https://x.com/DariuszMatecki/status/2094466422931959884/video/1
TRAGICZNY DZIEŃ DLA POMORZA ZACHODNIEGO. Po ponad 50 latach pracy wyłączane są dwa ostatnie bloki węglowe, a ponad 500 osób traci pracę. Co najbardziej bulwersujące – jeszcze przed zamknięciem te jednostki były realnie potrzebne systemowi: Ministerstwo Energii przyznało, że od 1 czerwca blok nr 6 uruchamiano 17 razy, a blok nr 7 15 razy, żeby pokryć zapotrzebowanie na moc.
Jeszcze większy absurd dotyczy pracowników. Związkowcy wskazują, że osoby korzystające z wysokich odpraw mają być objęte ograniczeniami uniemożliwiającymi im ponowne świadczenie pracy na rzecz PGE przez kolejne lata. To ludzie wyszkoleni przez spółkę, z ogromnym doświadczeniem i wiedzą potrzebną do obsługi tych bloków. Państwo najpierw wydaje pieniądze na ich przygotowanie, potem płaci wielkie odprawy, a następnie odcina możliwość ponownego wykorzystania ich kompetencji.
I właśnie dlatego rodzi się zasadnicze pytanie: po co wprowadzać takie ograniczenia, jeśli nie po to, żeby maksymalnie utrudnić ewentualny powrót do eksploatacji tych bloków w przyszłości? Jeżeli po zmianie władzy zapadłaby decyzja o ponownym uruchomieniu Dolnej Odry, zabraknie nie tylko czynnych jednostek, ale także części ludzi, którzy potrafią je obsługiwać. To nie wygląda jak zabezpieczenie transformacji. To wygląda jak próba zamknięcia drogi odwrotu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz