Śmierć Mieczysława Wilczka przyszła nagle, bez zapowiedzi, w okolicznościach, które do dziś budzą pytania. Człowiek, którego nazywano „ojcem polskiej przedsiębiorczości”, autor ustawy, która w 1988 roku otworzyła Polakom drzwi do wolnego rynku, zginął w sposób określony oficjalnie jako samobójstwo.
Tak przynajmniej brzmi wersja prokuratury.
Ciało znalezione na Saskiej Kępie
Był środowy poranek, 30 kwietnia. Tuż przed majówką.
Przed jednym z bloków na warszawskiej Saskiej Kępie znaleziono ciało 82‑letniego Wilczka. Służby pojawiły się natychmiast, lekarz stwierdził zgon na miejscu.
Prokuratura Rejonowa Warszawa‑Praga Południe wszczęła postępowanie.
Wstępne ustalenia: brak udziału osób trzecich, obrażenia zgodne z samobójstwem, brak podstaw do sekcji zwłok.
Procedura standardowa — tak tłumaczono.
Motywów nie podano.
Wyjaśnienia miały nadejść później. Nie nadeszły.
Kim był Wilczek?
Nie był tylko ministrem w ostatnim rządzie PRL.
Był chemikiem, wynalazcą, przedsiębiorcą, człowiekiem, który potrafił zamienić pomysł w produkt, a produkt w rynek.
- tworzył syntetyczne zapachy, kremy, detergenty,
- kierował zakładami kosmetycznymi i chemicznymi,
- wprowadził na rynek legendarny proszek IXI 65,
- prowadził własne laboratoria i fabryki,
- budował biznesy w czasach, gdy słowo „przedsiębiorca” brzmiało jak herezja.
A potem — jako minister przemysłu w latach 1988–1989 — zrobił coś, co zmieniło Polskę na zawsze:
napisał ustawę, która uwolniła energię milionów ludzi.
Dzięki niej w ostatnich miesiącach PRL powstało około 2 milionów firm.
To był moment, w którym Polacy po raz pierwszy masowo poczuli, że mogą działać na własną rękę.
Nagły koniec
I właśnie ten człowiek — konstruktor, wynalazca, minister, przedsiębiorca — kończy życie w sposób, który oficjalnie uznano za samobójstwo.
Bez listu.
Bez wyjaśnienia.
Bez motywu.
Śmierć, która miała być prosta do sklasyfikowania, okazała się trudna do zrozumienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz