Dziś w sklepie usłyszałam takie zdanie, że cała kolejka od razu ożyła.
Przy kasie stała starsza pani. Wyłożyła na taśmę chleb, mleko, małą paczkę ciastek i kilka saszetek karmy dla kota. Kasjerka zaczęła kasować zakupy i powiedziała z uśmiechem:
— Oho, kotek to u pani dobrze żyje.
Starsza pani spojrzała na nią bardzo poważnie i odpowiedziała:
— On jest bardziej wybredny niż mój mąż był.
Na chwilę zrobiła się cisza, a potem ktoś z końca kolejki nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Kasjerka też się uśmiechnęła.
— To co, nie wszystko je?
Babcia machnęła ręką.
— A gdzie tam. Wczoraj dałam mu z kurczakiem — powąchał i poszedł. Dałam z rybą — spojrzał na mnie tak, jakbym go osobiście obraziła. A zwykłą karmę to łapą zakopuje, choć tam nie ma czego zakopywać.
Kobieta stojąca obok zapytała:
— A ile on ma lat?
— Dziesięć — odpowiedziała starsza pani. — To już nie kot, tylko kierownik mieszkania. Ja rano nie wstaję wtedy, kiedy chcę, tylko wtedy, kiedy on uzna, że pora.
I zaczęła opowiadać, jak ten kot siada przy misce i po prostu patrzy. Nie miauczy, nie krzyczy, nie awanturuje się. Tylko patrzy. A ona już sama zaczyna się tłumaczyć:
— Co, nie takie? Co, znowu nie dogodziłam?
Potem dodała:
— Mój mąż to chociaż barszcz jadł i nie wybrzydzał. A ten ogoniasty pan ma menu.
Powiedziała to bez złości, tak ciepło, że od razu było widać: kocha tego kota bardziej, niż na niego narzeka.
Kasjerka skasowała karmę, starsza pani starannie poukładała saszetki w torbie i jeszcze rzuciła:
— Wzięłam różne smaki. Może jego wysokość będzie dziś w nastroju.
I wracając do domu, pomyślałam sobie, ile miłości potrafi ukryć się w takich drobiazgach.
Dla kogoś to tylko karma dla kota.
A dla kogoś innego — codzienna troska, rozmowa, rytm dnia i mały powód, żeby nie czuć się samotnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz