(obecnie dzielnica Stalowej Woli) Niemcy przeprowadzili selekcję tamtejszych Żydów.
Spośród zgromadzonych zabito 32 osoby. Resztę wywieziono do obozu w Dębicy.
Świadkiem tych wydarzeń był znany rozwadowski lekarz Eugeniusz Łazowski, który tak później je opisywał:
"Nadszedł dzień 21 lipca 1942 roku. Do miasta zjechała żandarmeria niemiecka. Ogłoszono, że wszyscy Żydzi mają się zebrać na rynku. Wolno im wziąć ze sobą tylko tyle rzeczy, ile mogą udźwignąć.
Wychodzili ze swych mieszkań całymi rodzinami. Mężczyźni z tobołkami, młode kobiety z dziećmi, wychodzili starcy. Aż dziwno było, że tyle ludności żydowskiej znajdywało się w mieście. Wszystko to działo się pod naszymi oknami. Choć okna były zamknięte, słychać było niemieckie wrzaskliwe komendy i poganiania. Bili ludzi i kopali, zabijali tych, którzy upadli na ziemię.
Zgrają katów kierował mój były pacjent z „kawalerską chorobą”. Poznałem go i przypomniałem sobie nazwisko – Nowak. Wydawało się, że palcem, wśród tłumu, wskazuje siwe głowy i siwe brody, tym „palcem” była lufa rewolweru – pak-pak kończy się życie człowieka. Spostrzegł młodą Żydówkę z dzieckiem w wózku. Starała się ukryć w tłumie. Dobiegł do niej, kopnął wózek, dziecko wypadło na bruk. Obcasem zmiażdżył główkę dziecka... Zbyt daleko to było, abym coś mógł usłyszeć, ale odczułem zgrzyt tego miażdżenia we własnej głowie… Niektórzy żandarmi nie strzelali, a kolbami karabinów rozbijali głowy starców i dzieci...
Zahipnotyzowani grozą patrzyliśmy, zza firanki na to, co się dzieje. Murka [Maria Tołwińska, żona żona dr Łazowskiego, przyp. red.] i pani Maria osunęły się na kolana – „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...” – słyszałem szept ich modlitwy wśród strzałów -pak, pak, pak.., jak klaśnięcia rąk.
Patrzyłem na żandarma – pacjenta. Wypatrywał w tłumie stare kobiety i starych mężczyzn, szukał także małych dzieci, aby je zabić. Wydawało mi się, że jeszcze słyszę głos: „Gdyby doktor wiedział, co robiłem, to by mnie zabił”, (dr Łazowski przypomina sobie wcześniejszą rozmowę podczas wizyty Nowaka w jego gabinecie).
Gdyby nie pojedyncze strzały i poganiania, panowałaby cisza. Nie było słychać płaczu, jęków, narzekań, choćby nawet przekleństw lub histerycznej reakcji matek, którym zabijano dzieci. Nie było żadnego odruchu samoobrony… Szli ku stacji (kolejowej) pod hipnozą terroru… Przeszli.
Na rynku pojawiły się wozy. Kilku młodszym Żydom kazano na te wozy załadować zwłoki pomordowanych.
Wozy odjechały. Zapadła cisza na rynku, ale przerywana pojedynczymi strzałami. To Niemcy zabijali po domach starców, którzy usiłowali się ukryć. Ostatni strzał usłyszałem tuż za naszym ogrodem. Patriarcha, mój pacjent, został zastrzelony w łóżku".
Tekst opisu zbrodni zaczerpnięty ze strony teatrnn.pl z artykułu autorstwa Tomasza Pietrasiewicza.
Na zdjęciu Żydzi w Rozwadowie.
Fot. ze strony stalowawola.naszemiasto.pl
WIDZISZ EFEKT MOJEJ PRACY!
USZANUJ GO, WPŁACAJĄC DOBROWOLNIE 5 ZŁ NA
https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu
DOCHÓD PRZEZNACZAM NA LECZENIE MOJEGO SERCA.
Wpłat można też dokonywać na numer konta
42 1940 1076 5881 9071 0000 0000
BLIK NA NUMER 667 111 748
ADMINISTRACJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ KOMENTARZY.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz