Shalom !
Wczoraj w Żydowskim Instytucie Historycznym uhonorowaliście Państwo pośmiertnie dwie Polki - Śp. Annę Neklaws i Śp. Modestę Tabor, które podczas Zagłady zdecydowały się pomóc ludziom skazanym przez Niemców na ŚMIERĆ.
W związku z tym chciałam Państwa zapytać :
DLACZEGO nie uhonorowaliście do tej pory, wszystkich Polaków którzy pod bezwzględną KARĄ ŚMIERCI oddali za Was ŻYCIE ❓❓❓
To jest Pan Jan Lech ze wsi Wólka.
"Na skraju lasu w Wólce, w odległości 100 metrów od wsi stoją obecnie inne zabudowania, ale to właśnie dawna ojcowizna Lechów, miejsce niemieckiej zbrodni. Tu w bestialski sposób zostali zabici Żydzi, część żywcem spłonęła w podpalonych przez Niemców zabudowaniach, umierając w męczarniach. Nie byli stąd, to Żydzi uciekinierzy, wysiedleńcy. Spokojne miejsce z daleka od głównych dróg, wsi, wydawało się idealne".
Lata 1942/43 dla Żydów były szczególnie ciężkie. Ruszyła masowa eksterminacja. Z pobliskiego Chmielnika z getta wysiedlono ponad 10-12 tysięcy Żydów, kierując ich do obozów śmierci. 6 października 1942 r. gestapowcy zabili 200 osób, a ponad 9 000 wysiedlono z getta w kierunku Chęcin. Drugi etap wysiedlania, czy raczej Zagłady, miał miejsce 16 listopada, wówczas złapano 700 osób i transportowano w kierunku Stopnicy. 10 grudnia 1942 r. 200 osób skierowano na Staszów. Do akcji likwidacyjnych Niemcy używali specjalnych oddziałów litewskich i ukraińskich zwanych „Schraff Commando”. Ogromna część - niemal wszyscy - chmielniccy Żydzi zginęli w Treblince.
Żydzi, którzy zdołali umknąć rozpaczliwie szukali schronienia, Wólka wydawała się idealna. Ojciec Jana, Franciszek z pełną świadomością, co grozi za ukrywanie Żydów, zgodził się udzielić pomocy. Do Wólki zaczęli przybywać Żydzi z Chmielnika, Piotrkowic, Kij i innych miejscowości. Liczba ich była ruchoma. Zdaniem Jana Lecha - bywało ich nawet i 30.
Jan Lech :
"Każdemu miłe życie, każdy Żyd się do nas cisnął. To była biedota, nie mieli pieniędzy, a ojciec pieniędzy nie chciał".
O tym, że w Wólce ukrywają się Żydzi, wiedzieli mieszkańcy sąsiednich wiosek : Włoszczowic, Gołuchowa, gdyż u okolicznych gospodarzy odbywało się zaopatrywanie w żywność. Dziewczęta i chłopcy, którzy chodzili na jagody, widzieli wyglądające dzieci żydowskie ze szczytu zabudowań.
W Sądnym Dniu Niemcy otoczyli szczelnie całą wieś.
Jan Lech ukrył się w stodole z 9 Żydami i jakimś cudem udało mu się z niej wydostać, zanim cała spłonęła.
W deszczu kul uciekał łąkami do pobliskiego lasu i przeżył.
Ojciec Jana...Franciszek pracował tego dnia w polu przy ziemniakach i ocalał. Brat Franciszka, Pan Wojciech wrócił po kilku dni na pogorzelisko i został zastrzelony przez niemieckich żandarmów.
Rodzina Lechów przez wiele miesięcy ukrywała się w lesie.
Jan Lech :
"W lesie spałem, pod krzakiem. Nikt nie chciał przyjąć, nikt nie chciał jeść dać, bo się bali. Bo była kara śmierci. Dopiero jesienią sołtys Kasza załatwił nam kenkarty. Mieszkaliśmy u niego do końca wojny".
Śp. Rodzina Państwa Lechów do dnia dzisiejszego nie została uhonorowana przez Instytut Yad Vashem...
buycoffee.to/kasjopea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz