"Rzeczpospolita" ujawnia modus operandi ukraińskiego wywiadu, który należeć ma do jednych z najbardziej aktywnych w Polsce. Nie ma co się dziwić. Mają tu wiele interesów, o które bardzo dobrze dbają.
Cytat oficera wywiadu, anonimowo dla "Rzeczpospolitej": Ukraińcy przebywający w Polsce "są namawiani do przekazywania wrażliwych danych. Mówiąc wprost: do wynoszenia informacji z polskich firm lub urzędów, w których są zatrudnieni."
Polskie prokuratury prowadzą śledztwa w sprawie szpiegostwa na rzecz państwa ukraińskiego. Inny oficer dodaje, że ukraińskie służby próbują też werbować Polaków jadących na Ukrainę z pomocą humanitarną lub w celach biznesowych.
Wyciągnijmy z tego praktyczne, trzeźwe wnioski.
Po pierwsze: każdy polski urząd, który zatrudnia cudzoziemców, musi mieć świadomość tego ryzyka. Ukraińcy i inni cudzoziemcy nie powinni mieć żadnego dostępu do istotnych danych.
Po drugie: firmy działające w strategicznych branżach — zbrojeniówka, energetyka, IT, infrastruktura krytyczna — oraz te posiadające cenny know-how muszą chronić swoje informacje i wiedzieć, kto ma do nich dostęp. Cudzoziemcy powinni być absolutną rzadkością podyktowaną kompetencjami, których nie mamy w Polsce.
Po trzecie: naiwność w relacjach z Ukrainą musi się skończyć. Sojusznik, który jednocześnie prowadzi przeciwko nam aktywne działania wywiadowcze to żaden sojusznik. Skończmy z tymi banialukami.
Państwo polskie ma obowiązek chronić własnych obywateli i własne interesy. Czas traktować ochronę informacji i kontrolę dostępu do urzędów oraz strategicznych firm tak poważnie, jak robią to państwa, które dbają o swoją suwerenność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz