ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

sobota, 29 sierpnia 2026

O polskiej idei imperialnej – „Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale” 🇵🇱

 Mateusz Historyk

Dziś wiele mówi się o znaczeniu suwerenności i podmiotowości, jednak w praktyce Polska pozostaje częścią rozgrywki prowadzonej przez większe mocarstwa. Jest to w pewnym sensie charakterystyczne dla powojennego układu międzynarodowego. Światem zaczęły rządzić nie tyle mocarstwa, ile supermocarstwa, a współczesna polityka również wymaga oparcia się na szerszych sojuszach – szczególnie w przypadku Polski. Przed wojną realia były jednak inne...
Przypisywane Józefowi Piłsudskiemu zdanie „Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale” dobrze oddaje pewien nurt myślenia politycznego II Rzeczypospolitej, oparty na przekonaniu, że Polska, jeśli chce przetrwać między Niemcami a Rosją, nie może ograniczać się jedynie do obrony własnych granic. Musi być mocarstwem zdolnym aktywnie kształtować otoczenie. Nie chodziło wyłącznie o podboje czy powiększanie terytorium. Polska idea imperialna była przede wszystkim próbą odpowiedzi na pytanie, jak odbudowane państwo może stać się samodzielnym podmiotem polityki europejskiej, a nie jedynie przedmiotem rozgrywek prowadzonych przez większe mocarstwa.
Nie była to jedna, spójna doktryna. Łączyły się w niej tradycje jagiellońskie, federacyjne, prometeizm i polityka mocarstwowa. Szczególne miejsce zajmowali konserwatyści: Stanisław Cat-Mackiewicz i wileńskie „żubry”, Adolf i Aleksander Bocheńscy, a później środowisko „Buntu Młodych” i „Polityki” Jerzego Giedroycia. W ich ujęciu „imperium” nie musiało oznaczać bezpośredniego panowania nad sąsiednimi narodami. Było raczej świadectwem marzenia o systemie państw, narodów i interesów związanych z Polską na tyle silnie, aby Rosja i Niemcy nie mogły swobodnie dominować w Europie Środkowo-Wschodniej. Dlatego polska idea imperialna różniła się od nacjonalizmu.
Adolf Bocheński przeciwstawiał „imperializm nacjonalistyczny” „imperializmowi państwowemu”. Nacjonalistyczny podporządkowywał politykę interesom narodu rozumianego przede wszystkim etnicznie. Punktem wyjścia państwowego był natomiast interes państwa. Zdaniem Bocheńskiego Polska mogła być wielonarodowa, a Ukraińcy, Białorusini czy Litwini nie musieli zostać spolonizowani, jeśli mogli stać się lojalnymi obywatelami Rzeczypospolitej. Nie oznaczało to współczesnego liberalnego pluralizmu, lecz raczej przekonanie, że państwo wielonarodowe może być silniejsze od państwa usiłującego za wszelką cenę osiągnąć jednolitość narodową.
Najlepiej widać to w środowisku wileńskich konserwatystów, związanych ze Stanisławem Catem-Mackiewiczem i organem „Słowo”. Ich stosunek do tak zwanych Kresów wyrastał z pamięci o Wielkim Księstwie Litewskim i dawnej Rzeczypospolitej, ale nie sprowadzał się do nostalgii. Konserwatyści wileńscy uważali, że polska obecność na wschodzie ma sens przede wszystkim wtedy, gdy potrafi stworzyć trwałą wspólnotę polityczną z zamieszkującymi te ziemie narodami. Krytykowali więc traktat ryski, ponieważ widzieli w nim nie tylko rezygnację z części obszaru dawnej Rzeczypospolitej, lecz także utratę możliwości zbudowania na wschodzie systemu państw i narodów powiązanych z Warszawą, a przede wszystkim pozostawienie ogromnej przestrzeni pod kontrolą sowiecką. Antysowieckość była zresztą jednym z fundamentów tego sposobu myślenia, ale miała przede wszystkim charakter geopolityczny. Rosja, niezależnie od ustroju, była postrzegana jako potęga, której interesy pozostawały strukturalnie sprzeczne z istnieniem silnej i niezależnej Polski. Po rewolucji bolszewickiej dochodził do tego konflikt ideologiczny i cywilizacyjny. Stąd prometeizm, czyli przekonanie, że polski interes wymaga wspierania narodów znajdujących się pod rosyjskim panowaniem. Ukraina zajmowała w tej koncepcji szczególne miejsce. Niepodległa Ukraina nie musiała być polska, by jej istnienie uważać za korzystne dla Polski. Jej niezależność oznaczała przede wszystkim strategiczne odsunięcie Rosji od polskich granic. Tylko tyle, a może raczej – aż tyle. Pewnym paradoksem było więc, że wzmocnienie Polski wymagało uznania podmiotowości innych narodów. Polska miała organizować przestrzeń polityczną Europy Środkowo-Wschodniej, ale niekoniecznie poprzez jej bezpośrednie podporządkowanie, jak w grze komputerowej. Z czasem właśnie ta intuicja miała doprowadzić Giedroycia do powojennej koncepcji ULB. Ostatecznie doszedł do wniosku, że dla Polski korzystniejsze od odzyskania dawnych ziem jest istnienie niepodległej Ukrainy, Litwy i Białorusi.
Zaskakujący był stosunek konserwatystów do piłsudczyków. Konserwatyści i ludzie wywodzący się z tradycji Piłsudskiego mieli przecież zupełnie różne genealogie polityczne. Piłsudski wyrastał z PPS i polskiej lewicy niepodległościowej, podczas gdy oni reprezentowali tradycję zachowawczą. Po 1926 roku okazało się jednak, że w polityce zagranicznej i rozumieniu interesu państwa istnieje między nimi znacznie więcej wspólnego, niż wynikałoby z ideowych korzeni. Łączyła ich nieufność wobec Narodowej Demokracji, przekonanie o konieczności silnego państwa, znaczenie armii oraz przede wszystkim przekonanie, że Polska musi prowadzić aktywną politykę na wschodzie i przeciwstawiać się rosyjskiej dominacji. Nie oznaczało to jednak bezkrytycznego poparcia piłsudczyków. Środowisko Bocheńskich i Giedroycia było bliskie piłsudczykowskiej racji stanu, ale potrafiło krytykować autorytarne metody rządzenia. Ich konserwatyzm mocarstwowy nie daje się łatwo wpisać we współczesny podział na prawicę i lewicę. Nadrzędnym celem było stworzenie silnego państwa zdolnego do prowadzenia długofalowej polityki.
W 1938 roku środowisko „Polityki” wydało obszerną broszurę „Polska Idea Imperialna”, próbując przełożyć własne rozważania na konkretny program. Autorami rozważań byli bracia Bocheńscy, Stanisław Skwarczyński oraz Kazimierz Studentowicz. Ich program dotyczył nie tylko polityki zagranicznej, lecz także ustroju, armii, gospodarki i polityki narodowościowej. Polska miała stać się państwem silnym, nowoczesnym i zdolnym do prowadzenia wielkiej polityki. W centrum znajdowała się krytyka „partyjnictwa” i przekonanie, że państwo potrzebuje sprawnej władzy wykonawczej, która potrafi myśleć w kategoriach długoterminowego interesu państwa.
Problem polegał jednak na tym, że ambicje tej koncepcji znacznie przekraczały realny potencjał II Rzeczypospolitej. Polska była państwem średniej wielkości, słabszym gospodarczo i militarnie od Niemiec oraz Związku Sowieckiego. Nie dysponowała środkami, które pozwalałyby swobodnie realizować wielką strategię od Bałtyku po Morze Czarne. Geopolityczna wizja była często bardziej imponująca niż możliwości jej wykonania. Mocarstwowość wymaga bowiem nie tylko ambicji, ale również przemysłu, pieniędzy, ludności, armii i stabilnego systemu sojuszy. Drugim problemem była polityka narodowościowa. Idea wielonarodowej Polski była strategicznie atrakcyjna, ale praktyka II RP często działała w przeciwnym kierunku. Konflikty z Ukraińcami, Białorusinami czy Litwinami pokazywały, jak trudno było pogodzić wizję wielkiego państwa politycznego z polityką administracji państwowej. Trudno budować lojalność mieszkańców wielonarodowego państwa, jeżeli znaczna część z nich zaczyna postrzegać państwo przede wszystkim jako narzędzie dominacji większości. Największym problemem pozostawała jednak polityka wobec Niemiec. Adolf Bocheński próbował znaleźć dla Polski przestrzeń manewru między Berlinem a Moskwą. Dopuszczał instrumentalne wykorzystanie rywalizacji obu mocarstw. Była to logika realistyczna, ale obarczona ogromnym ryzykiem. Po 1933 roku Niemcy przestały być po prostu jednym z elementów europejskiej równowagi. Nazistowski projekt ekspansji coraz wyraźniej kolidował z polskim interesem. Wprawdzie Polska próbowała prowadzić własną grę między dwoma potęgami w ramach polityki równowagi Józefa Piłsudskiego i Józefa Becka, ale finał tej polityki dobrze obnażył mankamenty, jakie tkwiły u jej podstaw.
Mimo tych słabości polska idea imperialna nie była jedynie marzeniem o odbudowie imperium Jagiellonów. Była próbą wyjścia poza kompleks państwa średniego, które przede wszystkim reaguje na działania silniejszych. Jej twórcy wychodzili z założenia, że państwo, które nie potrafi kształtować własnego otoczenia, wcześniej czy później staje się przedmiotem polityki innych. Dlatego Polska miała być nie tylko silna wewnętrznie, ale również zdolna do tworzenia własnego układu politycznego w Europie Środkowo-Wschodniej.
Paradoksalnie, właśnie z tej „imperialnej” wizji wyrosła później koncepcja, która zrezygnowała z myślenia o imperium w sensie terytorialnym. Dojrzały Giedroyc uznał, że Polska nie potrzebuje powrotu do granic II RP, lecz niepodległych sąsiadów. Zamiast podporządkowywać Ukrainę, Litwę czy Białoruś, należało pomóc im uniezależnić się od Rosji. W ten sposób dawny imperializm państwowy przekształcił się w projekt niepodległościowy. Silna Polska miała być częścią silnej i niezależnej Europy Środkowo-Wschodniej.

Brak komentarzy: