Poszedł do nich bez broni, z białą chorągiewką. Z zamiarem pokojowych negocjacji, na które sami się zgodzili. Poszedł do nich ubrany w galowy polski oficerski mundur. Prawdopodobnie to ten właśnie mundur wzbudził ich złość, która doprowadzi do tragicznych konsekwencji.
Rozmów nie będzie. Zygmunt już nie wrócił. Urodzony w 1915 roku był świetnie zapowiadającym się poetą.
Staff powiedział do matki Zygmunta Rumla: "Niech pani chroni tego chłopca. To będzie wielki poeta".
Nie zdążył nim być. Mieszkał w Łucku. Na Wołyniu. I to właśnie na Wołyniu ten idealista nawoływał do pojednania. Wierzył, że rozmowa i dobra wola może wiele. Nie tam jednak.
W swojej twórczości zabiegał o pojednanie i współistnienie.
•••••••••••••☆☆☆☆••••••••••••☆••••••
Z ciszy zapomnianych fotografii przywołujemy pamięć o ludziach. Naszą pracę można docenić małą kawą 

••☆☆•••••••••••••••••••••••••••••••••••••••
Dlatego 7 lipca 1943 roku w towarzystwie adiutanta poszedł do nich z misją pojednawczą. Chciał, by działali wszyscy wspólnie. Spotkał go zawód. Zygmunt Rumel został stracony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz