku, a następnego dnia zgłosił się na milicję. Według ustaleń śledztwa prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Po wpłaceniu kaucji został zwolniony z aresztu i wyjechał do Francji.
Śmierć Wacława Kisielewskiego była ogromnym ciosem dla polskiej muzyki. Na jego pogrzeb przyjechali artyści z kraju i zagranicy, a o tragedii mówiły media w całej Europie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz